Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
725 postów 34 komentarze

PISZĘ PRAWDĘ

Aleszuma - Po prostu zwykły człowiek

UKRAIŃSKIE, SOWIECKIE I NIEMIECKIE GWAŁTY NA POLKACH

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

GWAŁTY NA POLKACH

 

UKRAIŃSKIE, SOWIECKIE I NIEMIECKIE GWAŁTY NA POLKACH

 

MY UKRAIŃCY, ROSJANIE I NIEMCY MAMY PRAWO DO WSZYSTKICH POLEK!

JEDNAKOWO WYUZDANA SWOŁOCZ.

DAWAJ KOBIETO.

 

Czyje metody gwałtów były okrutniejsze, Ukraińców, Rosjan. czy Niemców? Jedno jest pewne, że ta dzicz działała wspólnie i w porozumieniu. Przełożeni tych gwałcicieli nie reagowali, sami zapewne też pragnęli dołączyć do tych ludzkich bestii.

Rosjanie boją się przyznać, że ofiarami Armii Czerwonej padło kilkadziesiąt tysięcy naszych Rodaczek. Dawno już nic tak nie rozwścieczyło Rosjan jak rzeźba studenta Akademii Sztuk Pięknych Jerzego Bohdana Szumczyka.

Instalacja prezentuje sowieckiego sołdata gwałcącego ciężarną Polkę. Gwałciciel bolszewicki jedną ręką trzyma swoją ofiarę za włosy, a drugą wciska jej pistolet w usta.

Szumczyk rzeźbę zatytułował “Dawaj kobieto” i ustawił nocą obok czolgu T-134 stojącego w gdańskiej Alei Zwycięzca. Natomiast po udostępnieniu rzeźby się zagotowało.”To przejaw chuligaństwa o charakterze otwarcie bluźnierczym” – zagrzmiał ambasador Rosji w Polsce Aleksander Aleksiejew. Według niego Szumczyk “znieważył pamięć ponad 600 tysięcy żołnierzy sowieckich poległych w walce o niepodległość Polski” z gwałtami polskich kobiet w tle. O sprawie z oburzeniem pisały sowieckie media. Deputowany Partii Jednej Rosji Franc Klincewicz zażądał przeprosin od polskiego Parlamentu.

 

TRWOGA POLSKICH WŁADZ ANNO DOMINI 2013

 

Trzęsący pludrami rządzący Polską Tusk et consortes zachowali się bojaźliwie. Pomnik został w ekspresowym tempie usunięty przy pomocy dźwigu, a sprawą zajęła się politycznie poprawna prokuratura. Rozważała ona czy młodego artystę oskarżyć o…sianie nienawiści na tle różnic narodowościowych. Głos zabrał rzecznik MSZ, nijaki i nijaki Marcin Wojciechowski pseudo Polak – “Przykro mi z powodu incydentu wokół pomnika żołnierzy radzieckich w Gdańsku”. Swoje oburzenie wykazał również prezydent Gdańska – przestępca – Paweł Adamowicz. W ów “skandal” wmieszała się również HGW warszawska prezydent aferzystka.

A praca artystyczna Bohdana Szumczyka wywołała oburzenie bolszewickie i przypomniała prawdę o gwałtach ukraińskich i bolszewickich na Polkach. I za to mu chwała!!! A więc powiedział prawdę o jednej z najbardziej ukrywanych zbrodni bolszewickich i ukraińskich, a także niemieckich ludobójców.

Wbrew obiegowej opinii przemoc seksualna przez bolszewików stosowana była nie tylko wobec Polek. Ofiarą gwałtów padły Czeszki, Słowaczki, Węgierki, Litwinki, Łotyszki, Estonki czy Rumunki. A nawet kobiety sowieckie wywiezione na roboty do Rzeszy lub przetrzymywane w niemieckich obozach koncentracyjnych. Losu tego nie uniknęły również dziesiątki tysięcy Polek.

To sprawa bardzo słabo znana nie tylko społeczeństwu, ale także historykom, co pachnie skandalem!

Nie zachowało się za wiele źródeł. Polki na ogół niechętnie mówiły o dokonanych na nich gwałtach, uznając je za coś wstydliwego. Olbrzymia część podobnych incydentów nie została nigdzie zgłoszona. Pionierskie badania na ten temat przeprowadził dopiero w ostatnich latach historyk Marcin Zaremba. To, co ustalił, jest szokujące. W artykule opublikowanym w zbiorze IPN „W objęciach Wielkiego Brata. Sowieci w Polsce 1944–1993” oraz w książce „Wielka trwoga. Polska 1944–1947. Ludowa reakcja na kryzys” przytoczył on szereg wstrząsających relacji, które ukazują prawdziwe oblicze wkroczenia bolszewików do Polski.

 

Pewna Polka z Gdańska pisała w liście: „Kobiety po 15 razy gwałcono, przestraszyłam się bardzo i poszłam z powrotem. Tej nocy zostałam zgwałcona, ta hańba odbyła się na oczach mojego ojca. Mnie zgwałcono 7 razy, to było straszne”.

Gdy w pobliżu znajdowali się czerwonoarmiści żadna kobieta nie mogła czuć się bezpieczna. Polski, Niemki, Rosjanki, Rumunki czy Węgierki były ofiarami gwałtów dokonanych przez żołnierzy Armii Czerwonej. Pisaliśmy już o bestialskich gwałtach, jakich dopuszczali się sowieccy żołnierze na Niemkach w końcowej fazie drugiej wojny światowej. Ofiarami czerwonoarmistów padły jednak również tysiące kobiet innych narodowości. Polki nie były wyjątkiem.

Polska znalazła się w innej sytuacji niż Niemcy, Rumunia czy Węgry, gdyż formalnie była sojusznikiem ZSRS. W takim przypadku zemsta nie wchodziła w grę. Pomimo to żołnierze sowieccy stwierdzili w czasie pewnego incydentu, że: „walczą trzeci rok o Polskę, więc mają prawo do wszystkich Polek”. Jak się okazało, nie było to podejście odosobnione.

Niezwykle trudno jest określić skalę przemocy seksualnej czerwonoarmistów względem polskich kobiet. Brakuje przede wszystkim relacji ofiar bądź bezpośrednich świadków tych wydarzeń. Głównym źródłem informacji są raporty milicyjne, prywatne listy przechwycone przez cenzurę, czy poufna korespondencja urzędowa między różnymi organami nowej władzy.

 

 DIEWOCZKA, TY PRIMA SORT!

 

Także Polki, obok Niemek, stały się w Prusach obiektem napaści seksualnej ze strony pijanych sołdatów. Antony Beevor przedstawił w książce „Berlin 1945. Upadek” taką oto sytuację:

 

“Gdy alkohol rozgrzał żołnierską duszę i ciało, narodowość ofiar nie miała już najmniejszego znaczenia. Lew Kopielew opisał wydarzenie z Olsztyna, gdy usłyszał „straszny krzyk” i zobaczył dziewczynę „z długimi blond włosami w nieładzie, w podartej sukience”, która przerażająco krzyczała: „Jestem Polką! Jezus, Maria! Jestem Polką!”. Dziewczynę goniło dwóch pijanych czołgistów, a wszystko to rozgrywało się na oczach innych żołnierzy i oficerów”.

Wydaje się, że do pierwszych gwałtów na terenie Polski doszło już w styczniu 1945 r. zaraz po zajęciu Krakowa. W Poznaniu były przypadki Polek podstępnie zwabionych przez czerwonoarmistów prośbami o pomoc w opatrywaniu rannych, a następnie brutalnie zgwałconych. Do podobnych zdarzeń dochodziło w Gdańsku, gdzie polskie kobiety pracujące w sowieckim garnizonie „po 15 razy gwałcono”.

 

BESTIE W SOWIECKICH MUNDURACH

 

Takie sytuacje powtarzały się praktycznie w całym kraju. Po wsiach i miasteczkach krążyły hordy pijanego żołdactwa i urządzały regularne obławy na kobiety. Dochodziło nawet do pacyfikacji całych wsi. Stało się tak w okolicach Łodzi, gdzie 3 lipca 1945 r. sowieccy żołnierze zaatakowali wsie Zalesie, Olechów, Feliksin i Hutę Szklaną, rabując domostwa i gwałcąc kobiety, co w efekcie doprowadziło do panicznej ucieczki wszystkich mieszkańców.

 

 CZERWONA ZARAZA

 

 Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie?

Sowieci obiecywali wolność i bezpieczeństwo. Zdruzgotany brutalną okupacją niemiecką Naród witał ich z nadzieją i kwiatami.

Zamiast wybawicieli nadeszli jednak bezwzględni zbrodniarze i złoczyńcy. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny w zetknięciu z czerwoną szarańczą. Żołdacy Stalina zamordowali dziesiątki tysięcy Polaków. Patriotów zaciągali do enkawudowskich katowni. Nawet małe dzieci zamykali za drutami obozów. Kobiety nie były dla nich ludźmi, ale wyłącznie łupem. Nie sposób zliczyć ile Polek padło ofiarą chorej żądzy czerwonoarmistów. Na pewno zbyt wiele.

Do porwań dochodziło nawet w biały dzień w centrach miast. Szczególnie niebezpieczne były okolice dworców kolejowych. Zdarzały się również napady na pociągi. Polska nauczycielka pisała:

“W dniu 8 stycznia 1946 r. o godz. 1-ej w czasie powrotu mego z ferii świątecznych z Radomia do Szprotawy, między Legnicą a Szprotawą do wagonu, w którym jechałam, jak również do innych wagonów wkroczyły masy bolszewików, zaczęli torturować i bić mężczyzn, rabować walizki i gwałcić kobiety, z których ani jedna nie uszła tej hańby i gwałtu.

Wkraczający do Polski czerwonoarmiści szybko pokazali, że dla kobiet stanowią nawet większe zagrożenie niż żołnierze Wehrmachtu.

Nawet kilkuletnie dziewczynki stały się obiektem przemocy seksualnej. Jakże wymowny jest ten raport milicyjny z czerwca 1945 r:

“W nocy 25 VI br. o godz. 2-ej do mieszkania K. Wincentego w pow. krakowskim wtargnęło dwóch żołnierzy sowieckich, którzy dopuścili się gwałtu na 4-letniej dziewczynce, a potem zrabowali garderobę”.

 

ZBRODNIE NA MAZURACH

 

Od lutego 1945 r. na tzw. „ziemiach odzyskanych” na Mazurach i Pomorzu zaczęły się instalować zręby polskiej administracji. Stopniowo rozpoczął się również napływ osadników, zajmujących gospodarstwa opuszczone przez Niemców.

Polacy szybko stali się obiektem agresji ze strony żołnierzy wciąż licznie tu stacjonujących jednostek armii sowieckiej. W ówczesnym Okręgu Mazurskim, starosta powiatowy w Szczytnie, Walter Późny, raportował w sierpniu 1945 r:

“Ze strony polskiej napływają stale skargi o kradzieżach, rabunkach i gwałtach dokonywanych przez znajdujące się w powiecie oddziały wojskowe. Zdarzały się ostatnio wypadki, że osadnicy broniąc swego mienia zostali zastrzeleni, oraz że w obecności rodziców wojskowi gwałcili ich córki”

Do podobnych wypadków dochodziło we wszystkich powiatach Warmii i Mazur. Doprowadziło to do masowego odpływu polskiej ludności, dopiero co zasiedlającej te ziemie. Starosta reszelski Stanisław Watras we wrześniu 1945 r. alarmował:

“Wobec braku należytej ochrony i gwałtownego pogorszenia się stosunków bezpieczeństwa, a więc masowych wypadków grabieży, rabunków i gwałcenia kobiet przez żołnierzy sowieckich, ludność osadnicza masowo opuszcza gospodarstwa wiejskie i powraca do centrum kraju. W niektórych okręgach ucieczka ta objęła do 60% osadników”.

W styczniu 1946 r. Sowieci uprowadzili pracownicę “Kolumny Przeciw Epidemiologicznej” w Bartoszycach, która została obrabowana z pieniędzy i ubrania, pobita, oraz zgwałcona przez około 30 żołnierzy. W tym samym czasie, w pod olsztyńskiej wsi Likusy czerwonoarmiści pobili i zgwałcili 73-letnią staruszkę.

Nigdy chyba nie dowiemy się, ile polskich kobiet padło ofiarą sowieckich żołnierzy. W odniesieniu do Czechosłowacji przyjmuje się, że zgwałconych zostało 10–20 tys. kobiet. W Polsce, przez którą przebiegała główna oś natarcia sowieckich armii na Berlin, musiało ich być znacznie więcej.

Tuż po wojnie, w latach 1945–1947, zaobserwowano gwałtowny wzrost zachorowań na choroby weneryczne, który przybrał rozmiary prawdziwej pandemii. Roczna liczba nowych zakażeń kiłą wynosiła ok. 100 tys., a na rzeżączkę 150 tys. Ile z nich było efektem gwałtu, nie wiadomo.

W czasach komunizmu był to temat tabu i władzom zwyczajnie nie zależało na przeprowadzeniu jakichkolwiek wiarygodnych badań w tej kwestii. Wydaje się, że również po 1989 r. zagadnienie to nie funkcjonuje dostatecznie w świadomości społecznej, a oprawców sowieckich w dalszym ciągu nazywa się wyzwolicielami

ŻOŁNIERZE WEHRMACHTU GWAŁCILI POLSKI

 

Niemcy bezkarnie gwałcili Polki. Ofiary trafiały do obozów, zmuszano je do prostytucji

W czasie okupacji Polki nie mogły czuć się bezpiecznie. Niemieccy gwałciciele zazwyczaj pozostawali bezkarni. Polskie ofiary gwałtów trafiały do obozów lub zmuszano je do prostytucji. – Szczególnie groźne były Einsatzgruppen, czyli specjalne grupy operacyjne, które na zapleczu frontu mordowały lub wtrącały do więzień Żydów i prawdziwych lub domniemanych polskich wrogów politycznych III Rzeszy. Gdy ich członkowie dopuszczali się przemocy seksualnej wobec Polek i Żydówek, ich przełożeni przymykali na to oko. Einsatzgruppen miały odgórne przyzwolenie na stosowanie różnych rodzajów przemocy i przemoc seksualna była tolerowana – mówi niemiecka historyk Maren Röger.

Historycy szacują, że żołnierze Armii Czerwonej zgwałcili w Niemczech około 2 mln kobiet. Temat gwałtów, których dopuścili się czerwonoarmiści na Niemkach, jest dobrze opracowany. Powstały nawet filmy fabularne, które o nich opowiadają. Tymczasem o gwałtach dokonywanych przez Niemców na Polkach wciąż wiadomo bardzo niewiele. Podobnie jak opinia publiczna do dzisiaj nic nie wie, albo niewiele o istnieniu niemieckiego obozu koncentracyjnego dla nieletnich Polaków i Polek w wieku od 2 – 16 lat w getcie w Łodzi (Litzmanstadt ghetto).

W Niemczech bardzo długo utrzymywało się silne przekonanie, że żołnierze Wehrmachtu nie dopuszczali się w okupowanych krajach przemocy wobec kobiet ani zbrodni w ogóle. Mimo, że historycy już wcześniej rozprawili się z mitem “czystego Wehrmachtu”, dopiero od niedawna wzięli na warsztat zbrodnie na tle seksualnym. Badania są jednak utrudnione ze względu na źródła, którymi dysponujemy, a prowadzenie wywiadów z ofiarami przemocy seksualnej jest równoznaczne z rozdrapywaniem starych ran i wyciąganiem informacji, o których kobiety chciałyby zapomnieć.

Czy skala przemocy seksualnej czerwonoarmistów w Niemczech i niemieckich sił okupacyjnych w Polsce jest porównywalna?

Przede wszystkim trzeba podkreślić, że liczba 2 mln zgwałconych Niemek jest przedmiotem ożywionej dyskusji. Oszacowano ją na podstawie liczby aborcji przeprowadzonych po zakończeniu wojny. Są to szacunki bardzo nieprecyzyjne i te 2 mln należy raczej traktować jako ocenę rzędu wielkości, niż dokładną liczbę zgwałconych kobiet. Bardzo trudno oszacować dziś, ile kobiet zostało zgwałconych przez niemieckich żołnierzy i przedstawicieli okupacyjnej administracji w okupowanej Polsce, ale skala przemocy seksualnej była na pewno mniejsza niż w Niemczech pod koniec wojny.

W 1939 r. Polskę najechało 1,5 mln niemieckich żołnierzy, więc siłą rzeczy nie mogli oni dopuścić się aż tylu gwałtów. Poza tym, choć Niemcy od samego początku wojny zaczęli popełniać w Polsce zbrodnie skierowane przeciwko ludności cywilnej, były to zbrodnie prowadzone planowo. Tymczasem przyzwolenia na gwałty wśród niemieckich dowódców nie było, a dyscyplina w Wehrmachcie była znacznie większa niż wśród czerwonoarmistów. Nie znaczy to oczywiście, że nie dochodziło do gwałtów. Z całą pewnością możemy stwierdzić, że w czasie wojny polsko-niemieckiej i na początku okupacji mieliśmy do czynienia ze znacznie zwiększoną skalą niemieckiej przemocy seksualnej.

We wrześniu 1939 r. nikt w Polsce nie przypuszczał, że niemiecka okupacja będzie aż tak brutalna, a niemieccy żołnierze nie mieli jeszcze fatalnej reputacji, którą wyrobili sobie później. Jednak polskie i żydowskie kobiety były narażone na niebezpieczeństwo.

Szczególnie groźne były dla nich Einsatzgruppen, czyli specjalne grupy operacyjne, które na zapleczu frontu mordowały lub wtrącały do więzień Żydów i prawdziwych lub domniemanych polskich wrogów politycznych III Rzeszy.

 

Gdy ich członkowie dopuszczali się przemocy seksualnej wobec Polek i Żydówek, ich przełożeni przymykali na to oko. Einsatzgruppen miały odgórne przyzwolenie na stosowanie różnych rodzajów przemocy i przemoc seksualna była tolerowana.

Rasizm miał duże znaczenie. Zakaz nawiązywania romansów z Polkami i Żydówkami miał podłoże rasistowskie. Zakaz gwałcenia kobiet miał natomiast na celu utrzymanie dyscypliny. W niektórych dokumentach wojskowych można się natknąć również na inne wytłumaczenie, które z perspektywy późniejszych realiów okupacyjnych wydaje się kuriozalne. Mianowicie dowódcy niemieckich oddziałów obawiali się, że przemoc seksualna ze strony żołnierzy spowoduje spadek zaufania polskiej ludności cywilnej do niemieckich władz okupacyjnych.

Wielu badaczy konfliktów zbrojnych uważa, że przyzwolenie na przemoc jest często jednym z narzędzi prowadzenia wojny, które ma dodatkowo sterroryzować i upokorzyć podbite społeczeństwo.

W przypadku niemieckiej okupacji w Polsce tak nie było. Cywili terroryzowano, ale innymi metodami.

Czy Polka zgwałcona przez niemieckiego żołnierza miała jakiekolwiek szanse na dojście sprawiedliwości? I czy była szansa, że gwałciciel poniesie karę?

W czasie wojny niemiecko-polskiej i na początku okupacji panował chaos, w którym mało kto zaprzątał sobie takimi sprawami głowę. Później jednak zdarzało się, że niemieccy żołnierze i przedstawiciele władz okupacyjnych byli skazywani za gwałty na Polkach. Takich spraw było jednak bardzo mało. Niemcy popełniali w Polsce brutalne zbrodnie i mało któremu Polakowi przychodziło do głowy, żeby zgłaszać je na policję. Dotyczyło to również gwałtów. Polscy lekarze często nie chcieli przeprowadzać obdukcji, bo bali się, że jeśli zostaną one użyte jako dowód w sądzie, to będzie im grozić niebezpieczeństwo. Stąd wynikają trudności z oszacowaniem skali przemocy seksualnej w okupowanej Polsce. Zachowały się akta procesowe, ale wiemy, że do sądów trafiał znikomy odsetek takich przypadków.

Jakie wyroki zapadały w sprawach o gwałt, gdy trafiały one do sądu?

Bardzo różne. Czasem sądy uniewinniały oskarżonych, jako powód podając to, że w czasie popełniania gwałtu byli oni pijani i nie mogli odpowiadać za własne czyny. Natknęłam się na uzasadnienie wyroku w sprawie o gwałt, w którym sędzia pisał, że oskarżony przebywa w Generalnym Gubernatorstwie od niedawna i że w związku z tym nie wiedział, jaki wpływ wywrze na niego wódka. Dostał bardzo łagodny wyrok. Czasem jednak gwałcicieli skazywano na więzienie albo zsyłano ich do obozów koncentracyjnych. Zdarzało się, że sądy orzekały karę śmierci. Dotyczyło to spraw o gwałty, które były demonstracjami przemocy.

Chodzi o gwałty dokonane przy przypadkowych świadkach. Zdarzało się, że niemieccy urzędnicy, żołnierze albo członkowie jakichś innych formacji, wracając na przykład z jakiegoś zakrapianego przyjęcia, gwałcili kobiety na ulicy. Świadkowie bali się oczywiście zareagować. Za tego typu przestępstwa sądy wymierzały karę śmierci. Wielu urzędników niemieckich władz okupacyjnych obawiało się, że jeśli kary za takie przestępstwa nie będą surowe, to zostanie to wykorzystane przez propagandę aliantów.

Przecież w tym samym czasie Niemcy dokonywali mnóstwa innych masowych zbrodni skierowanych przeciwko polskim cywilom, trwał Holokaust żydowski i polski.

Tak, te wytłumaczenia wydają się dziś zupełnie niezrozumiałe. Dlaczego wyroki były tak zróżnicowane?

Obecnie często przyjmuje się, że niemiecka władza okupacyjna była jednolita i konsekwentna, bo funkcjonowała niczym perfekcyjnie skonstruowana, zbrodnicza machina. Tak nie było. Trwał konflikt między Einsatzgruppen, a niektórymi dowódcami Wehrmachtu, którzy protestowali przeciwko ich zbrodniczej działalności.

 

 

 

Jednak duża część tych paradoksów wynikała po prostu z tego, że wśród 1,5-milionowej armii, która najechała na Polskę, i wśród dziesiątek tysięcy niemieckich urzędników byli bardzo różni ludzie. Pochodzili z przeróżnych środowisk, byli bardziej lub mniej religijni, bardziej lub mniej praworządni. Niemiecka administracja jako całość była odpowiedzialna za brutalne zbrodnie i masowe mordy, ale konkretni ludzie często starali się postępować zgodnie z własnymi przekonaniami. Wielu z nich poczuło, że ma władzę nad innymi ludźmi, i w pełni to wykorzystywali, inni byli zagorzałymi nazistami i postępowali w myśl zbrodniczej ideologii. Zdarzali się jednak i tacy, którzy kierowali się tradycyjnym kodeksem moralnym. Dotyczyło to również sędziów. Stąd brały się tak duże różnice w karach zasądzanych za akty przemocy seksualnej i dziwaczne z dzisiejszej perspektywy uzasadnienia niektórych działań.

Skoro zgwałcone Polki bały się iść na policję, to jak w ogóle dochodziło do procesów?

Na ogół zawiadomienie składały osoby trzecie, inni Niemcy, którzy usłyszeli gdzieś o gwałcie, albo tłumacze, którzy dla nich pracowali.

Był jeszcze jeden wybuch przemocy na tle seksualnym. W czasie Powstania Warszawskiego Niemcy i żołnierze z jednostek kolaboracyjnych dopuszczali się w Warszawie masowych gwałtów. Jeśli natomiast chodzi o rok 1939, to powód był prozaiczny. Gdy zakończyły się działania zbrojne, z kraju wyjechała większość niemieckich żołnierzy. Jednak w pierwszym okresie okupacji częstsza była nie tylko przemoc seksualna, ale także dobrowolne kontakty seksualne między Niemcami a Polkami. Kobiety dość często wchodziły w przelotne związki z niemieckimi żołnierzami. Ze wspomnień z tego okresu wynika, że zarówno Niemcy, jak i Polki traktowali to jak coś w rodzaju przygody.

To prawda, ale na początku wojny nie była ona jeszcze aż tak silna jak później, gdy zaczęły się rozchodzić informacje o niemieckich zbrodniach. W bardzo wielu niemieckich raportach wojskowych z kampanii wrześniowej i pierwszego okresu okupacji oraz w późniejszych meldunkach polskiego podziemia przestrzegano przed fraternizacją oraz apelowano o trzymanie dystansu. Sam fakt, że obydwie strony zwracały na to tak dużą uwagę, świadczy o tym, że zjawisko było dość powszechne. Potwierdzają to wspomnienia z tamtego okresu.

Większość Polek, które były skłonne do wdawania się w romanse z Niemcami, szybko zmieniła nastawienie, gdy rozpoczęła się brutalna okupacja. Znacznie wzrosła również niechęć polskiego społeczeństwa, które stanowczo potępiało i piętnowało kobiety zadające się z Niemcami. Mówi o tym nawet jedna ze zwrotek znanej okupacyjnej piosenki “Siekiera, motyka, bimber, szklanka”: “Idzie sobie panna/Ze szwabem pod rękę/Bardzo z tego dumna/Z getta ma sukienkę/Za taką córeczkę/Jak ci nie wstyd ojcze?/Nie wstyd, bo jak córka/Stałeś się folksdojczem”. Większość Polaków uważała, że kobiety wiążące się Niemcami są po prostu zdrajczyniami albo prostytutkami.

Związki Niemców z Polkami w czasie okupacji były bardzo specyficzne. Na ogół nie były to ani przypadki prostytucji, ani romantycznej miłości. Zazwyczaj był to po prostu swoisty układ. W okupowanej Polsce panowała nędza. Wielu mężczyzn zginęło, siedziało w obozach jenieckich i koncentracyjnych albo zostało wysłanych na przymusowe roboty do Niemiec. Kobiety zostawały bez środków do życia, często z dziećmi na utrzymaniu. Niemcy tymczasem mieli władzę. Mogli zapewnić im pieniądze, jedzenie i ubrania, które, tak jak sukienka w okupacyjnej piosence, często były własnością zamordowanych Żydów. Mogli też szantażować je groźbą utraty pracy. Dlatego przy piętnowaniu Polek, które decydowały się na nawiązanie relacji z Niemcami, trzeba być bardzo ostrożnym.

Znowu bardzo trudno o jakiekolwiek szacunki. Jednak skala zjawiska z pewnością była duża. Stałe, ale oczywiście nieformalne związki Niemców z Polkami czy Rosjankami były tak częste, że wśród urzędników Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy dorobiły się nawet specjalnego określenia “Ostehe”, czyli “wschodnie małżeństwo”. Wśród Niemców w Polsce takie “wschodnie małżeństwa” były na porządku dziennym.

 

Nie znaczy to oczywiście, że Niemcy wyrzekali się swoich rasistowskich poglądów. Po prostu chcieli sobie wygodnie urządzić życie w okupowanym kraju.

 

 JAK NA TO REAGOWAŁO POLSKIE PODZIEMIE?

 

Reakcje nie tylko podziemia, ile całego społeczeństwa były ostre. W mniejszych miejscowościach drukowano imienne listy kobiet zadających się z Niemcami. Zdarzało się golenie głów. Niekiedy podziemne sądy orzekały karę śmierci, ale działo się to tylko wówczas, gdy Polka nie tylko wiązała się z Niemcem, ale także kolaborowała, wydając okupantom Polaków lub Żydów.

Skoro tego typu relacje polsko-niemieckie były dość powszechne, to czy oznacza to, że niemiecki zakaz nawiązywania kontaktów seksualnych z Polkami był martwy?

Większość tych związków była tajemnicą poliszynela, ale przepis nie był całkiem martwy. Czasem wszczynano w tych sprawach dochodzenia, które często były wynikiem donosu. To był dobry sposób na pozbycie się wrogów i konkurentów.

Jeśli dochodziło do procesów, to sądy na ogół karnie wysyłały Niemców na front. Dużo gorszy los spotykał jednak Polki. Najłagodniejszą karą było wyrzucenie z pracy. Często zsyłano je jednak do obozów koncentracyjnych. Najstraszniejszą karą była przymusowa prostytucja.

 

 NIEMCKIE SĄDY SKAZYWAŁY POLKI NA PRZYMUSOWĄ PROSTYTUCJĘ.

CO SIĘ DZIAŁO Z DZIEĆMI NIEMCÓW I POLEK.

 

Znamy takie przypadki z Kraju Warty. Jego niemiecki namiestnik Arthur Greiser wydał rozporządzenie, w myśl którego Polki skazane za nawiązanie relacji z Niemcami musiały pracować w domach publicznych dla niemieckich żołnierzy.

W innych krajach często się zdarzało, że dzieci z takich związków spotykały się z aktami agresji. W Polsce jednak raczej się to nie zdarzało, być może dlatego, że w powojennym chaosie bardzo wiele kobiet zmieniło miejsce zamieszkania. Nikomu nie opowiadały o swojej przeszłości. To bardzo bolesne sprawy. Znam przypadki ludzi z takich związków, którzy do dziś ukrywają przed otoczeniem to, że ich ojcowie byli Niemcami.

 

UKRAIŃSKIE GWAŁTY NA POLKACH TEMAT ZAKAZANY

 

We wrześniu 2009 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję, która stwierdziła, że gwałt może być ścigany jako zbrodnia wojenna, a nawet jako czyn mieszczący się w definicji ludobójstwa. Od tego czasu w polskich mediach pojawiło się kilka publikacji dotyczących gwałtów dokonanych przez Niemców na Polkach, oraz kilkanaście publikacji dotyczących gwałtów dokonanych przez Sowietów na Niemkach, Polkach i Węgierkach.

W artykule „Rosjanie, gwałty kobiet i milczenie salonu” (www.niezależna.pl

20.10.2013) napisano:

„Sowieci gwałcili kilkuletnie dziewczynki i siedemdziesięcioparoletnie babcie. Być może była to forma nagrody (!) dla fatalnie odżywionego żołnierza, ale też może i metoda zastraszenia miejscowej społeczności. Brytyjscy historycy podają konkretne dane:

100 tysięcy zgwałconych Polek, 2 miliony zgwałconych Niemek”.

Fruzsina Skrabski w rozmowie z Piotrem Włoczykiem („Sowieckie gwałty na Węgierkach”, w: Historia „Do Rzeczy” z marca 2014) oceniła, że ofiarami gwałtów mogło być nawet 800 tysięcy Węgierek.

Do tej pory nikt jednak nie podniósł tematu gwałtów dokonanych przez Ukraińców na Polkach w latach 1939 – 1948. A były one masowe, przerażające w swoim okrucieństwie i kończyły się niemal w każdym przypadku śmiercią ofiary.

 

 

 

Często torturowane i gwałcone były wszystkie kobiety polskie w napadniętym domu, zarówno 6-letnie wnuczki, ich matki jak i ponad 60-letnie babcie. Podczas napadu na wieś były to gwałty publiczne, dokonywane w miejscu, w którym ofiarę dopadnięto. Towarzyszyło im barbarzyńskie okaleczanie ofiar.

Już 12 września 1939 roku we wsi Smerdyń pow. Łuck, uzbrojona grupa Ukraińców w pobliskim lesie dokonała zbiorowego gwałtu na 9 kobietach w wieku 20 – 35 lat oraz 2 dziewczynkach w wieku 11 – 13 lat, a następnie je zamordowała (poza nimi zamordowali wówczas małżeństwo staruszków w wieku po ok. 80 lat, 5 chłopców w wieku 10 – 14 lat oraz 4 dzieci w wielu przedszkolnym (Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko “Ludobókstwo”…, s. 654).

17 września w lasach Nadleśnictwa Karpiłówka pow. Sarny banda chłopów ukraińskich napadła na gajówkę: postrzelili gajowego Józefa Kałamarza, przywiązali do ławy i przerżnęli w poprzek brzucha; jego żonę Otylię zawlekli do stodoły, gdzie ją zbiorowo zgwałcili i zamordowali; podpalili gajówkę i w ogień wrzucili ich trójkę małych dzieci (j.w.Siemaszko…, s. 809).

Nocą z 18 na 19 września we wsi Szumlany pow. Podhajce: „W liście wysłanym 17 grudnia 1941 r. przez polskiego rządcę z dworu w Szumlanach Jana Serafina do Polskiego Komitetu Pomocy w Brzeżanach, pisał on:

„We wrześniu 1939 r. Ukraińcy zamordowali w Sławentynie miejscową nauczycielkę p. Zdebową, z domu Małaczyńską.

Mordowali ją w sposób wyrafinowany. Egzekucja trwała w mieszkaniu nauczycielki od zmroku do świtu. Powodem mordu był fakt, że Zdebowa była Polką”  („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej 1943 – 1944”, wstęp i opracowanie L. Kulińska i A. Roliński, Kraków 2003, s. 12 – 14).

Kilku Ukraińców przez całą noc morduje „w sposób wyrafinowany” bezbronną kobietę, polską nauczycielkę. Trudno przypuszczać, aby ten „wyrafinowany sposób” nie składał się głównie ze zbiorowego gwałcenia ofiary.

Są setki relacji świadków, którzy w przypadkach torturowanych i zabijanych polskich dziewcząt używają sformułowań typu:

„zamordowana po okrutnych torturach”, „zamęczona na śmierć”. Zwłoki dziewcząt i kobiet były często tak zmasakrowane, że tylko można było domyślać się, iż wcześniej były gwałcone”.

Zbrodniarze ukraińscy najczęściej, zanim uśmiercili ofiarę, stosowali wobec niej kilku wymyślnych sposobów tortur. Świadkowie często pomijali masowość dokonywanych gwałtów na dziewczętach i kobietach, ze względu na cześć ofiar. Nie jest tak łatwo ujawniać, że matka, żona, siostra czy córka były w potworny sposób zbiorowo gwałcone przed zamordowaniem.

Bezkarność, przyzwolenie, a nawet wręcz zachęta, pozwalały wyzwalać każdą formę zboczenia, w tym pedofilię. Trudno jest chociażby stwierdzić, czy dzieci nasadzone na kołki w płocie były wcześniej gwałcone.

Franciszek Sikorski w książce „Lwa zielona” na s. 123 wspomina: „/…/ czterdziestego drugiego roku /…/ zobaczyłem w Kadłubiskach pomordowanych Polaków w jeszcze bardziej bestialski sposób /…/, na przykład, kobiecie w ciąży rozpruto brzuch i nie narodzone jeszcze bliźniaki ułożono jedno przy jednej piersi matki, drugie – przy drugiej; siedmioletniej dziewczynce wepchnięto do pochwy odwrotną stroną sosnową szyszkę”.

Rzeź wsi Parośla pow. Sarny z 9 lutego 1943 r. uznana została przez historyków za początek ludobójczego szlaku OUN-UPA. Zbrodnia w Parośli – zbrodnia dokonana przez sotnię Ukraińskiej Powstańczej Armii pod dowództwem Hryhorija Perehijniaka “Dowbeszki-Korobki” (według Władysława Filara dowodził Korziuk Fedir ps. Kora w dniu 9 lutego 1943 na ludności polskiej we wsi Parośla w gminie Antonówka, w powiecie sarneńskim województwa wołyńskiego. Liczba ofiar szacowana jest w granicach od 149 do 173 zamordowanych Polaków.

Antoni Przybysz w książce „Wspomnienia z umęczonego Wołynia” na s. 62 pisze: „W południe Ukraińcy przyprowadzili do domu Bronisława Stągowskiego z sąsiednich domów kilka panienek i młodych mężatek i urządzili zabawę.

Jeden z bandytów grał na harmonii, a pozostali – trzydziestu mężczyzn tańczyli na zmianę z tymi kobietami. Wszyscy byli pijani i wobec panienek i mężatek zachowywali się brutalnie i wyrażali się wulgarnie. O godzinie czternastej wyprowadzili z domu starszych ludzi i dokonali zbiorowego gwałtu na kobietach.

Kobietom opierającym się przykładali noże do gardeł, względnie lufy karabinów lub naganów do głów i w ten sposób zmuszali je do uległości”.

Od 1943 roku coraz częściej ofiarą padały uprowadzane z domów młode dziewczęta, z których większość zaginęła bez śladu. Ciała tych odnalezionych były zmasakrowane, zwykle miały obcięte piersi, wyłupane oczy i rozprute brzuchy od narządów rodnych aż po szyję.

25 lutego 1943 roku we wsi Skurcze pow. Łuck upowcy zamordowali 25-letnią Zofię Szpaczek. W lutym 1943 roku we wsi Białokrynica pow. Krzemieniec 23-letnią Polkę Annę Monastyrską, 13 marca w osadzie Chrobrów pow. Łuck 23-letnią Janinę Hetmańczuk.

Polskie dziewczęta były mordowane m.in. w kol. Grobelki pow. Łuck, w kol. Gruszwica pow. Łuck, w osadzie wojskowej Hallerówka pow. Równe, w kol. Lubomirka Stara pow. Równe (lat 20 – 25, zamordowana przez Ukraińców z Kamiennej Góry), w kol. Łamane pow. Łuck, w kol. Kopytów pow. Równe.

16 marca 1943 roku we wsi Rudniki pow. Łuck zamordowany został leśniczy z 19-letnią córką, w majątku Charłupy 18-letnia dziewczyna została zgwałcona.

Od marca 1943 r. z powierzchni ziemi zaczęły znikać całe polskie wioski, których ludność zostawała wymordowana, dobytek rozgrabiony zarówno przez banderowców, jak i okoliczną ludność ukraińską, która najczęściej brała udział w zbrodni.

Po relacjach cudem ocalałych świadków można tylko domyślać się niebywałej tragedii, dramatu torturowanych rodzin i ogromu cierpienia ofiar. Istotą tego ludobójstwa było okrucieństwo sprawców i ból bestialsko torturowanych ofiar.

Podczas wyrzynania polskiej ludności prawie w każdej miejscowości zarówno na Wołyniu jak i w Małopolsce Wschodniej dochodziło do zbiorowych gwałtów na dziewczynkach i kobietach polskich, niezależnie od wieku.

Zbrodni dokonywali zarówno „partyzanci ukraińscy” z UPA i Służby Bezpieki OUN, jak też ukraińscy chłopi z tej samej wsi i wiosek sąsiednich. Na ponad dwieście tysięcy zamordowanych mamy około dwudziestu tysięcy dokładnych relacji opisujących sposoby torturowania i uśmiercania ofiary z podaniem jej nazwiska.

Do tych wspomnień często nie chcą wracać ci, którym udało się przeżyć. Jest to wciąż dla nich ogromnym traumatycznym przeżyciem. Trudno zresztą relacjonować oglądane z ukrycia i przy pełnej bezradności okaleczanie, gwałcenie i uśmiercanie swojej matki, żony, siostry czy córki. Jest to zrozumiałe, ale daje przewagę mordercom oraz ich poplecznikom, którzy chcą zrobić z kata ofiarę a z sadystycznych zbrodniarzy bohaterów narodowych.

22 kwietnia 1943 r. (Wielki Czwartek) we wsi Dźwinogród pow. Borszczów banderowcy uprowadzili do młyna 3-osobową rodzinę polską Sypnickich.

„Tam na oczach rodziców oprawcy zgwałcili ich 17-letnią córkę Janinę, a następnie całą trójkę zamordowali” (Komański…, s. 35). “W Wielki Piątek 23 kwietnia. w kol. Augustów pow. Horochów zarąbali siekierami rodzinę młynarza liczącą 10 osób.

Zginęli: 55-letni Jan Romanowski, jego 18-letni syn Aleksander, 16-letnia córka Leokadia, 13-letnia córka Aleksandra, 10-letnia córka Krystyna, 8-letnia córka Jadwiga, zamężna 30-letnia córka Anna Dziadura i jej 3-letnia córka Ewa, 80-letnia Anna Romanowska (matka Jana) oraz 17-letnia kuzynka Feliksa Kicuń; „córki młynarza przed zamordowaniem były zgwałcone”.

 

 

 

Żona młynarza, z pochodzenia Niemka, z ukrycia obserwowała rzeź całej rodziny i rozpoznała 2 zabójców, a po spaleniu młyna uciekła do Włodzimierza Wołyńskiego (Siemaszko j.w.…, s. 149).

W kwietniu 1943 r. pomiędzy wsią Podłużne a osadą Janowa Dolina pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 10-letniego Tadeusza Gołębiowskiego, którego udusili drutem oraz 18-letnią Zofię Bartosiewicz, którą zgwałcili i obcięli jej piersi (Siemaszko j.w.…, s. 322).

Na drodze do Łucka zamordowali 48-letniego inż. Władysława Krzanowskiego z 26-letnią córką Janiną Krzanowską, nauczycielką, którą przed śmiercią zgwałcili; ciała ofiar wrzucili do studni.

W kolonii Teresin pow. Włodzimierz Wołyński w marcu lub kwietniu 1943 r.: „Ukraińcy weszli do domu Brzezickich i na oczach Jana zgwałcili jego żonę!

Potem ich powiązali i zabrali ze sobą na wóz. W tym samym czasie, Ukraińcy z tej samej grupy, zabrali także ze sobą Antoniego Bojko oraz jego żonę Jadwigę. Od tej chwili, wszelki słuch po nich zaginął, jestem prawie pewien, że zostali wtedy nieludzko zamordowani. /…/

Tymczasem niedługo później Ukraińcy z Lasu Świnarzyńskiego, znów przyjechali do naszej wsi i tym razem zajechali na podwórko rodziny Kukułka. Gospodarz miał na imię chyba Stanisław lat około 45, który miał żonę lat około 42 oraz jednego syna Antoniego lat około 18 i jedną córkę, chyba miała na imię Zosia, lat około 23.

Po odjeździe banderowców, po naszej kolonii rozpoczęto sobie opowiadać, co stało się z rodziną Kukułków. Ludzie mówili tak:

„Banderowcy weszli do domu rodziny Kukułka, zgwałcili Zosię, a potem wszystkich zabrali ze sobą do lasu. Od tej pory wszelki słuch po nich zaginął. Pewnie ich w lesie bandziory pomordowali.” (Eugeniusz Świstowski; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl wspomnienia spisane przez Sławomira Rocha).

„Około 12 V 1943 r. sotnia bulbowców otoczyła zamieszkaną przez Polaków kolonię Wielka Hłusza, leżącą około 25 km na północ od Kamienia Koszyrskiego.

Mieszkańców, w liczbie 15 osób dorosłych i kilkoro dzieci, zgromadzono w zabudowaniach Pileckiego i Łukaszewicza, po czym w obecności sterroryzowanych mężczyzn zgwałcono wszystkie niewiasty, a następnie wszystkim nie wyłączając dzieci, wyłupano oczy, obcięto języki, kobietom piersi, a mężczyznom genitalia, po czym zabudowania wraz ze znajdującymi się w środku okaleczonymi spalono” (Janusz Niewolański: „W poszukiwaniu zagubionych „Żurawi Ibykusa”; w: Kresowy Serwis Informacyjny nr 7 / 2013).

 Nocą z 14 na 15 maja we wsi Kundziwoda pow. Dubno upowcy oraz Ukraińcy z sąsiednich wsi obrabowali i spalili większość polskich zagród oraz zamordowali co najmniej 15 Polaków, w tym 60-letnią wdowę Samoszyńską i jej dwie córki lat 21 i 22 po wielokrotnym zgwałceniu (Siemaszko j.w.…, s. 56).

W maju 1943 r. w kol. Stryłki pow. Równe upowcy w nocy dokonali rzezi ludności polskiej. „Ofiary były mordowane w bestialski sposób: mężczyźni mieli odcięte genitalia, kobietom powpychano między wnętrzności butelki i kamienie, odcinano palce, języki, nosy, wbijano kołki w szyje i głowy” (Siemaszko j.w…., s. 726).

2 czerwca we wsi Hurby pow. Zdołbunów upowcy oraz chłopi ukraińscy z sąsiednich wsi otoczyli wieś i ze szczególnym okrucieństwem dokonali rzezi około 250 Polaków.

„Na 3 dzień (5 czerwca 1943 r.) po dokonaniu morderstwa przez Ukraińców byłem w tej wsi. /…/ Doszliśmy na miejsce: widok okropny, wieś częściowo spalona, bardzo dużo pomordowanych w najokropniejszy sposób, kobiety w pozycjach, które wskazywały, że gwałcono je przed zamordowaniem.

/…/ Nie wszystko widziałem – wieś była rozległa, nie udało się wszystkich przykryć ziemią, brak było łopat, wszystko zrabowane” (Jan Filarowski; w: Siemaszko.j.w….., s. 1243).

 

 

 

18 czerwca we wsi Jarosławicze pow. Dubno wymordowali co najmniej 52 Polaków. M.in.: 18-letnią Stasię Jachimek „ukraińscy powstańcy” kilkakrotnie zgwałcili, przywiązali nagą sznurem za nogi do belki i zanurzyli głową w dół w studni.

18-letnią Lusię i 30-letnią Jadwigę Przewłockie przed śmiercią brutalnie wielokrotnie gwałcili na oczach kilku osób (w tym rodziców) czekających na śmierć (Siemaszko.j.w…, s. 65; oraz Mieczysław Jankowski:” Zapomnieć nie mogę”; w: „Świadkowie mówią”, s. 10).

20 czerwca w kol. Dąbrowa pow. Łuck zamordowali Anielę Rudnicką z 3 dzieci oraz 17-letnią Wandę Stępień po dokonaniu zbiorowego gwałtu (Siemaszko j.w.…, s. 568).

W osadzie Szklińskie Budki pow. Łuck zakłuli nożami 40-letniego Wacława Podobińskiego, jego 38-letnią ciężarną żonę Zofię oraz uprowadzili ich 17-letnią córkę Alicję, po której ślad zaginął.

23 czerwca w kol. Andrzejówka pow. Łuck Ukraińcy z kolonii Krasny Sad zamordowali 10 Polaków, w tym 23-letnią Jadwigę Chmielewską, którą uprowadzili do lasu i tam przed śmiercią zgwałcili.

29 czerwca w kol. Fundum pow. Włodzimierz Wołyński upowcy poszukiwali młodych Polek. Postrzelili Feliksa Bulikowskiego i wrzucili do studni oraz ciężko pobili matkę i syna, bo nie chcieli zdradzić miejsca ukrycia córek (sióstr).

Następnie napadli na rodzinę Styczyńskich i pobili ciężko rodziców także poszukując ich córek. W czerwcu 1943 r. w kol. Budki Kudrańskie pow. Kostopol dokonali rabunków w polskich gospodarstwach oraz zgwałcili kilka nieletnich dziewcząt.

Jest to jeden z 4 znanych przypadków w historii tego ludobójstwa, gdy gwałty nie zakończyły się śmiercią ofiar.

Koło wsi Chwojanka pow. Kostopol w pobliskim lesie zamęczyli na śmierć siostry Dąbrowskie, 19-letnią Władysławę i 21-letnią Genowefę, mieszkanki kol. Borek Kuty.

W kol. Grabina pow. Łuck postrzelili 15-letnią Polkę Helenę Karczewską, następnie zgwałcili ją i dobili strzałem w podbródek; świadkiem był ojciec ukryty nieopodal w lesie (Siemaszko j.w.…, s. 568).

We wsi Hać pow. Łuck zamordowali młodą dziewczynę, Kalabińską, nad którą znęcali się w okrutny sposób. W czerwcu 1943 r. majątku Woronów pow. Sarny upowcy obrabowali i spalili majątek oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, natomiast 30 z nich zbiorowo zgwałciło córkę zarządcy majątku (Siemaszko.j.w…., s. 722).

W kol. Zahadka pow. Włodzimierz Wołyński miejscowy Ukrainiec podjął się doprowadzenia do Włodzimierza młodej Polki Reginy Garczyńskiej, która odwiedziła rodzinę i wiozła z powrotem żywność. W okolicach wsi Mohylno wydał ją w ręce upowców, którzy przywiązali ją rozebraną do drzewa i gwałcili. Równocześnie rozpalili ognisko i następnie wkładali ofierze w narządy rodne rozpalone żelazo (Siemaszko j.w….., s. 949, 959).

We wsi Zastawie (Katarzynówka) pow. Horochów upowcy uprowadzili do lasu 22-letnią Henrykę Tomal, gdzie przez 3 dni wielokrotnie ją gwałcili, potem zamordowali i wrzucili do suchej studni w lesie (Siemaszko j.w.…, s. 136).

To wszystko działo się jeszcze przed 11 lipcem 1943 roku, dniem nazwanym „Krwawą Niedzielą” , czyli przed apogeum ludobójstwa na Wołyniu. Potem nadeszły rzeczy tak przerażające, że podczas słuchania o nich „siwiały młode dziewczęta”.

Przykładem takiego bestialstwa jest zagłada wsi Władysławówka pow. Włodzimierz Wołyński. Przebieg tej zbrodni znany jest dzięki Ukraińcowi, który zrelacjonował ją swojemu polskiemu sąsiadowi.

Pod koniec sierpnia 1943 roku z Władysławówki przybiegł zakrwawiony mężczyzna krzycząc, że Ukraińcy mordują w tej wsi Polaków. Świadek, W. Malinowski ukrył się ze swoją rodziną w lesie.

Pomagał im sąsiad, Ukrainiec Józef Pawluk. Poszedł on do wsi sprawdzić, co się dzieje. Wrócił po około 3 godzinach i zdał relację.

„Prowidnyk ich powiedział, że taka rzeź jednocześnie jest przeprowadzana, odbywa się na całej Ukrainie, że jest nakaz wybicia wszystkich Lachiw – żeby nikt nie pozostał – komunistów i Żydów też.

Powiedział (Józef Pawluk – przyp. Stanisław Żurek), że we wsi Władysławówce wybili wszystkich, 40 rodzin – ogółem około 250 osób, leżą martwi, trupy.

Zapytany, jak to się stało, opowiedział, że rano napadli na kolonię, 50-ciu Ukraińców – UPA, uzbrojonych, otoczyło i „zdobyło” wieś, podczas “zdobywania” wsi zastrzelili kilku Polaków, którzy uciekali.

Pozostali bezbronni i sterroryzowani zostali oddani Ukraińcom, którzy oczekiwali w rejonie wsi przed jej „zdobyciem”.

Była to zbieranina ludzi bez broni palnej, ze 150 osób, między nimi były kobiety – wszyscy posiadali kosy, sierpy, siekiery, widły, noże, cepy, szpadle, grabie, kłonice, orczyki i inne narzędzia stosowane w rolnictwie.

Tak na znak dany przez uzbrojonych Ukraińców, rzucili się na Polaków. Rozpoczęła się straszna rzeź, w tym zamieszaniu pobili i swoich.

O tym opowiedział mi ojciec – mówił Pawluk, a sam widziałem koniec tego mordu – najgorzej znęcali się nad ostatnimi Polakami – rozszarpywali ludzi, ciągnęli za ręce i nogi, a inni ręce te odżynali nożami, przebijali widłami, ćwiartowali siekierami, wieszali żywych i już zabitych, rozcinali kosami, wydłubywali oczy, obcinali uszy, nos, języki, piersi kobiet i tak ofiary puszczali. Inni łapali je i dalej męczyli, aż do zabicia.

Przy końcu ofiara była otoczona grupą ryzunów – widziałem, jak jeszcze żyjącym ludziom rozpruwano brzuchy, wyciągano rękami wnętrzności – ciągnęli kiszki, a inni ofiarę trzymali; jak gwałcili kobiety, a później je zabijali, wbijali na kołki, stawiali żywe kobiety do góry nogami i siekierą rozcinali na dwie połowy, topili w studniach.

Powiedział Pawluk, że nigdy w życiu nie widział i nie słyszał o takiej rzezi, i nikt, kto tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy, że jego pobratymcy tego dokonali. (…) Po wybiciu ofiar wszyscy rzucili się na dobytek – rabowali wszystko, nawet jedni drugim zabierali, były bratobójcze bójki (…).

Nie mogłem patrzeć się na dzieci z roztrzaskanymi głowami i mózgiem na ścianach, wszędzie trupy zmasakrowane, krew – aż czerwono..”. (Siemaszko j.w…., s. 1236 – 1237).

W podobny sposób jak Władysławówka, zarówno na Wołyniu jak i w Małopolsce Wschodniej zagładzie uległo kilkaset wsi polskich. W Augustowie ocalał świadek Kajetan Cis, ukryty w kopie zboża. Widział nieudaną próbę ucieczki rodziny Malinowskich liczącej 7 osób: rodziców, teściową i dzieci lat: 2. 3, 4 i 5.

„Rozjuszona banda, jeszcze okrwawiona i rozgrzana we Władysławówce – widłami, siekierami, sierpami i kosami – zabijała, maltretowała tę rodzinę; kobiety, żonę Malinowskiego i teściową, rozebrali do naga i gwałcili – chyba gwałcili już nieżywe kobiety, bo leżały bez ruchu i co raz jakiś rezun kładł się na nie, były całe we krwi.

Żywe dzieci podnosili na widłach do góry – straszny krzyk (…). Kilku rezunów poznałem – mieszkali w przyległych wioskach, sąsiedzi” (Siemaszko j.w…, , s. 1237).

We wsi Woronczyn pow. Horochów 15 lipca 1943 r.: „Kiedy my, przestraszeni siedzieliśmy w życie, we wsi rozpętało się piekło. /…/ Siedzieliśmy skuleni, aż tu nagle słychać rozmowę.

Powolutku podniosłam głowę. Zobaczyłam białego konia, na którym siedział Ukrainiec. Przez pierś miał przewieszony karabin. Prowadził przywiązaną do siodła kobietę.

Była to nasza sąsiadka Krzeszczykowa” (Stanisława Jędrzejczak; w: “Biuletyn Informacyjny 27 Dywizji Wołyńskiej AK”, nr 1 z 2000 r.). Losu uprowadzonej „w jasyr” polskiej kobiety można domyśleć się, był gorszy od branek tatarskich, a działo się to w połowie XX wieku.

25 lipca 1943 r. we wsi Gnojno pow. Włodzimierz „ukraińscy partyzanci” zamordowali 37-letnią Polkę z kol. Mikołajówka oraz jej sześcioro dzieci, a w dwa dni później Feliksę Dolecką ze wsi Swojczów.

Z posterunku policji ukraińskiej w Gnojnie przyjechało do domu Felicji w Swojczowie, dwóch znanych jej ukraińskich policjantów. Powiedzieli do Felicji tak:

“Zbieraj się odwieziem cię do Włodzimierza Wołyńskiego, bo tutaj Ukraińcy cię zabiją!”

Ona już w tym czasie wiedziała o tragedii jaka wydarzyła się niedawno w polskim Dominopolu.

Zaufała Ukraińcom, zebrała pospiesznie swoje rzeczy do walizek, wsiadła z nimi na furmankę i odjechali. Zamiast jednak do Włodzimierza Wołyńskiego pojechali w trójkę na posterunek policji ukraińskiej w Gnojnie.

Tam ją gwałcili, a w końcu zaciosali kołek i wbili jej ten pal w błonę poślizgową. Tak wbili ją na pal, zupełnie jak za okrutnych czasów ich bohatera narodowego Bohdana Chmielnickiego” (Antonina i Kazimierz Sidorowic

W lipcu 1943 r. we wsi Niewirków pow. Równe podczas nocnego mordowania ludności polskiej upowcy w jednym domu zgwałcili dwie Polki: 20-letnią Hicewicz i 25-letnią Marię Błachowicz, a następnie zakłuli je, natomiast „tylko” śmiertelnie pokłuli ich matki.

W drugim domu to samo spotkało kolejne dwie Polki. We wsi Ozierany pow. Kowel zamordowali: siostry lat 18 – 20, chłopca lat 21 oraz Anielę Świder z mężem i dzieckiem, którą zgwałcili i przypiekali rozpalonym żelazem.

8 sierpnia 1943 r. w kol. Kadyszcze pow. Łuck dwie Polki, siostry mające po 17 – 18 lat, idące do kościoła, po zgwałceniu zostały bestialsko zamordowane przez kilkunastu chłopów ukraińskich.

15 sierpnia 1043 r. (święto Wniebowzięcia NMP) w kol. Ludmiłpol pow. Włodzimierz Wołyński bestialsko zamordowali siostry lat 18 i 20 uciekające furmanką ze wsi Turia do Włodzimierza Wołyńskiego – Jadwigę i Stanisławę Zymon.

28 sierpnia we wsi Beresk pow. Horochów zamordowali 3-osobową rodzinę polską kowala: 60-letniego Grzegorza Paluszyńskiego, jego 60-letnią żonę Aleksandrę oraz 20-letnią córkę Stanisławę, którą przed śmiercią zgwałcili.

29 sierpnia w kol. Czmykos pow. Luboml upowcy razem z chłopami ukraińskimi z okolicznych wsi Czmykos, Sztuń, Radziechów, Olesk i Wydźgów wymordowali około 200 Polaków.

Napadem kierował sotnik Pokrowśkyj, syn duchownego prawosławnego ze wsi Sztuń.

Grupę dziewcząt i kobiet spędzono do szkoły, gdzie po zgwałceniu i zmaltretowaniu, zwłoki wrzucono do szkolnej ubikacji.

30 sierpnia we wsi Myślina pow. Kowel upowcy z okolicznych wsi, powracając z rzezi ludności polskiej w Rudnikach, zgwałcili 16-letnią Leokadię Czarny i spalili ją żywcem razem z 18-letnim bratem oraz 5-osobową rodziną Myślińskich.

31 sierpnia w kol. Fiodorpol pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 69 Polaków; 20-letnią Genowefę Bałakowską oraz jej 22-letnią koleżankę o nazwisku Jączek najpierw zgwałcili, następnie przywiązali nagie do krzeseł, wydłubali im oczy i poderżnęli skórę wokół szyi.

W kol. Mikołajówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali co najmniej 31 Polaków. Rozalia Noworolska, lat 20, ponieważ broniła się przed gwałtem została zakopana żywcem w ziemi, zamordowali także jej 16-letnią siostrę Annę.

Podczas żniw w 1943 roku we wsi Wesołówka pow. Kowel upowcy przez 2 tygodnie torturowali Bronisławę Wesołowską.

„Ze wsi Dubiszcze w sierpniu 1943 r. do leśniczówki ordynacji radziwiłłowskiej – Grobelki oddalonej ok. 1 km od Kolonii Grobelki przyszło około 30 Ukraińców niby po wypłatę. Otoczyli budynek. Za pomocą siekier zamordowali rodzinę leśniczego Władysława Krepskiego, przy czym siostrę jego, ciężarną Janinę Krepską – Rodak znaleźli ukrytą w pasiece, najpierw zgwałcili,  następnie obcięli piersi i przybili do drzwi stajni (www.dziennik.pl forum dyskusyjne, 6.02.2009 http://www.panorama.media.pl/ (Panorama leszczyńska)

17 września 1943 r. we wsi i majątku Zabłoćce oraz we wsi Żdżary Duże pow. Włodzimierz Wołyński upowcy i miejscowi chłopi ukraińscy wymordowali wszystkich Polaków z rodzin polsko-ukraińskich.

Mężczyzn, kobiety i dzieci mordowali na miejscu, dziewczęta w lesie po zgwałceniu – razem 116 osób. 

Jesienią 1943 r. w osadzie Łabędzianka pow. Dubno zamordowali po torturach rodzinę gajowego Midura; jego żonę z dziećmi, w tym 12-letnią córkę, którą przed śmiercią zgwałcili.

W listopadzie we wsi Krzywcza Górna pow. Borszczów uprowadzili z domów i zamordowali w pobliskim lesie 5 Polaków, w tym 18-letnią Julię Kamińską i 21-letnią Marię Kamińską. Odnalezione zwłoki miały ślady tortur, liczne rany kłute, powyrywane paznokcie, poparzone ciała ogniem, obcięte piersi u kobiet, które przed torturami były gwałcone (Komański…, s. 44).

W Wigilię 1943 roku we wsi Kotłów pow. Złoczów zamordowali 7 rodzin polskich podczas wieczerzy wigilijnej. „Tam były pomordowane młode dziewczęta i jakże okrutnie… jedną powieszono za włosy na drzwiach i rozpruto jej brzuch, a drugiej z kolei ręce przybito gwoździami do stołu, a stopy – do podłogi.

Albo ten maleńki chłopczyk… powieszony za genitalia na klamce…” (Sikorski…, s. 189 – 190 i 202). We wsi Załoźce pow. Zborów: „1943 rok , przedmieścia malej kresowej mieściny Zalosce , b. woj. tarnopolskie.

Kilku członków Ukraińskiej Powstańczej Armii wkracza do małego gospodarstwa, mordują (walczą) stryja mojej śp. Babci, jego żonę, ich 3 – miesięczne dziecko, dwie córki w wieku 14 i 15 zostają zgwałcone i pocięte nożami, moja Babcia obserwuje wszystko ukryta w drewutni (lat 11), potem bohaterowie UPA podejmują heroiczna walkę z żywym inwentarzem, który biorą do niewoli.

Tak UPA walczyła …” (Lancaster, 26 grudzień 2012; w: http://forum.historia.org.pl/topic/8955-ukrainska-powstancza-armia-upa/p…

17 stycznia 1944 r. we wsi Suchowola pow. Brody banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 48 Polaków. „Stefania Molińska, bardzo ładna dziewczyna, wyjechała do Brodów, ale tego dnia przyjechała do domu w Zalesiu, aby zabrać trochę rzeczy.

Była gorącą patriotką i nieraz starła się z ukraińskimi nacjonalistami, którzy ja sobie dobrze zapamiętali. Tego dnia banderowcy złapali ją, zabrali do lasu, tam bili, w końcu odcięli jej ręce, wyrwali język i zakopali żywcem w ziemi.

W takim stanie, w cierpieniu, powoli umierała” (Cz. A. Świętojański i A. Wiśniewski, w: Komański…s. 601).

„Od Antoniego Morawskiego dowiedział się, że banderowcy byli bardzo okrutni. Wrzucali do płonących zabudowań żywych ludzi, innym podrzynali gardła, a jego siostrę Stefanię Molińską przed zamordowaniem zgwałcili, wyrwali język, odrąbali ręce, a potem do połowy zakopali w ziemi” (Edward Gross; w: Komański…, s. 562).

Nocą z 19 na 20 stycznia 1944 r. we wsi Madziarki pow. Sokal upowcy zamordowali 8 Polaków, w tym 20-letnią Julię Bałajewicz oraz 14-letnią Eugenię Teterę.

„Kazik poszedł na strych, Julka schowała się w skrzyni. Kazika dopadli pierwszego. Dostał kulą rozrywającą i spadł z dachu. Julkę wyciągnęli ze skrzyni i zgwałcili.

Opowiadała macocha, że prosiła: „panowie zrobiliście coście chcieli, darujcie życie”. Padł strzał” (Michał Bałajewicz; w: Siekierka…, s. 1035; lwowskie).

„W poprzek łóżka leżała w krótszej koszuli (nakryta chustką przez Marczewską) Gienia siostra lat 14. Twarz nienaruszona. Pościel na łóżku obłocona. Zgwałcono ją przed śmiercią.

Śmiertelna kula weszła w szyję i wyszła wierzchem głowy. Tak jakby na leżącą położono karabin i oddano strzał” (Józefa Paszkowska z d. Tetera; w: Siekierka…, s. 1069; lwowskie).

W lutym 1944 r. we wsi Majdan pow. Kopyczyńce „zamordowano Marysię Pełechatą, lat 24, córkę Anny i Mikołaja. Szła z koleżanką Marysią Dżumyk do Cortkowa.

Na drodze niedaleko starej leśniczówki, wyszło do nich kilku ukraińskich rezunów i zaprowadzili obie na Korczakową, do „domu katowni” mieszczącego się w polskiej zagrodzie Marii i Franciszka Czarneckich.

/…/ Kiedy przyprowadzono obie dziewczyny do jej domu, Marysię Dżumyk banderowcy zwolnili, bo jej matka była Ukrainką z Tudorowa, natomiast Marysię Pełechatą zatrzymano.

Kilku pijanych banderowców najpierw ją zgwałciło, a następnie torturowali ją, m.in. ucięli jej język, potem obie piersi i będącą w agonii dziewczynę za włosy zaciągnęli do pobliskiego głębokiego rowu i tam dobili” (Józef Ciemny; w: Komański…, s. 745 – 746).

We wsi Stawki Kraśnieńskie pow. Skałat zamordowali 3-osobową rodzinę polską, w tym 19-letnią córkę Janinę Karpińską uprowadzili do lasu, zborowo zgwałcili i z otwartą raną brzucha wrzucili do suchej leśnej studni, gdzie konała przez kilka dni.

7 i 8 marca 1944 roku we wsi Jamy pow. Lubartów, Ukraińcy na służbie niemieckiej zatrzymali się na kwaterach we wsi. Po posiłku z alkoholem wypędzili mężczyzn i napastowali kobiety i dziewczęta. Na drugi dzień zaczęli palić i mordować Polaków:

„Małe dzieci chwytali za nogi i żywcem wrzucali w płomienie. Kobiety i dziewczęta były najpierw gwałcone, zabijane, a ich zwłoki wrzucane do ognia”. Zamordowali około 200 Polaków (Jastrzębski…, s. 161, lubelskie).

W połowie marca 1944 r. w miasteczku Gołogóry pow. Złoczów banderowcy złapali młodą nauczycielkę, łączniczkę AK Lusię Szczerską, która zbierała pieniądze na wykupienie z więzienia we Lwowie księdza Antoniego Kamińskiego, aresztowanego po fałszywym zarzucie przez policje ukraińską.

„Została ona przywiązana drutem do drzewa, rozebrano ja do naga, miała wydłubane oczy, obcięty język, oskalpowaną głowę, ze skórą ściągniętą do tyłu, odcięto jej też piersi, a zdarte kawałki skóry z całego ciała położono na ziemi, przed wiszącym ciałem. Był to widok przerażający, pokazujący do czego zdolny jest ukraiński faszysta” (Tadeusz Urbański; w: Komański…, s. 980).

„17 marca 1944 roku (we wsi Staje pow. Rawa Ruska – przyp. S.Ż.) liczna grupa wyrostków ukraińskich, w wieku od 15 do 18 lat napadła na polskie zagrody i wymordowała wszystkich napotkanych Polaków.

Zginęli wtedy: /…/ Maria Legażyńska (20 lat), wyprowadzona z domu, zgwałcona przez kilku napastników, następnie zamordowana, a zwłoki położone zostały pod stodołą” (Aleksander Kijanowski; w: Siekierka…, s. 796; lwowskie).

25 marca w tej wsi upowcy spalili część zabudowań i kościół oraz zamordowali ponad 40 Polaków, w tym kobietę zbiorowo zgwałcili i dwóch Ukraińców o nazwisku Skopij zarąbało ją siekierami.

W marcu 1944 roku we wsi Bruckenthal pow. Rawa Ruska policjanci ukraińscy przebrani w mundury niemieckie, upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi wymordowali 230 osób.

Około 100 osób spalili w kościele. „W sukurs umundurowanym bandytom przyszły liczne zastępy mołojców z Domaszkowa, Sałaszy i Chlewczan. Ci byli uzbrojeni w widły, siekiery i noże.

Zaczęły płonąć pierwsze domy. Wśród zabudowań uwijali się podpalacze i gromady chłopów ukraińskich, grabiąc co się tylko dało. Ulicami, w stronę kościoła, szły tłumy ludzi, otoczone i popędzane przez gromadę żądnych krwi bandytów.

Inni buszowali po piwnicach i strychach wywlekając stamtąd ukrytych mieszkańców, pastwiąc się nad nimi i gwałcąc kobiety i dziewczęta. /…/

Zabijano więc w płonących domach, na podwórzach i ulicach, zarzynano dzieci i kobiety” (ks. Michał Danowski; w: Siekierka…, s. 780 – 790; lwowskie).

W marcu 1944 r. między wsią Modryń a kol. Sahryń pow. Hrubieszów znaleziono zwłoki nagiej 14-letniej dziewczynki polskiej, wbitej na pal, pochodzącej z Sahrynia (Jastrzębski…, s. 115, lubelskie).

We wsi Perehińsko pow. Dolina uprowadzili do bunkra 25-letnią Eugenię Czanerlę i jej przyrodnią siostrę 19-letnią Józefę Raczyńską. Tam je trzymali przez kilka dni i gwałcili, a następnie zamordowali.

„Pewnego dnia do Alojzego Czanerle przyjechał znajomy Ukrainiec z Perehińska, który powiedział, że Eugenia Czanerle z córką Martą i Józefą Raczyńską zostały uprowadzone z domu i trzymane w bunkrze, tam gwałcone i grozi im śmierć.

Ta wiadomość się sprawdziła, obie kobiety z dzieckiem nigdy do domu nie powróciły. Zostały zamordowane” (Maria Bolesława Gurska.; w; Siekierka…, s. 60 – 61 oraz podpis pod fotografią na s. 105; stanisławowskie).

We wsi Zawałów pow. Podhajce upowcy uprowadzili z drogi, zgwałcili i zamordowali dwie dziewczyny polskie: 17-letnią Lidię Kordas i 20-letnią Julię Niemiec. We wsi Zielencze pow. Trembowla kilku „partyzantów ukraińskich” usiłowało uprowadzić z domu młodą Polkę, ale wobec jej oporu i oporu matki, pobili matkę a jej 16-letnią córkę Genowefę Malarczyk zakłuli bagnetami.

Nocą z 1 na 2 kwietnia 1944 r. we wsi Dołha Wojniłowska pow. Kałusz upowcy zamordowali co najmniej 95 Polaków, w tym na plebani spalili 38 Polaków (kilka rodzin) razem z ks. Błażejem Czubą.

„Jadwiga Marek i jej córka Iśka zostały w kilka dni potem również zamordowane, a przed śmiercią zbiorowo zgwałcone (Emilia Cytkowicz; w: Siekierka…, s. 193; stanisławowskie).

We wsi Zady pow. Drohobycz bojówkarze OUN spalili wszystkie 52 gospodarstwa polskie, szkołę, urząd wiejski i zamordowali 35 Polaków, oraz „nieznana liczba mężczyzn spaliła się w ogniu” (Motyka…. s. 387; Ukraińska partyzantka).

„Druga część tragedii rozegrała się z Marią Badecką i jej synkiem. Przyszli banderowcy i oboje zabrali. Zgwałcili ją, obcięli piersi i zastrzelili, a dziecko przywiązali do dwóch ugiętych drzew, które prostując się, rozerwały je.

Scenę tę oglądał z ukrycia parobek” (Jadwiga Badecka; w: Siekierka…, s. 188. lwowskie).

Mord miał miejsce we wsi Łąka pow. Sambor, dokąd uciekła z synem z przysiółka Zady po rzezi 10/11 kwietnia 1944 r. 7 kwietnia 1944 r. we wsi Salówka pow. Czortków esesmani ukraińscy z SS „Galizien’ zgwałcili i zamordowali Marię Górską, żonę podoficera WP.

12 kwietnia 1944 r. we wsi Hucisko pow. Bóbrka upowcy oraz chłopi ukraińscy ze wsi okolicznych za pomocą siekier, kos, wideł, noży i innych narzędzi dokonali rzezi 118 Polaków.

Szlak „bohaterskich” oprawców UPA był znaczony gęsto usłanymi trupami niewinnych dzieci, starców, kobiet i mężczyzn.

A oto dalsze ofiary „Samostijnej Ukrainy” w wydaniu banderowskiej idei OUN-UPA:

/…/ – Jadwiga Błaszczyszyn, mężatka, matka małego dziecka, została przez kilku banderowców zgwałcona i zamordowana /…/

– Karolina Bożykowska, córka Grzegorza, jedna z najładniejszych dziewcząt we wsi, 26 lat, zgwałcona i zakłuta nożami”.

Zofia Gryglewicz z córką Michaliną, mieszkające na stałe w Bóbrce, przyszły w odwiedziny do męża i ojca, członka AK, ukrywającego się w Hucisku. W drodze powrotnej do Bóbrki zostały zatrzymane przez banderowców, zgwałcone i zamordowane (Jan Buczkowski; w: Siekierka…, s. 19, 36 – 38; lwowskie).

10 i 13 kwietnia 1944 r. w mieście Kuty pow. Kosów Huculski upowcy wymordowali ponad 200 Polaków i Ormian. „W tym samym miesiącu w bestialski sposób zastała zamordowana cała rodzina naszego ojca. Jego brat Michał Chrzanowski z żoną Eugenią, oboje po 58 lat, dwóch synów: Tadeusz, lat 16 i Walenty, lat 11, oraz dwie córki: Wanda, lat 15 i Halina, lat 18, którą uprowadzono do lasu i po zbiorowym gwałcie zamordowano. Jej zwłoki znaleziono po kilku dniach powieszone na drzewie na skraju lasu” (Klara Augustynkiewica; w: Siekierka…, s. 319; stanisławowskie).

W kwietniu 1944 r. we wsi Lipowiec pow. Lubaczów 6 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę Hawryszkiewiczów z 2 dzieci, z których 19-letnią córkę Stanisławę przed zamordowaniem zgwałcili.

W czerwcową niedzielę 1944 roku we wsi Germakówka pow. Borszczów pięć młodych dziewcząt wybrało się na stację kolejową pożegnać chłopców, którzy odjechać mieli do Wojska Polskiego. Były to: 15-letnia Janina Bilińska, 15-letnia Stanisława Hygier, 15-letnia Paulina Piaseczna, 17-letnia siostra Stanisławy Hygier, 18-letnia Zofia Diaczyn.

„Nagle pojawiła się grupa wyrostków ukraińskich. Był wśród nich Dmytro Husak, znałem go ze szkoły. Podeszli do dziewcząt, wzięli je pod ramiona i poprowadzili w głąb wioski.

Po tym wydarzeniu nikt już tych dziewcząt nie widział i nie znaleziono ich ciał”.

Po wielu latach Ukrainka Nastia Burdajna, która była we wsi staniczną, opowiedziała o losie tych dziewcząt.

„Otóż zaprowadzono je do lasu i tam były gwałcone przez kilka dni, następnie spuszczono z nich krew i wbito kołki drewniane w narządy rodne. Pogrzebano je w okopach pod lasem na Glince” (Stanisław Leszczyński; w: Komański…, s. 543).

18 sierpnia 1944 r. we wsi Pałanykie pow. Rudki zamordowali 19-letnią Weronikę Suchocką. „Została we wsi Pałaniki zatrzymana przez banderowców, którzy zrobili z niej widowisko makabryczne. Rozebrali do naga, wycięli język, posadzili na wozie przystrojonym zielonymi gałęziami i wozili po wsi jako symbol konającej Polski.

To widowisko trwało przez pół dnia aż do zmroku. Pod wieczór dziewczynę zawieziono na tzw. okopisku, gdzie grzebano padłe zwierzęta, tam wykopano dół, do którego włożono ją w pozycji stojącej aż po szyję i tak konała w męczarniach przez kilka godzin” (Tadeusz Pańczyszyn; w: Siekierka…, s. 872).

”Podczas dnia, w sierpniu 1944 r., zabrano ze szkoły Marię Myczkowską – nauczycielkę, która pracowała we wsi Zalesie. Przyprowadzono ja do domu jej ciotki, u której mieszkała. Mordercy zamknęli się z nią w pokoju, kolejno gwałcili ją i bili.

Po kilku godzinach wyprowadzili ją z domu, a właściwie wyciągnęli, bo jak zeznają świadkowie, nie mogła już iść sama. Tak trwało przez dwa dni. Na trzeci lub czwarty dzień znaleziono jej zwłoki na brzegu Zbrucza. Jej ciało było zmasakrowane, ręce i nogi związane drutem kolczastym” (Danuta Kosowska; w: Komański…, s. 535).

We wsi Polanka pow. Lwów „partyzanci ukraińscy” zamordowali 3-osobową rodzinę polską: chorego ojca zamordowali w domu, do lasu uprowadzili 1-rocznego syna i 17-letnią córkę.

„ Dwa dni po napadzie banderowców, NKWD odnalazło w lesie ciało Natalki i jej braciszka. Natalka miała rozcięty brzuch, do którego był włożony martwy chłopczyk” (Tadeusz Caliński – Cały; w: Siekierka…, s. 637 – 638; lwowskie).

29 września 1944 r. we wsi Jamelna pow. Gródek Jagielloński podczas trzeciego napadu upowcy spalili polskie gospodarstwa i wymordowali 74 Polaków.

„U rodziny Polichtów – Józefa (70 lat) i jego żony Wiktorii (60 lat), tej nocy nocował znajomy kolejarz z córką ze Lwowa. Wszyscy zginęli z rąk banderowców. Córkę kolejarza, młodą i ładną dziewczynę zabrali ze sobą banderowcy. Można się tylko domyśleć jej tragicznego losu” (Eugeniusz Koszała; w: Siekierka…, s. 236 – 237; lwowskie).

W październiku 1944 r. we wsi Krzywcze Dolne pow. Borszczów zamordowali 9 Polaków; wszystkie zwłoki nosiły ślady licznych tortur, ran kłutych, miały pozrywane paznokcie, ciała poparzone od ognia, obcięte piersi u kobiet, które były torturowane i gwałcone (Komański…, s. 44).

25 listopada w kol. Czyszczak pow. Kołomyja należącej do wsi Kamionka Wielka upowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 50 Polaków.

„Banderowcy mężczyzn zabijali strzałami w tył głowy i układali twarzą do podłogi, natomiast kobiety i dziewczęta mordowali w łóżkach, prawdopodobnie po uprzednim zgwałceniu. Nie mogłam oderwać ich ciał od pierzyn i piór z zastygłej krwi.

W innych polskich domach na Czyszczaku kilkoro małych dzieci miało nożem przybite języki do stołu. Kilku młodym dziewczętom napastnicy porozcinali usta od ucha do ucha. Śmiali się wtedy i mówili: „Masz Polskę szeroką od morza do morza” (Malwina Świątkowska; w: Siekierka…, s. 264; stanisławowskie).

W listopadzie 1944 r. we wsi Hordynia pow. Sambor banderowcy uprowadzili 7 Polaków: ciała 6 Polaków znaleziono po kilku dniach na polach, natomiast 19-letnia Alicja Beck zaginęła bez śladu (ciała jej rodziców znaleziono).

Jesienią 1944 r. we wsi Łukowiec Wiszniowski pow. Rohatyn zatrzymali koło miasta Stryj samochód, zamordowali młodą dziewczynę polską i kilku żołnierzy sowieckich oraz uprowadzili 4 młode dziewczyny polskie, po których ślad zaginął.

9 grudnia we wsi Gontawa pow. Zborów: „Dwóch morderców nas zauważyło, i zaczęli do nas strzelać. Któryś z nich trafił mamę w nogę, tak, że upadła na ziemię. Uciekając odwróciłam się, nad mamą stał jeden z bandytów. /…/ Ojciec znalazł zwłoki mamy, leżała na ziemi martwa, bez butów, które zabrali jej mordercy. Ojciec wziął mamę na ręce i wtedy zauważył, że z brzucha wypadły jej wnętrzności. Mordercy wbili jej też w krocze duży kołek. Tej nocy w podobnie męczeński sposób, zginęły jeszcze dwie inne kobiety (Józefa Olszewska; w: Komański…, s. 951).

„Byłam mieszkanką wsi Babińce k. Dźwinogrodu. Na początku lata 1944 r. władze sowieckie zabrały do wojska wielu mężczyzn, w tym mojego tatę Juliana Krzyżewskiego i męża Joanny Gonczowskiej. Tydzień po Bożym Narodzeniu 1944 r., kiedy spałam z mamą na piecu, banderowcy rozbili drzwi i weszli do naszej chaty. Było ich trzech. Ściągnęli moją mamę z pieca do sieni i tam ją kolejno gwałcili. Potem pobili ją tak mocno, że była cała posiniaczona.

Ja w tym czasie schowałam się pod poduszkę, a kiedy zaczęłam krzyczeć, jeden z banderowców uderzył mnie mocno pałką. Kiedy oprawcy opuścili naszą chatę mama powiedziała: „Uchodźmy z chaty, bo jak jeszcze raz przyjdą to nas zabiją”.

Wzięłyśmy pierzyny na siebie i poszłyśmy na strych do stajni. Do rana tam siedziałyśmy nie mogąc zasnąć. Słyszałyśmy, jak w nocy, drogą przez naszą wieś szli i jechali saniami i końmi bandyci – banderowcy.

Rano poszłyśmy do mieszkania. Przyszła wtedy do nas nasza sąsiadka, koleżanka mamy, Joanna Gonczowska. Opowiedziała nam, że u niej też byli banderowcy i też ją gwałcili przy dzieciach” (Maria Krzyżewska – Krupnik; w: Komański…, s. 537 – 538). Po zabraniu mężczyzn do wojska we wsiach polskich pozostały bezbronne kobiety, dzieci i starcy, pozostawione na pastwę banderowców.

Po polskich domach bezkarnie grasowali banderowcy torturując, gwałcąc i zabijając dziewczęta i kobiety. We wsi Mogielnica pow. Trembowla zamordowali 42-letnią Bronisławę Janicką oraz jej 16-letnią córkę Nellę, którą zgwałcili i zakłuli nożami (Komański…, s. 406).

W mieście Trembowla woj. tarnopolskie uprowadzili 25-letnią Irenę Golańską i na polu koło wsi Ostrowczyk po zbiorowym gwałcie i torturach zamordowali ją (Komański…, s. 418).

Pod koniec 1944 roku we wsi Germakowka pow. Borszczów małżeństwo polsko-ukraińskie zamierzało wyjechać do Polski. Safron Kifjak był Ukraińcem, jego żona Zofia z domu Konopska była Polką. Tuż przed wyjazdem jej mąż zaginał.

„Zaniepokojona Zosia pobiegła do leśniczówki i zobaczyła męża z uciętą głową. Przebywała tam liczna grupa pijanych banderowców. Oni zatrzymali Zosię, najpierw ją zbiorowo zgwałcili, następnie włożyli ja do dużego worka, położyli na ziemi, i zaczęli ćwiczyć rzucanie noży w worek.

Podobno zabawa trwała dość długo. Ofiara strasznie krzyczała i cierpiała, aż wreszcie skonała” (Stanisław Leszczyński; w: Komański…, s. 545). Na masową skalę Polki były uprowadzane z domów i w większości ginęły bez śladu. Ciała odnalezionych były zmasakrowane.

Ale ginęły nie tylko pojedyncze kobiety. Np. we wsi Czarnokońce Wielkie pow. Kopyczyńce po zabraniu mężczyzn do Wojska Polskiego, banderowcy uprowadzili z tej wsi oraz ze wsi Czarnokoniecka Wola 40 Polek i zamordowali w pobliskim lesie. Nie sposób także ocenić, ile kobiet zgwałconych ten koszmar przeżyło, bo ze zrozumiałych względów takich zeznań nie składały.

Na początku stycznia 1945 roku we wsi Torskie pow. Zaleszczyki:

„Było tam siedem ciał. Babcia znajdowała się w pozycji kucznej, miała wiele ran na ciele, pięć innych ciał leżało w różnych pozycjach, z wieloma ranami kłutymi na ciele, natomiast nasza mama była zupełnie naga, z odciętą piersią, bez uszu, z bagnetem w kroczu i wieloma ranami kłutymi i postrzałowymi na ciele” (Czesław Bednarski; w: Komański…, s. 889).

W styczniu 1945 roku we wsi Zazdrość pow. Trembowla uprowadzili z domów 3 Polki: Rozalię Podhajecką, Emilię Słowińską oraz Eugenię Wilk. Kobiety trzymali w piwnicy i gwałcili przez kilka dni, a następnie zamordowali (Komański…, s. 423). 8 marca 1945 r. we wsi Jezierzany pow. Borszczów wdarli się nocą do polskiego domu i wymordowali 6-osobową rodzinę Sorokowskich oraz sąsiadkę, koleżankę córki.

Zarówno 18-letnią sąsiadkę Janinę Tomaszewską jak i 19-letnią córkę Bronisławę przed zamordowaniem zborowo zgwałcili (Komański…, s. 41).

18 marca we wsi Dragonówka pow. Tarnopol dwaj banderowcy w mundurach NKWD wymordowali 7 osób z 2 rodzin braci Domaradzkich, w tym: małe dziecko, Kazię, utopili w cebrzyku z pomyjami oraz zabrali ze sobą 14-letnią córkę Ludwika Domaradzkiego, która zaginęła bez wieści (Komański…, s. 366).

„Teresa Pendyk przypomina o napadzie ukraińskiej bandy na rodzinę Dziubińskich. Po nim banderowcy uprowadzili ok. 13-letnią córkę Dziubińskich. Przetrzymywali ją w piwnicy w Podhorcach. Dziewczynka była bita i gwałcona. Zmarła”. (http://roztocze.net/arch.php/22746_Ukrai?cy_wystawi?_rachunek_.html

W marcu 1945 we wsi Leszczańce pow. Buczacz zamordowali 22 Polaków. Zwłoki 15-letniej Genowefy Gil znaleziono dopiero 3 maja nad brzegiem rzeki Strypa, natomiast zwłok uprowadzonej 17-letniej jej siostry Heleny nie odnaleziono.

We wsi Karczunek pow. Tarnopol: „Szczególnie tragiczny był los dwóch młodych kobiet – Michaliny Kupyny, córki Błaszkiewicza, żony Ukraińca Piotra Kupyny oraz 16 letniej Czesławy Nakoniecznej. Obie pochodziły z Dobrowód leżących 7 km od Ihrowicy i były Polkami. /…/ Zabrali obie kobiety do domu Tracza, gdzie wielokrotnie rozbierano je i brutalnie gwałcono. Nie pomogły błagania Michaliny, że zostawiła dwoje małych dzieci, 6 letnią córeczkę i 2 letniego synka, a jej mąż Ukrainiec jest na wojnie. Michalinę zamordowano. Czesławę trzymano w strasznych warunkach jeszcze kilka dni, ale w końcu wypuszczono.

Wycieńczona gwałtami i głodem powoli wracała do oddalonych o 5 km Dobrowód. W tym czasie w siedzibie bandy pojawiła się niejaka Zahaluczka, prawdopodobnie żona Ołeksy. Kobieta przekonała banderowców, że pozostawienie przy życiu Czesi jest dla nich niebezpieczne, gdyż dziewczyna może zdradzić miejsce pobytu bandy.

Kiedy Czesia z trudem dochodziła do Dobrowód, dogonił ją na koniu banderowiec Horochowski, pochodzący z tej samej wsi. Obwiązał dziewczynę powrozem i przyprowadził z powrotem do domu Tracza. Tam dziewczynę zabito” (Jan Białowąs: „Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy 1944 r.”; Lublin 2003, s. 65-67 oraz w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl

W kwietniu 1945 r. we wsi Strzałkowce pow. Borszczów znalezione zostały zwłoki Danuty Szynajewskiej, z 1-roczną córką. Kobieta była torturowana, miała też wyprute jelita, natomiast dziewczynka roztrzaskaną głowę.

Wiosną 1945 roku we wsi Święty Stanisław pow. Kołomyja w bunkrze UPA w lesie znaleziono zwłoki dziewczyn lat 17, 20 i 21.

18 czerwca 1945 r. we wsi Cewków – Buda Czerniakowa pow. Lubaczów upowcy zamordowali 3 Polki, lat 23, 26 (ich ciał nie odnaleziono) oraz 30-letnią.

Nocą z 16 na 17 lipca we wsi Wojutycze pow. Sambor zamordowali 2 rodziny polskie liczące 10 osób, o nazwisku Kok (2 mężczyzn, 2 kobiety (lat 30 i 50), dwie córki lat 2 i 4 z jednej rodziny oraz 3 córki w wieku od 17 do 22 lat i syn lat 24 z drugiej rodziny.

„Przed śmiercią kobiety i dziewczęta zostały zbiorowo zgwałcone. Wszyscy byli torturowani, ciała ofiar były zmasakrowane” (Siekierka…, s. 912 – 913; lwowskie).

16 czerwca 1946 r. we wsi Darowice pow. Przemyśl upowcy uprowadzili 18-letnią Helenę Wańczoskę i po nocy następnego dnia przyprowadzili ją pod jej dom i tutaj zastrzelili.

Nocą z 6 na 7 lutego 1947 r. we wsi Żernica Wyżna pow. Lesko uprowadzili 4 Polki, które zaginęły bez wieści oraz w marcu tego roku we wsi Raczkowa pow. Sanok uprowadzili 3 Polki, które także zaginęły bez wieści.

Podczas walk z UPA w Bieszczadach generał Edwin Rozłubirski wyruszył z batalionem WP na pomoc napadniętej przez UPA jednej z wiosek.

Meldunek przekazała placówka WOP w Komańczy. Dotarli po dwóch godzinach marszu. Generał relacjonował, co tam zastali:

„ W stojącej na uboczu owczarni znaleźliśmy dziewczęta i młode kobiety, jedyne istoty ludzkie, które ocalały z rzezi – ofiary tego, co – Hładysz cynicznie określał jako „kwadrans higieny seksualnej” ; kobiety zmaltretowane, pokrwawione, wielokrotnie gwałcone…

Płakały i błagały o pomoc, ale jak mogliśmy im pomóc? Trzeba było zawieźć je do miasta i udzielić pomocy lekarskiej…. Drżącym i zacinającym się ze zdenerwowania głosem meldowałem o tym dowódcy pułku prosząc o przysłanie lekarza i konwoju z samochodami wymoszczonymi sianem – wiedziałem, że tyloma sanitarkami, ile było potrzebnych, pułk nie dysponuje .

Felczer batalionu zbierał od żołnierzy opatrunki osobiste – swoje z torby już dawno zużył, bez rezultatu usiłując zahamować krwotok dziewczynie, której bandyci wcisnęli butelkę w narządy rodne, po czym jeden z nich szczególnie okrutny – jak mówiły z krechą na gębie – który bił je i maltretował – rozbił szkło kopnięciem.

Nieszczęsna leżała teraz w kałuży krwi na ziemi, bezsilna, z twarzą białą jak papier, gryząc wargi w niemym milczeniu; podobno opierała się banderowcom, jednego z nich uderzyła w twarz.

Druga, która wymaga natychmiastowej interwencji chirurga to dwunastoletnia dziewczynka…. Ma rozdarte krocze”. Jeszcze w 1948 roku, 8 kwietnia we wsi Cichoborz pow. Lubaczów grupa „ukraińskich partyzantów” torturowała i zabiła Polaka – gajowego, a dwóch z nich zgwałciło jego córkę.

Trudno jest oszacować, ile polskich dziewcząt i kobiet padło ofiarą ukraińskich gwałtów w latach 1939 – 1948.

Łączna ilość ofiar ludobójstwa szacowana jest od 150 tysięcy do 250 tysięcy Polaków, z czego około 80% to były kobiety, dzieci i starcy.

A jak wskazują badania dr Lucyny Kulińskiej, ofiarami gwałtów padały nawet 6-letnie dziewczynki.

Można przyjąć, że będzie to liczba mieszcząca się pomiędzy 20 – 50 tysiącami ofiar. O ile jednak w przypadku sowieckich gwałtów na Niemkach, Polkach czy Węgierkach, w ich wyniku śmierć poniosło mniej niż 1% ofiar, to w przypadku gwałtów ukraińskich przeżyło je mniej niż 1% polskich dziewcząt i kobiet.

Jest to także istotą tego ludobójstwa określonego przez prof. Ryszarda Szawłowskiego jako „genocidum atrox” , czyli „ludobójstwo okrutne, straszliwe”.

Sejm Rzeczypospolitej. jak ogólnie wiadomo, zlekceważył przy pomocy Bronisława Komorowskiego, Donalda Tuska, Ewy Kopacz, Stefana Nesiołowskiego i innych „prawdziwych Polaków” „11 lipca Dzień Męczeństwa Kresowian” nie uznając tego Dnia Pamięci, natomiast „genocidum atrox” (ludobójstwo okrutne) dokonane na 200 tysiącach Polakach i innych narodowości obywateli polskich uznał w sposób bezwzględnie okrutny za „znamiona” ludobójstwa.

Ponieważ „znamiona” ludobójstwa nie utożsamiają się z okrucieństwem „genocidum atrox” Sejm Rzeczypospolitej z zza biurka odpowiada za zbrodnie ludobójstwa nacjonalizmu ukraińskiego dokonane na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Natomiast politycy polscy występują na kijowskim majdanie z przemówieniami pod banderowskimi sztandarami.

Tymczasem początek na początku roku 2014:

“Polakom … zrobimy drugi Katyń” – to słowa Dmitrija Jarosza (!) -przywódcy “Prawego Sektora” w rozmowie z Olegiem Tiahnybokiem – przywódcą partii “Swoboda ” prowadzącym równocześnie pochody nacjonalistów, faszystów i antysemitów ukraińskich z roszczeniami terytorialnym od Przemyśla po Kraków pod hasłami:

 

“Smert Lachom – sława Ukrainie”

 

“Lachy za San”

 

“Riazy Lachiw”

 

“Lachow budut rizaty i wiszaty”

 

“Dosyć już Lachy paśli się na ukraińskiej ziemi, wyrywajcie każdego Polaka z korzeniami”.

 

 Opracowanie Aleksander Szumański “Kurier Codzienny” Chicago

 

 Dokumenty, źródła, cytaty:

 

 https://3obieg.pl/ukrainskie-gwalty-na-polkach-temat-zakazany

 

 

www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ).

 

 

Stanisław Żurek stanzurek@vp.pl

 

 http://www.ivrozbiorpolski.pl/ IV ROZBIÓR POLSKI

 

 Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945”

 

 Kulińska i A. Roliński, Kraków 2003, s. 12 – 14.

 

https://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/04/26/mamy-prawo-do-wszystkich-polek-sowieckie-gwalty-nad-wisla/#3

 

 

 

KOMENTARZE

  • Bardzo dobry materiał
    Historycznie, merytorycznie. Daję 5 - bardzo dobry materiał.
  • Uzupełnienie materiału
    https://www.salon24.pl/u/dziennikarstwoobywatelskie/719584,ukrainscy-nacjonalisci-chcieli-zabic-wszystkich
  • @@@@!
    Zdobywcy, wyzwoliciele i… zboczeńcy. Gwałty amerykańskich żołnierzy we Francji i Niemczech. Szacuje się, że Amerykanie zgwałcili co najmniej czternaście tysięcy Francuzek i sto dziewięćdziesiąt tysięcy Niemek podczas II wojny światowej. „Najwspanialsze pokolenie”, jak nazywano wówczas walczących w Europie jankeskich chłopców, nie było dużo lepsze, niż Armia Czerwona! Dla wielu amerykańskich chłopców walki we Francji były rodzajem erotycznej przygody. Wielki wpływ na to miały frontowe gazety, publikujące frywolne zdjęcia roznegliżowanych Francuzek. Te same czasopisma zamieszczały również rozmówki, które z założenia miały ułatwić kontakty z miejscowymi przedstawicielkami płci pięknej. Dominowały w nich zwroty typu „masz piękne oczy” bądź „czy jesteś mężatką?”.

    https://s.ciekawostkihistoryczne.pl/uploads/2016/02/Plakat.jpg

    Włoski plakat propagandowy z czasów II wojny światowej przedstawiający amerykańskiego żołnierza jako dzikusa, dla którego nie ma żadnych świętości (źródło: domena publiczna).
    Całość wraz z innymi artykułami w tym temacie pod linkiem


    https://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/02/27/zdobywcy-wyzwoliciele-i-zboczency-gwalty-amerykanskich-zolnierzy-we-francji-i-niemczech/
  • Ziemie odzyskane… gwałtem. Czy to co Polacy robili w 1945 roku można usprawiedliwić? [18+]
    Gwałt jest wpisany w naturę każdej armii, jak broń czy alkohol. Mistrzami w tej haniebnej materii są Rosjanie, którzy pozostawili po II wojnie światowej około 6 milionów nieślubnej progenitury. Polakom daleko do takiego wyniku. Nie sposób jednak jednak powiedzieć, że stronili oni od przemocy seksualnej. To byłoby niestety kłamstwo. [Antony Beevor w książce Berlin 1945. Upadek łączną liczbę gwałtów na Niemkach w latach 1945-48 ostrożnie szacuje na 10 milionów, dodając, że w tych właśnie latach przeprowadzono w Niemczech 2 miliony aborcji. „Na wdzięczność zasłużył pewien wrocławski ginekolog, który z oddaniem opiekował się tymi kobietami” – przyznawała Elisabeth Kunert. Nie ona jedna była świadkiem powszechnych wówczas gwałtów. Nie podpisana nazwiskiem kobieta z Dolnego Śląska opowiadała Marianne Weber:] Całość pod linkiem https://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/06/15/ziemie-odzyskane-gwaltem-w-1945-roku-nie-tylko-sowieci-brali-sila-niemieckie-kobiety-18/
  • @@@@!
    Francuzi aliantom z krajów arabskich dali 50 godzin w ciągu których mogli robić co chcieli czyli gwałcić, rabować, mordować. Przeszły do historii jako marocchinate. Nikt o tym nie chce mówić w czasach aktualnych. Zgwałcili tysiące kobiet, w jednej miejscowości zgwałcili nawet księdza. Zapewne zabrzmi to mocno „nieprawomyślnie”, ale krasnoarmiejców jakoś łatwiej mi zrozumieć, choć bynajmniej nie usprawiedliwić. Przecież ci żołnierze przeszli wcześniej przez tereny okupowanego przez Niemców ich kraju. Widzieli zniszczenia, wiedzieli, słyszeli, widzieli na własne oczy dowody niemieckiego bestialstwa, spalone domy, wyludnione wsie i miasta, pomordowanych ludzi, w tym własne rodziny, obozy jenieckie, w których ich koledzy ginęli tysiącami od mrozu, głodu i chorób, jak choćby w Suwałkach, gdzie zginęło ich ok. 46 tysięcy… I jak tu się dziwić odczuwaniu przez nich chęci krwawej zemsty, posuwającej się do prób fizycznego starcia całego narodu niemieckiego z powierzchni ziemi? Może i „nie musieli” tego robić, ale jest doprawdy do dyskusji, czy można było od nich bezwzględnie wymagać w warunkach wojennych frontu wschodniego choćby minimalnego humanitaryzmu. I czy ktokolwiek czy cokolwiek byłoby ich w stanie powstrzymać przed takimi zachowaniami. Natomiast Amerykanie, generalnie rzecz ujmując, przyszli do Europy „sobie powalczyć”. Osobiście nie ucierpieli od Niemców ani tym bardziej od Francuzów, ani sami, ani ich rodziny, więc naprawdę „nie musieli” tego robić i nic ich do tego nie skłaniało, żadne przeżycia, żadne emocje. Oni tak się zachowywali, bo tak chcieli; bo mieli taki charakter i taką osobowość. To był z ich strony tylko i wyłącznie przejaw najdzikszych, najprymitywniejszych instynktów i nic poza tym. I krótkim stwierdzeniem, że wojna ma swoje prawa, też się tego skwitować nie da. Choć to akurat prawda…
  • Historię piszą zwycięzcy. 9 faktów z II wojny światowej, których alianci powinni się wstydzić
    Brytyjczycy i Amerykanie dopuszczali się podczas wojny najgorszych zbrodni. Zabijali i gwałcili, grabili i dawali upust swoim ludobójczym zapędom. Historia o tym nie pamięta tylko z jednego powodu. To oni wygrali. Całość pod linkiem, polecam
    https://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/05/22/historie-pisza-zwyciezcy-9-faktow-z-ii-wojny-swiatowej-ktorych-alianci-powinni-sie-wstydzic/
  • Szlachetni obrońcy wolności? Amerykańscy żołnierze bywali gorsi od nazistów
    W czasie zwycięskiego marszu od plaż Normandii aż po Łabę żołnierze Stanów Zjednoczonych dopuścili się całej masy zbrodni. Na większość z nich przymykano oko, a niektóre odbywały się za przyzwoleniem dowódców. Nigdy nie zostały rozliczone. Przed inwazją na teren okupowanej Francji amerykańscy żołnierze przeszli cały szereg szkoleń, w czasie których wpajano im nienawiść do narodu niemieckiego. Aby pogłębić niechęć do wroga, przywoływano wiele makabrycznych czynów, których dopuścili się w czasie wojny hitlerowcy.

    Jak rozdeptanie owada...
    Pierwsze amerykańskie zbrodnie miały miejsce już w trakcie początkowych walk w Normandii. Paradoksalnie przyczyniła się do tego również propaganda III Rzeszy. Na długo przed spodziewaną inwazją rozgłaszała, że pierwszymi oddziałami, które pojawią się we Francji, będą jednostki powietrznodesantowe. Amerykańskich spadochroniarzy przedstawiano jako wypuszczonych z więzień kryminalistów. Gdy w nocy z 5 na 6 czerwca 1944 r. alianckie lotnictwo rozpoczęło desant z powietrza, niemiecka obrona nie wahała się strzelać do bezbronnych skoczków opadających ku ziemi. Wielu Jankesów wpadło w ręce nazistów już po wylądowaniu. Nierzadko byli mordowani w bestialski sposób. Wydarzenia te potwierdziły tezę o bezwzględności hitlerowców i automatycznie wpłynęły na większą agresję Amerykanów. Doszło do pierwszych przypadków zabijania niemieckich jeńców. Zdarzało się nawet, że dobijano rannych. Kiedy spadochroniarze – wyjątkowo zrażeni do nieprzyjaciela – znaleźli u pojmanego wroga amerykański zegarek czy chociażby papierosy, to z reguły kończył on natychmiast z kulą w głowie.
    Wśród żołnierzy amerykańskich istniała grupa, która chciała wyrównać rachunki z nazistami. Część z nich walczyła już wcześniej przeciwko armiom III Rzeszy w Afryce czy we Włoszech i miała coś do udowodnienia. Pozostali chcieli odegrać się za śmierć kogoś bliskiego. Plut. Guarnere ze 101 Dywizji Powietrznodesantowej pałał rządzą zemsty za śmierć brata i bez skrupułów zastrzelił kilku jeńców. Po wielu latach tak wspominał owo wydarzenie: Nie miałem i nie mam żadnych wyrzutów sumienia. To było proste, jak rozdeptanie owada. Całość pod linkiem polecam

    http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/02/04/szlachetni-obroncy-wolnosci-amerykanscy-zolnierze-bywali-gorsi-od-nazistow/
  • Naśladowcy Hitlera? Amerykanie traktowali więźniów obozów koncentracyjnych jak bydło
    https://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/09/16/nasladowcy-hitlera-amerykanie-traktowali-wiezniow-obozow-koncentracyjnych-jak-bydlo/
  • Autor
    Książka ''Berlin 1945. Upadek'' Antoniego Beevora jest odpowiednia dla miłośników intymnej lektury ale nie do zaakceptowania jako praca naukowa. Beevor przywraca wizerunek „azjatyckich hord”, który nazistowska propaganda wbijała do głowy Niemcom.
  • Czerwonoarmiści! Niemieckie kobiety są wasze! Sowieckie gwałty w Prusach i Berlinie
    Zimą i wiosną 1945 r. posuwające się w głąb III Rzeszy odziały Armii Czerwonej dopuściły się masowych gwałtów na niemieckich kobietach. Ofiarami były zarówno 12- latki jak i 70-letnie staruszki. Szacuje się, że w całych Niemczech zgwałcono wówczas ponad 2 miliony kobiet.
    W czerwonoarmistach wkraczających na tereny Prus czy Śląska dominowało pragnienie zemsty na Niemcach. Uczucie to było umiejętnie podsycane przez sowieckich propagandystów, w czym celował zwłaszcza pisarz Ilja Erenburg. Na plakatach czy w gazetach frontowych ukazywały się hasła, których sens sprowadzał się do jednego: niszcz, pal, weź odwet. I Armia Czerwona brała odwet, a główny impet tej nienawiści przyjęły na siebie niemieckie kobiety.

    https://s.ciekawostkihistoryczne.pl/uploads/2015/03/willibald-krain-plakat.jpg

    Niemiecka propaganda przedstawiała czerwonoarmistów jako gwałcicieli i morderców. No i w znacznej mierze rzeczywistość potwierdziła propagandowe slogany. Na ilustracji fragment plakatu Willibalda Kraina, który miał zachęcić Polaków do walki z Armią Czerwoną.
    Całość pod linkiem polecam https://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/04/14/czerwonoarmisci-niemieckie-kobiety-sa-wasze-sowieckie-gwalty-w-prusach-i-berlinie/
  • @kula Lis 68 08:42:17
    Historycznie rzecz "ujmując" Panie Kula Lis, też mamy za pazurami. Zbrodnie z okresu II Wojny są nam bliższe, bo wciąż o nich pamiętamy, żyją jeszcze ostatni świadkowie i jest ogrom materiału spisanego. Wojna nigdy nie była tylko biała. Zajęcie Moskwy 1612 - "Była rzeź, jako między taką gęstwą ludzi wielka, płacz, wrzask dzieci, sądnemu dniowi coś podobnego" - pisze Stanisław Żółkiewski. I z wyraźnym współczuciem dodaje: "Tym sposobem moskiewska stolica spłonęła z wielkim krwi rozlaniem i nieoszacowaną szkodą, gdyż dostatnie i bogate to miasto było i objętość jego wielka"Wziętych do niewoli przed śmiercią torturowano, gwałcono kobiety, rabowano i niszczono wszelki dobytek. Jeden z pamiętnikarzy (Samuel Maskiewicz) przyznawał, że "nasi tak sobie bezpiecznie [butnie] poczynali, że co się komu podobało i u największego bojarzyna, żona albo córka, brali je gwałtem. Czym się jednak wzruszyła Moskwa bardzo, a miała czym zaprawdę". "Rozwięzły żołnierz wasz nie znał miary w obelgach i zbytkach: zabrawszy wszystko, co tylko dom zawierał, złota, srebra, drogich zapasów mękami wymuszał"
  • Co działo się z ciałami Polaków pomordowanych na Wołyniu?
    Historie osób, które zdołały przetrwać rzeź wołyńską pełne są trupów i niewyobrażalnej ludzkiej tragedii. Gdy ocaleni uciekali, musieli pozostawić za sobą ciała swoich bliskich. Co działo się ze zwłokami ludzi, którzy zginęli z rąk ukraińskich nacjonalistów?

    Przez wiele lat zbrodnie ukraińskich nacjonalistów na Polakach nie istniały w zbiorowej pamięci na Ukrainie. Członkowie oddziałów UPA starali się oczyścić z odpowiedzialności, zrzucając ją na Służbę Bezpeky OUN, uznając czystki za „spontaniczną akcję ludności ukraińskiej” co ich zdaniem brzmiało wiarygodnie, bo przecież do mordowania używano narzędzi z gospodarstw rolnych np. wideł, sierpów, czy siekier), lub twierdząc, że to sowieccy partyzanci są winni. Nie da się jednak wymazać faktu, że w 1943 roku ludzie, którzy obecnie uznawani są za bohaterów Ukrainy, mordowali z zimną krwią i na masową skalę. Wielu świadków, którym udało się przetrwać masakry rodzinnych wsi, nosiło w sobie wielką traumę. Ratując życie, uciekali na oślep, nie oglądając się za siebie i nigdy więcej nie wracając do swoich domów. Tymczasem w polskich wsiach, wśród splądrowanych i niedopalonych zabudowań pozostawały zwłoki tych, którzy nie zdołali ujść z pogromu, ich najbliższych, sąsiadów, znajomych. Co działo się z nimi, gdy mordercy odchodzili?
    Pogrzebani przez morderców
    Alfreda Magdziak, bohaterka książki „Dziewczyny z Wołynia” Anny Herbich, miała zaledwie siedemnaście lat gdy Ukraińcy zaatakowali jej rodzinną wieś. Kiedy zjawili się bandyci, zdołała ukryć się w świeżym ściernisku i z daleka obserwowała, jak na podwórku domu stoją jej ojciec i dwie siostry w otoczeniu uzbrojonych napastników. Na jej oczach zamęczono jej najbliższych. Bandyci zaczęli od dzieci, zmuszając ojca, by na to patrzył. Alfredy oprawcy nie zauważyli. Ona tymczasem, zmartwiała z przerażenia, obserwowała dalszy przebieg wypadków. Jak możemy przeczytać w książce Herbich:

    Upowcy szukali miejsca, żeby pochować ofiary. Zaczęli kopać. Ciała nosili na drabinie zabranej z naszej stodoły i wrzucali po kolei do wspólnej mogiły. Potem zasypali dół, ubili ziemię łopatami. I sobie poszli.

    Całość pod linkiem polecam

    https://ciekawostkihistoryczne.pl/2018/07/08/co-dzialo-sie-z-cialami-polakow-pomordowanych-na-wolyniu/#2
  • BOHATERSTWO – WSTYD I HAŃBA! FRANCUSKI KORPUS EKSPEDYCYJNY WE WŁOSZECH
    Każda wojna pociąga za sobą śmierć i tragedię nie tylko żołnierzy, ale głównie ludności cywilnej, która często nie wie za co cierpi. Poczynając od kampanii Ramzesa II w Syrii, poprzez podbój Galii przez Gajusza Juliusza Cezara kiedy to z trzech milionów ludności zostały niespełna dwa, po święte krucjaty, wojny religijne epoki nowożytnej, okres napoleoński, w końcu wojny industrialne i dwie straszne wojny XX wieku – właśnie zwykła ludność cierpiała najbardziej. Każda wojna pociąga za sobą śmierć i tragedię nie tylko żołnierzy, ale głównie ludności cywilnej, która często nie wie za co cierpi. Poczynając od kampanii Ramzesa II w Syrii, poprzez podbój Galii przez Gajusza Juliusza Cezara kiedy to z trzech milionów ludności zostały niespełna dwa, po święte krucjaty, wojny religijne epoki nowożytnej, okres napoleoński, w końcu wojny industrialne i dwie straszne wojny XX wieku – właśnie zwykła ludność cierpiała najbardziej. Nie inaczej było podczas ostatniej wojny, a terenem – jak to określił generał Harold Alexander – „największej alianckiej hańby i wstydu” stały się piękne, słoneczne Włochy. Sprawcami okazali się „wyzwoliciele” z armii alianckiej, a dokładnie żołnierze Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego.

    Dowódca
    Dowódcą Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego (Corps Expẻditionnaire Francais, dalej: CAF) we Włoszech był generał Alphonse Juin, cieszący się renomą dowódcy potrafiącego walczyć z werwą i powodzeniem. Jak mało który z alianckich oficerów znał reguły wojny w górach i w istotny sposób przyczyni się do odbudowy prestiżu zhańbionej klęską 1940 roku armii francuskiej. Całość pod linkiem polecam

    http://www.konflikty.pl/historia/druga-wojna-swiatowa/bohaterstwo-wstyd-i-hanba-francuski-korpus-ekspedycyjny-we-wloszech/
  • Historie mało znane: Niemki gwałcone przez wyzwolicieli z Zachodu
    Miriam Gebhardt*, dziennikarka i historyk podejmuje w swojej książce temat gwałtów na niemieckich kobietach pod koniec II wojny światowej i wskazuje na mniej znaną grupę sprawców – żołnierzy wojsk alianckich. Sprawcy gwałtów na niemieckich kobietach pod koniec II wojny światowej nie pochodzili tylko ze Wschodu - zawsze w tym kontekście mówiło się o czerwonoarmistach - lecz także z Zachodu i przybyli do Niemiec jako wyzwoliciele. Temu wątkowi historycznemu poświęcona jest najnowsza publikacja niemieckiej dziennikarki i historyk Miriam Gebhardt. Książka nosi tytuł: „Gdy przyszli żołnierze. Gwałty na niemieckich kobietach u kresu II wojny światowej”. Materiały do niej autorka zbierała ponad półtora roku.

    https://www.dw.com/pl/historie-ma%C5%82o-znane-niemki-gwa%C5%82cone-przez-wyzwolicieli-z-zachodu/a-18287225
  • Niemiecki historyk: alianci zgwałcili nie mniej Niemek pod koniec II wojny światowej
    Fakt, że brytyjskie, francuskie i amerykańskie wojska również miały swój udział w gwałtach na niemieckich kobietach po zakończeniu II wojny światowej, przez dziesięciolecia pozostawał tabu. Autorka książki „Kiedy przyszli żołnierze”, historyk, wykładowca na uniwersytecie w Konstancji Miriam Gebhardt badała przypadki gwałtów na Niemkach m.in. przez aliantów. Według niej, w Niemczech trudno było mówić o zachodnich sojusznikach. Oprócz tego, Niemki, które próbowały o tym opowiedzieć, ryzykowały, że otoczenie będzie postrzegać je jak kobiety lekkich obyczajów. Historyk zwraca uwagę na to, że społeczeństwo zostało przygotowane przez Goebbelsa do przemocy ze strony żołnierzy Armii Czerwonej, co zakorzeniło się w świadomości Niemców. Spodziewano się tego. Radzieckich żołnierzy traktowano jak ludzi gorszej kategorii, azjatyckie potwory. Zdaniem autorki książki, podczas zimnej wojny zbrodnie Armii Czerwonej były wykorzystywane m.in. do usprawiedliwienia swoich własnych zbrodni.
    Gebhardt twierdzi, że do tej pory nie można dokładnie ustalić, ile kobiet zostało zgwałconych. Ale z dużym marginesem błędu można powiedzieć, że ofiarami gwałtów padło około 900 000 Niemek. Według danych autorki, do 1955 roku ludność cywilna regularnie składała pozwy w sądzie i zwracała się m.in. do amerykańskich dowódców o zdyscyplinowanie swoich żołnierzy, bo z każdą nową dyslokacją wojsk coraz częstsze stawały się przypadki gwałtów. Wiadomo, że zdarzały się one nie tylko w Niemczech, ale i we Francji, Holandii. Wyroki w tych sprawach wydawały sądy wojsk okupacyjnych. Nawet jeśli niemiecki policjant ustalił, że amerykański żołnierz zgwałcił niemiecką kobietę, to nie mógł nic zrobić – podsumowuje Miriam Gebhardt.

    Ps...Było tak... Komm komm Freulein..i musiała go ładnie obsłużyć a jak nie, to z glana lub z kolby karabiny dostawała... Tak mi wspominał kiedyś były żołnierz polski, który był wcielony z jeńców do oddziałów armii amerykańskiej zaraz po wojnie i był w Niemczech ze 2-3 lata. Wspominał o czerwonych dolarach i o szykowaniu się do przyszłej wojny. Te gwałty były powszechne i trwały minimum te 2-3 lata. Przyczyną była m.in. wpojona przez ich propagandę nienawiść do Niemców oraz prostota przeciętnego amerykańskiego żołnierza - z biednej rodziny, kowboja ze środkowych i południowych stanów. Inaczej rzecz miała się w okupowanej Japonii, gdzie pomimo przerażających zbrodni japońskich na jeńcach amerykańskich i nie tylko -ustanowiono i to natychmiastowo - przyjaźń amerykańsko-japońską i każdy amerykański chłopiec musiał się naczęstowąć gumami do żucia i czekoladami japońskie dzieciaki, na pewno nie bez okazania wdzięczności przez ich matki..
  • Zbiorowe gwałty pod Monte Cassino - Fakt
    https://www.fakt.pl/facet/militaria/zbiorowe-gwalty-pod-monte-cassino/pkc7h7v
  • Niemieckie gwałty na Polkach
    Młode Polki były porywane z ulic i wsadzane do burdeli dla wojska. Odurzone narkotykami i alkoholem szybko się „zużywały”. Wtedy wysyłano je do Auschwitz. Według obiegowej opinii wojenna przemoc seksualna była domeną Armii Czerwonej, gwałcącej masowo niemieckie i polskie kobiety w trakcie „wyzwolenia” w latach 1944–1945. A także wojsk japońskich, które na okupowanym Dalekim Wschodzie zorganizowały sieć domów publicznych, w których umieszczono koreańskie i chińskie niewolnice. Odkryte w ostatnim czasie dokumenty świadczą jednak o tym, że podczas II wojny światowej gwałcili także Niemcy. I to na skalę masową. Do niedawna temat seksualnego wykorzystywania polskich kobiet i dziewcząt przez brunatnego okupanta był tematem tabu. Pora jednak, aby wreszcie zdjąć z niego zasłonę milczenia. Seksualne niewolnictwo na terenach podbitej Polski zostało bowiem zorganizowane z iście niemiecką skrupulatnością i dokładnością. Gwałcili wszyscy – zarówno żołnierze Wehrmachtu, jak i esesmani.

    Do pierwszych aktów przemocy seksualnej doszło już w czasie wojny polsko-niemieckiej we wrześniu 1939 r. Na przykład 27 września trzej niemieccy szeregowcy dopuścili się w Busku-Zdroju gwałtu na matce i córce z żydowskiej rodziny Kaufmanów. Ponieważ Niemcy jesienią 1939 r. usiłowali wmówić światu, że prowadzą wojnę w sposób cywilizowany, sprawców tego gwałtu osądzono. Jednak nie za skrzywdzenie obu kobiet, ale za… złamanie ustaw norymberskich zakazujących Aryjczykom kontaktów seksualnych z Żydówkami. Już tydzień później gwałciciele z Buska-Zdroju, podobnie jak inni zbrodniarze z 1939 r., zostali zresztą objęci przez Hitlera amnestią. Jeszcze przed rozpoczęciem wojny, 22 sierpnia 1939 r., niemiecki przywódca jasno wyłożył swoim generałom to, jak mają prowadzić wojnę z Polską. Nie miejcie litości. Bądźcie brutalni. Słuszność jest po stronie silniejszego. Działajcie z największym okrucieństwem mówił podczas narady w Berchtesgaden. Obecni skwapliwie zastosowali się do jego poleceń. W efekcie gwałty na polskich kobietach podczas kampanii wrześniowej nie były czymś wyjątkowym, lecz okrutną codziennością. Wywoływało to zgorszenie nawet wśród części niemieckich oficerów. Na przykład gen. Johannes von Blaskowitz od października 1939 r. do lutego 1940 r. składał memoriały na ręce głównodowodzącego Walthera von Brauchitscha, w których protestował przeciwko „masowym gwałtom, rabunkom i mordom” dokonywanym przez rzekomo rycerskich żołnierzy Wehrmachtu. Kiedy treść memoriałów dotarła do Hitlera, ten wpadł we wściekłość. 30 października przyznał bowiem von Blaskowitzowi Krzyż Rycerski Żelaznego Krzyża i powierzył mu dowództwo wojskowe w okupowanej Polsce. A teraz okazało się, że generał go „zawiódł”. W rezultacie 14 maja 1940 r. von Blaskowitz został odwołany z dowództwa i popadł w niełaskę. Historia ta skończyła się ponuro. Po wojnie von Blaskowitz miał stanąć przed trybunałem norymberskim m.in. jako odpowiedzialny za zbrodnie dokonane podczas kampanii w Polsce. W rezultacie 5 lutego 1948 r. odebrał sobie życie. Całość pod linkiem polecam

    https://dorzeczy.pl/22741/niemieckie-gwalty-na-polkach.html
  • @maricus 09:23:25
    Znany historyk angielski Beevor opisuje przypadek gwałcenia Francuzki przez 17 niemieckich żołnierzy. Lekarz cały czas badał puls sprawdzając czy żyje. Nie ma się co litować nad Niemcami, doprowadzili do strasznej wojny, popełnili straszne zbrodnie za które ponieśli częściowo tylko kare.
    Dzięki gwałtom rosyjskim i alianckim (n.p. 20 tys gwałtów w Włoszech popełnionych przez Francuzów) udało się uszlachetnić genetykę niemiecką, inaczej dzisiaj byłby to naród zwyrodnialców. Szkopuł jest w tym taki ze tak jak Rosjanie gwałcili także z zemsty za swoje zgwałcone i zabite żony, córki, matki i zniszczone całe wsie i miasta, to Amerykanie gwałcili tylko dla seksualnej przyjemności. Tak więc różnica w genezie czynu jest naprawdę ogromna. [Siedmio latek 31-03-2015
    Miałem siedem lat jak w Lublinie gościliśmy w domu żołnierzy radzieckich. Opowiadali o swoich przeżyciach. Niczym się nie różniły od tych stosowanych przez Niemców na ziemi rosyjskiej. Rosjanie robili jedynie odwet za to co niedawno widzieli na własne oczy. Kto pierwszy zaczął. Niemcy. Utkwił mnie w pamięci jeden moment opowiadania Saszy. Leżę w polu przykryty łętami kartofli, czołgi, Niemcy gwałcą i zabijają kobiety, moją żonę, siostrę, matkę. Ojca i moje dwoje dzieci lat 2, i 5 wrzucają pod jadący czołg. Czego mogli spodziewać się po mnie jeżeli byłem zwycięzcą w Berlinie czy w innym mieście. Nie brałem jeńców. Mówiłem im tylko za co ich zabijam "w czasie ucieczki"
    Czy ty byś postąpił inaczej. Dlatego wstąpiłem do armii i nie byłbym lepszy od tych żołnierzy. Zapomina się kontekst - odwet najlepszą bronią. Dlaczego nie przeprowadzono podobnego badania w krajach okupowanych przez Niemców dla porównania. Dziękujcie Stalinowi Niemcy, że nie wydał rozkaz bezwzględnego zabijania każdego napotkanego Niemca. Ja na miejscu Stalina wydał bym bezwzględnie taki rozkaz do wszystkich wojsk za to co robili Niemcy w Rosji. Dlatego więził miliony jeńców a wypuścił jedynie parę tysięcy do domu. > Mjr. rez ,Janusz P. Szczecin]
  • Brudna strona wyzwolenia..Gwałty wojsk alianckich w oswobadzanej Europie i w Azji
    6 czerwca 1944 r. rozpoczęło się wyzwalanie Francji. Dwa miesiące później aliantów witał Paryż. Jednak dla tysięcy kobiet świeżo odzyskana wolność miała gorzki smak.
    „Alianci zaczęli kraść i plądrować w Normandii już 6 czerwca [1944 r.] i nie przestali aż do końca lata”, pisze prof. William I. Hitchcock w książce „The Bitter Road to Freedom” („Gorzka droga do wolności”). Najgorsze jednak dopiero miało nadejść. Dla wielu kobiet wyzwolenie przynosiło zagrożenie większe niż lata niemieckiej okupacji. Zdaniem cytowanego historyka, „dowody jasno wskazują, że przemoc seksualna wobec kobiet w wyzwolonej Francji była powszechna”. Według różnych danych, od czerwca 1944 r. do końca wojny zostało zgwałconych ok. 3,5 tys. Francuzek. Liczba ta zapewne i tak jest zaniżona, bo nie wszystkie przypadki zgłaszano.
    Wyzwoliciele pod gwiaździstym sztandarem Francję traktowali jak „wielki burdel”. Jeszcze przed lądowaniem w Normandii poczytny magazyn „Life” zapewniał, że jest to kraj „zamieszkany przez 40 milionów hedonistów, którzy spędzają każdą chwilę na jedzeniu, piciu i uprawianiu seksu”. Taki obraz Francji umacniała wojskowa propaganda. Oficjalny organ armii amerykańskiej „Stars and Stripes” drukował specjalne rozmówki angielsko-francuskie, w których za najważniejsze uznano takie zwroty jak: „Jesteś bardzo ładna” lub „Czy twoi rodzice są w domu?”.
    Kobiety stały się towarem, którym można było dowolnie rozporządzać. „Panther Tracks”, kolejna gazeta wydawana przez amerykańską armię, pisała wprost: „Szczególnie energiczne i zaokrąglone nierządnice mogą żądać nawet 600 franków. Jednakże ceny idą w dół w przypadku towaru przeciętnego. Niektóre dość smaczne wędliny można już kupić od 150 do 200 franków”.

    Seks zapłatą za wyzwolenie

    Zdaniem prof. Mary Louise Roberts, autorki głośnej książki „What Soldiers Do. Sex and the American GI in World War II France” („Co robią żołnierze. Seks i amerykańscy żołnierze we Francji w latach II wojny światowej”), seks uważano za należną rekompensatę za trudną i niebezpieczną służbę. Jak przekonuje prof. Roberts, skoro zaled­wie w ciągu pierwszego dnia inwazji w Normandii zginęło ponad 3 tys. żołnierzy, ci, którzy przeżyli, potrzebowali odpowiedniej zachęty do dalszej walki. Co zaś mogło lepiej zmotywować młodych chłopaków niż obietnica tabunów kobiet gotowych odwdzięczyć się im za wyzwolenie? „Fantazje seksualne faktycznie zmotywowały żołnierzy do walki, ale jednocześnie rozpętały prawdziwe tsunami pożądania”, potwierdza Roberts.
    Francuskie i amerykańskie archiwa pełne są raportów o nieprzyzwoitym prowadzeniu się wyzwolicieli. W jednym z pism burmistrz portowego miasta Hawr wprost skarży się na „sceny sprzeczne z przyzwoitością”, których „młodzież w żadnym wypadku nie powinna oglądać”. Ubolewa, że „mieszkańcy nie mogą nawet pójść na spacer lub odwiedzić cmentarza, aby nie natknąć się na Amerykanów uprawiających seks”. W przycmentarnym murze żołnierze mieli wybić dwie dziury, przez które sprowadzali kobiety. „Atakują nas, okradają na ulicach i w naszych domach. To rządy terroru wprowadzone przez bandytów w mundurach”, tracili cierpliwość mieszkańcy.
    Szukając wyjścia z sytuacji, burmistrz Hawru zaproponował Amerykanom otwarcie domu publicznego dla żołnierzy. Nie tylko pomogłoby to zapobiec nieobyczajnym scenom, ale przede wszystkim zatamowałoby epidemię chorób wenerycznych. Jednak na taki plan armia nie wyraziła zgody. Obawiano się bowiem, że o wszystkim dowiedzą się kochające żony za Atlantykiem, poza tym „seks w miejscach publicznych to przecież dla Francuzów codzienność”.
    Sprawa niemoralnego prowadzenia się „amerykańskich chłopców” na wyzwolonych terenach dotarła do głównodowodzących. Francuskie najwyższe dowództwo pisało do gen. Dwighta Eisenhowera, że sytuacja „jest nie do zaakceptowania. Nasze kobiety boją się wyjść na dwór bez opieki mężczyzn”. W odpowiedzi Eisenhower polecił swoim podwładnym przywrócić porządek. Jak się okazało, rozkaz ten został zlekceważony. „Daremny to trud występować przeciwko ludzkiej naturze”, skomentował skargi Francuzów gen. George Patton. Jego kolega gen. Charles Gerhardt uznał, że skoro jego żołnierze „walczyli w piekle tak długo, to z pewnymi sprawami trzeba się pogodzić”. Wedle szacunków, 80% kawalerów i 50% żonatych służących w armii amerykańskiej miało różnego rodzaju kontakty seksualne podczas wyzwalania Europy i tuż po. Największym zaś problemem oficerów było utrzymanie tego w tajemnicy przed rodzinami w USA.

    Gwałty a rasizm

    Jak przekonują historycy, dowództwo amerykańskie przeważnie przymykało oczy na „wybryki” swoich podwładnych. Wyjątek stanowiły gwałty popełniane przez czarnoskórych, którzy szybko stali się kozłami ofiarnymi. „Amerykańska armia demonstrowała głęboki i trwały rasizm”, przekonuje Roberts. Dodaje jednak, że i sami Francuzi chętnie wskazywali czarnoskórych jako odpowiedzialnych za całe zło. Niemal 80% wszystkich spraw sądowych dotyczyło Afroamerykanów, chociaż stanowili oni zaledwie 10% ogółu żołnierzy.
    Na 29 wyroków śmierci za gwałt tylko cztery dotyczyły białych. „Rozprawy sądowe odbywały się czasami trzy dni po zdarzeniu. Wielu mężczyzn powieszono w miastach, gdzie miało dojść do gwałtów. A wieszanie było trudne w krainie gilotyny, więc amerykańska armia musiała sprowadzić swojego kata z Teksasu. To było dość przerażające”, pisze Roberts.
    Sytuacja Francuzek była mimo wszystko lepsza niż Niemek. W wydanej ostatnio książce „Als die Soldaten kamen” („Kiedy przybyli żołnierze”) prof. Miriam Gebhardt szacuje liczbę kobiet zgwałconych przez zachodnich aliantów na ponad 190 tys. Historyczka i dziennikarka swoje obliczenia oparła głównie na raportach z 1945 r., które na wniosek arcybiskupa Monachium sporządzali bawarscy księża katoliccy. Wśród materiałów zebranych przez prof. Gebhardt znalazła się m.in. notatka proboszcza ze wsi Ramsau niedaleko Berchtesgaden: „Osiem dziewczynek i kobiet zgwałconych, niektóre na oczach ich rodziców”. Z kolei ks. Andreas Weingand z Haag an der Amper pisał: „Najsmutniejszy moment to były trzy gwałty, jeden na mężatce, jeden na pannie i jeden na niewinnej 16-letniej dziewczynie. Wszystkie zostały popełnione przez pijanych Amerykanów”.
    Gwałty nie ustały wraz z zakończeniem działań wojennych. Przeciwnie – po 8 maja 1945 r. wręcz się nasiliły. To okupacyjna armia rozdzielała żywność, decydowała, kogo aresztować, a kogo zrobić burmistrzem. „Byłem władcą absolutnym Bensheim”, wspominał Henry Kissinger, wówczas 22-letni sierżant, który z racji znajomości języka i niemieckich realiów zaprowadzał powojenny porządek w Hesji. Nieograniczona władza dawała poczucie bezkarności. W sierpniu 1945 r. proboszcz Moosburga donosił: „Z rozkazu władz wojskowych listy wszystkich mieszkańców z podaniem ich wieku musiały zostać przybite do drzwi każdego domu. Rezultaty tego zarządzenia nie były trudne do przewidzenia. (…) Do szpitala przyniesiono 17 dziewczyn i kobiet, wykorzystanych seksualnie nawet kilkakrotnie”.
    Według dostępnych danych, najmłodsza ofiara miała siedem lat, najstarsza 69. Zdaniem prof. Gebhardt, u źródeł takiego zachowania zachodnich wojsk leżały te same przesłanki co w przypadku gwałtów popełnianych przez żołnierzy Armii Czerwonej. Amerykanie, pisze, „byli przerażeni ogromem niemieckich zbrodni, rozgoryczeni bezcelową, ale wytrwałą próbą obrony kraju do samego końca, a także wściekli na relatywnie wysoki poziom życia Niemców. Co więcej, ówczesna propaganda głosiła, że niemieckie kobiety same lgną do amerykańskich żołnierzy, podsycając tym samym fantazje o prawdziwych zdobywcach”.

    Przełamywanie tabu

    Do niedawna o ciemnej stronie wyzwalania Europy Zachodniej przez aliantów milczano. „W powszechnym przekonaniu to Sowieci byli gwałcicielami, Amerykanie trochę szalonymi chłopakami, a Anglicy dżentelmenami”, przyznaje prof. Atina Grossmann, autorka książki „Jews, Germans, and Allies” („Żydzi, Niemcy i alianci”). Tabu zostało przełamane dopiero kilka lat temu, w czym duży udział miało ujawnienie przez media bulwersującego zachowania niektórych amerykańskich oddziałów w Iraku. Pub­licznie zaczęto stawiać pytanie, czy skoro współcześni, dobrze wykształceni i wychowani w duchu tolerancji żołnierze byli zdolni do takich okropieństw, to rzeczywiście „najlepsze pokolenie” pozostało krystalicznie czyste podczas II wojny światowej.
    Szlak przetarł prof. J. Robert Lilly, którego książka „Taken by Force. Rape and American GIs in Europe in World War II” („Wzięte siłą. Gwałty i amerykańscy żołnierze podczas II wojny światowej”) wywołała w Stanach Zjednoczonych prawdziwą burzę. W 2003 r. ukazała się francuska wersja książki („La face cachée des Gi’s”, „Ukryte oblicze amerykańskich żołnierzy”), gdyż za Atlantykiem nikt nie miał ochoty jej wydać. „Amerykańskie wydawnictwa nie chciały zbliżyć się do tego tematu nawet na kilometr”, wspominał Lilly. Dopiero w 2007 r. książka trafiła do księgarń w USA. Poza głosami uznania za podjęcie trudnego tematu pojawiły się oskarżenia o szkalowanie dobrego imienia tysięcy żołnierzy. Autor zaś musiał się zmierzyć z zaczepkami ze strony „prawdziwych patriotów”.

    Nie tylko Amerykanie

    Gwałty zdarzały się na wszystkich frontach II wojny światowej. Podczas kampanii włoskiej, wyidealizowanej u nas przez opowieści o 2. Korpusie Polskim gen. Andersa, złą sławę zdobyły afrykańskie oddziały walczące w szeregach armii francuskiej. Jeden z raportów mówił o 33-letniej Włoszce, która uciekając przed Niemcami, dostała się w ręce Marokańczyków: „Najpierw się nad nią znęcali, a potem brutalnie zgwałcili. Następnie wydarli z jej ramion niemowlę i przebili mu gardło bagnetem”.
    Inny dokument przytaczał słowa uchodźców skarżących się: „Przez ostatnie 24 godziny wycierpieliśmy więcej od Marokańczyków niż przez osiem miesięcy pod niemiecką okupacją. Niemcy brali nasze kozy, owce, wino i zapasy, ale szanowali kobiety. Marokańczycy rzucili się na nas jak demony, gwałcili dzieci, kobiety i dziewczynki, ustawiając się w kolejkach jak zwierzęta…”. Gwałtów na Włoszkach dopuszczały się wszystkie wojska alianckie, także te składające się wyłącznie z Europejczyków. Przygotowane przez rząd w Rzymie statystyki mówiły o niemal 300 gwałtach w maju 1944 r. i aż o 4,4 tys. w czerwcu tego roku. W trakcie całej kampanii zgwałcono co najmniej kilkanaście tysięcy kobiet.
    Trudna do oszacowania jest skala gwałtów na azjatyckim froncie II wojny światowej. W jednym z artykułów „New York Times” przedstawił szacunki, według których nawet 10 tys. kobiet na Okinawie mogło zostać zgwałconych po zdobyciu wyspy przez Amerykanów. Do tej pory jednak mało kto ma odwagę mówić o tym głośno. „Prawdopodobnie było tysiące takich przypadków, lecz milczenie ofiar sprawiło, że był to tylko jeszcze jeden z brudnych sekretów kampanii”, stwierdza prof. George Feifer, historyk, autor książki „The Battle of Okinawa. The Blood and The Bomb” („Bitwa o Okinawę. Krew i bomba”) poświęconej walkom na Pacyfiku.
    Gwałty były wpisane w politykę zastraszania realizowaną przez Wehrmacht. O ile we Francji czy w Niemczech starano się kontrolować zachowanie żołnierzy, o tyle w Europie Środkowej i Wschodniej od początku zniesiono wszelkie ograniczenia. Jeden z szeregowców przechwalał się: „W Warszawie nasi żołnierze stali w kolejce pod drzwiami domu. W Radomiu pierwsze pomieszczenie było pełne, podczas gdy ludzie z ciężarówki stali na zewnątrz. Każda kobieta przyjmowała 14-15 mężczyzn na godzinę. Kobietę zmieniano po dwóch dniach”. Szerzej na ten temat pisałem w 39. numerze PRZEGLĄDU z 2014 r.
    Gwałty popełniane przez zachodnich aliantów w żaden sposób nie usprawiedliwiają zachowania żołnierzy radzieckich. Pokazują jednak, że przedmiotowe traktowanie kobiet było powszechne w każdej, nawet najbardziej cywilizowanej armii. Gehenna Polek, Niemek czy Francuzek nie skończyła się 8 maja 1945 r. Dla nich wojna trwała o wiele dłużej, a okupacja i wyzwolenie okazały się jedynie różnymi określeniami na ten sam ból i upokorzenia.

    https://www.tygodnikprzeglad.pl/brudna-strona-wyzwolenia/
  • "Gwałt niech się gwałtem odciska... "
    Tanatos – zagrożenie własnego życia, instynkt śmierci - to potężny afrodyzjak działający na każdego żołnierza w każdej armii, przez wszystkie wieki. Gwałty są właściwe każdej armii. Więc proszę bez manipulacji. Wojna redukuje człowieczeństwo do instynktów. Taka uniwersalna prawda!
  • Przemilczana zbrodnia marokańska spod Monte Cassino
    http://krajwspanialy.pl/zbrodnia-monte-cassino/
  • Mit II wojny światowej jako wojny Dobra ze Złem
    http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/172-mit-ii-wojny-swiatowej-jako-wojny-dobra-ze-zlem
  • @@@@!
    The GIs who raped France: We know about the mass rape of German women by Stalin's soldiers. Now a new book reveals American troops committed thousands of rapes on French women they were 'liberating' Alianci, którzy gwałcili Francuzki.

    Wiemy o masowych zgwałceniach Niemek przez radzieckich żołnierzy. Teraz nowa książka prof. Roberts odkrywa niewygodną prawdę: amerykańscy żołnierze popełnili tysiące gwałtów na francuskich kobietach. Niewielu żołnierzy stanęło za to przed sądem, a kozłami ofiarnymi tych procesów byli czarnoskórzy. http://www.wykop.pl/ramka/1540545/alianci-ktorzy-gwalcili-francuzki/
  • Barbarzyńskie legiony III Rzeszy. Specjaliści od pacyfikacji
    Niemcy rekrutowali do armii egzotyczne nacje, byle tylko wyrównać straty i utrzymać sprawność bojową. Eksperymenty najczęściej kończyły się porażką. Morale w cudzoziemskich formacjach były niskie - dezercje były na porządku dziennym. Co gorsza, wiele z tych jednostek dopuszczało się zbrodni na cywilach. W kwietniu 1945 r. wynik wojny był już przesądzony. Wojska aliantów i Armia Czerwona wkraczały z zachodu i wschodu na rdzennie niemieckie ziemie. Armia III Rzeszy resztkami sił wydłużała agonię kolejnego efemerycznego imperium w dziejach świata. Tymczasem mieszkańcy położonej u wybrzeży Holandii malowniczej wyspy Texel, dotychczas szczęśliwie nietkniętej działaniami wojennymi, spokojnie czekali na wiadomość o zakończeniu walk. Oddziały Wehrmachtu, wciąż trwające na posterunkach nadatlantyckich umocnień, były dla nich jedynym świadectwem wskazującym, że koszmar, który trawił Stary Kontynent od 1939 r., jeszcze się nie skończył. Dlatego też wydarzenia zapoczątkowane pewnej nocy spadły na nich jak grom z jasnego nieba. Umocnienia na wyspie, będące częścią systemu Wału Atlantyckiego, były obsadzone przez 822. Batalion Piechoty „Królowa Tamara”, składający się z ponad 400 Niemców i około 800 Gruzinów. Tych ostatnich wcielono do Wehrmachtu wprost z obozów jeńców sowieckich dwa lata wcześniej. Od sierpnia 1943 r. kwaterowali w Holandii kontynentalnej. Na Texel pojawili się dopiero w lutym 1945 r. Wiedzieli już, że III Rzesza chyli się ku upadkowi. Wiedzieli także, że jeśli zostaną schwytani jako niemieccy kolaboranci, zginą w lochach NKWD lub łagrach. Dlatego też postanowili znów zmienić strony - zdobyć wyspę i sprezentować ją aliantom zachodnim, mając nadzieję, że kolaboracja zostanie im wybaczona. Na czele antyniemieckiego sprzysiężenia obejmującego niemal wszystkich Gruzinów stanął Szalwa Loladze. Polecił on swoim ludziom, by zaopatrzyli się w broń i czekali na sygnał do rozpoczęcia akcji - trzy rakiety świetlne wystrzelone ze wsi Den Burg znajdującej się w środku Texel. I wreszcie stało się.

    https://d-pt.ppstatic.pl/kadry/k/r/1/b8/dc/5a869197428d4_o.jpg?1519300916

    Żołnierze Legionu Gruzińskiego

    W nocy z 5 na 6 kwietnia nad pogrążoną w ciemnościach wyspą pojawiły się trzy smugi świetlne. W chwilę później w wojskowych barakach rozmieszczonych na całym terytorium Texel rozpoczęła się masakra. Uzbrojeni w noże i bagnety Gruzini zaatakowali swoich śpiących niemieckich kolegów. W przeciągu kilku minut poderżnięto gardła lub zadźgano przeszło czterysta osób. Jeden ze spiskowców Grisza Bainduraszwili, wspominał po latach, że tego wieczoru zabarykadował w jednym z baraków czternastu Niemców i podpalił budynek. Wehrmachtowcy zginęli w męczarniach.

    Nieszczęśliwie dla kaukaskich spiskowców z rzezi uratował się dowódca jednostki major Klaus Breitner. Ocalał jedynie dlatego, że akurat owego wieczoru przebywał poza koszarami, u swojej kochanki. Wraz z kilkoma innymi niedobitkami udało mu się przedostać na kontynent i błyskawicznie sprowadzić odsiecz. Już 6 kwietnia rano na Texel przybyło 2 tys. żołnierzy piechoty morskiej i esesmanów. Idylliczna dotychczas wysepka stała się na miesiąc areną krwawych walk. Jeńców nie brano. Holenderscy farmerzy ukrywający Gruzinów byli rozstrzeliwani. Mimo naporu dobrze wyszkolonych oddziałów pacyfikacyjnych powstańcy wytrwali aż do 20 maja. Wtedy właśnie, przeszło tydzień po kapitulacji III Rzeszy, doszło do zawieszenia broni wynegocjowanego pomiędzy obiema stronami przez przybyły na wyspę kanadyjski oddział. W przeciągu trwających grubo ponad miesiąc walk na Texel zginęło ponad 800 Niemców, około 550 Gruzinów i 120 Holendrów. 228 kaukaskich żołnierzy, którzy przetrwali tę hekatombę, nie uniknęło zemsty Stalina. Alianci wydali ich Sowietom. Niemal wszyscy trafili do gułagów. Ich walka okazała się bezsensowna. Gruzini byli tylko jedną z egzotycznych nacji, które Niemcy wciągnęli w tryby swojej wiecznie żądnej rekrutów machiny wojennej. Jak pokazała przytoczona historia, był to ich śmiertelny błąd. Jeden z wielu, które popełnili, chcąc zapełnić przerzedzone szeregi pierwszymi lepszymi ochotnikami z tak odległych im kulturowo ludów, jak: Turkmeni, Albańczycy czy Hindusi. Oto przegląd najbardziej egzotycznych jednostek tej niesformalizowanej „nazistowskiej legii cudzoziemskiej”.

    Osttruppen
    13 sierpnia 1941 r., raptem po kilku tygodniach od rozpoczęcia operacji „Barbarossa”, straty Wehrmachtu wynosiły 389 924 żołnierzy, w tym aż 100 tys. poległych. W marcu 1942 r. z pola walki wyeliminowano przeszło milion żołnierzy, czyli niemal jedną trzecią pierwotnych sił inwazyjnych. Rezerwiści z Rzeszy, w odróżnieniu od poprzednich kampanii, nie byli w stanie wypełnić tych narastających lawinowo ubytków. Dlatego też generałowie, początkowo nieśmiało, sięgali po rezerwy ludzkie znajdujące się w obozach jenieckich. Wśród obywateli Kraju Rad, których do niemieckiej niewoli trafiło w 1941 r. przeszło dwa miliony, chętnych do służby pomocniczej, nawet u boku niedawnego wroga, nie brakowało. Wszystko było dla nich lepsze niż widmo niechybnej śmierci z powodu głodu lub choroby w obozie. Poza tym wielu z nich szczerze nienawidziło stalinowskiego reżimu i nie miało dylematów moralnych, występując z bronią przeciwko swoim niedawnych kolegom. Pod koniec 1941 r. nieśmiałe i często utrzymywane przed najwyższymi czynnikami w tajemnicy praktyki werbunkowe Wehrmachtu poparł swoim autorytetem czołowy ideolog nazistowski Alfred Rosenberg. Od czerwca 1941 r. piastował on urząd ministra Rzeszy do spraw okupowanych terytoriów wschodnich. Był twórcą koncepcji nazistowskiego prometeizmu, która zakładała wspieranie ruchów nacjonalistycznych narodów nierosyjskich wewnątrz ZSRR w celu jego rozbicia. To z jego inicjatywy na początku 1942 r. rozpoczęto formowanie spośród sowieckich jeńców i dezerterów tzw. Legionów Wschodnich (niem. Ostlegionen, Osttruppen). W ich szeregi rekrutowano przedstawicieli ludów kaukaskich (Ormianie, Azerowie, Czeczeni, Gruzini) i środkowoazjatyckich (Tatarzy, Turkmeni). Stanowili oni poważną siłę. We wrześniu 1943 r. oddziały te liczyły przeszło pół miliona żołnierzy. Pieczę nad nimi sprawował gen. Ernst Köstring. Choć niektóre Osttruppen charakteryzowały się dużym współczynnikiem dezercji, nie wszystkie okazały się dla Niemców równie nietrafioną inwestycją jak wspomniany na wstępie Legion Gruziński. W bitwie stalingradzkiej w szeregach 6. Armii von Paulusa do końca bohatersko walczyli Turkmeni i Tatarzy. Ci ostatni wsławili się zwłaszcza podczas walk w dzielnicy przemysłowej miasta. - Byli najlepszymi niszczycielami czołgów, jakich miałem - chwalił ich jeden z niemieckich oficerów. Rozwalali je zdobyczną bronią, ciesząc się przy tym jak dzieci. To fantastyczni ludzie. Często zdarzało się, że żołnierze tej samej nacji stawali naprzeciwko siebie po dwóch stronach frontu. Wtedy nie było litości. Taka sytuacja miała miejsce zimą 1942 r. w okolicach Krasnodaru, u podnóża masywu gór Kaukazu. U boku niemieckiej 97. Dywizji Piechoty walczyła wówczas kompania Turkmenów. Kwaterowali oni w wiosce Sewerskaja. Pewnego ranka centrala jednostki nie mogła nawiązać z nimi kontaktu radiowego. Wysłano patrol, który miał zbadać, co tam się dzieje. Zbliżających się do wioski żołnierzy zaniepokoiła podejrzana cisza. Przygotowani do walki, w napięciu, podeszli do zabudowań. Po otwarciu pierwszej chaty ujrzeli makabryczny obraz: bezgłowe ciała Turkmenów leżały na łóżkach, cała podłoga skąpana była we krwi. Identycznie było w pozostałych domostwach. „Zdrajcy nie uciekną przed zemstą” - głosiły napisy na ścianach domów.

    Muzułmanie w SS

    Początkowo ortodoksyjny nazista Reichsführer-SS Heinrich Himmler wzdragał się na samą myśl o przyjmowaniu nie-Aryjczyków w szeregi elitarnej Waffen-SS. Jednak w miarę rosnącego zapotrzebowania na nowych żołnierzy jego pragmatyzm wziął górę nad wiernością zasadom czystości rasowej. Dlatego też w rozrastającym się błyskawicznie po 1941 r. imperium SS znalazło się miejsce dla Słowian (Ukraińcy, Rosjanie, Bośniacy), ludów kaukaskich (Azerowie, Ormianie, Gruzini) i tureckich, a nawet Hindusów. Warto podkreślić przy okazji, że Polacy byli jedyną z podbitych nacji, która nie uległa pokusie utworzenia kolaboracyjnej formacji. O ile Himmler nie przepadał za chrześcijaństwem, które według niego „osłabiało wolę, propagując łagodność i tolerancję”, to bardzo odpowiadał mu islam. „Nie mam nic przeciwko niemu” - mówił w rozmowie z Josephem Goebbelsem. „On działa na moją korzyść. Obiecuje moim ludziom miejsce w niebie, jeśli tylko polegną w walce. To religia bardzo praktyczna i atrakcyjna dla żołnierzy”.

    https://d-pt.ppstatic.pl/kadry/k/r/1/3f/1b/5a86919d00de5_o.jpg?1519300916
    Legion Azerski w Warszawie (sierpień 1944 r.)
    Praktyka funkcjonowania jednostek SS złożonych z wyznawców islamu pokazała, że Himmler obiecywał sobie po nich za dużo. Właściwie wszystkie muzułmańskie oddziały „czarnej gwardii” słynęły z niskiego morale, wysokiego wskaźnika dezercji i krwawych zbrodni wojennych, szczególnie na ludności cywilnej. W dodatku miały na swoim koncie kilka buntów przeciwko niemieckim oficerom, w czasie których polała się krew.

    W Polsce czarnej legendy dorobiły się zwłaszcza
    1. Wschodniomuzułmański Pułk SS (niem. 1. Ostmuslemanische SS-Regiment) złożony z Turkmenów, Azerów, Uzbeków i Tadżyków. Jednostkę tę sformowano w styczniu 1944 r. w słynnej „kuźni kadr zbrodni” w podlubelskich Trawnikach. W marcu jednostka przeszła swój chrzest bojowy w wielkiej operacji przeciwpartyzanckiej w okolicach białoruskiego Mińska. Mimo że szła do boju ramię w ramię ze znanymi z bestialstwa oddziałami - Brygadą Kamińskiego i pułkiem Oskara Dirlewangera - to i tak przodowała w masakrowaniu ludności cywilnej i grabieży. Oficerowie kompletnie stracili kontrolę nad sytuacją. Wtedy to właśnie, w niewyjaśnionych okolicznościach, zginął dowódca Azjatów płk Andreas Meyer-Mader. Po zakończeniu operacji dyscyplinę w oddziale przywrócono, rozstrzeliwując 78 najbardziej krnąbrnych esesmanów. W sierpniu 1944 r. 1. Wschodniomuzułmański Pułk SS, znów z ludźmi Dirlewangera, brał udział w pacyfikacji powstania warszawskiego. Uczestniczył oni, między innymi, w pacyfikacji Woli, w czasie której zamordowano od 40 do 60 tys. cywilów. Koniec końców pułk obrócił się przeciwko swoim panom. W Wigilię 1944 r., gdy jednostka przebywała już na Słowacji, w jej szeregach wybuchł bunt. Azjaci nie chcieli być włączeni w szeregi „rosyjskiej” armii Własowa, jak nakazywało dowództwo SS. Uważali, że byłaby to zdrada narodowa. Wobec czego część z nich zabiła niemieckich oficerów i uciekła w góry, by przyłączyć się do słowackiego ruchu oporu. Rozgniewany Himmler nakazał wtedy rozwiązanie pułku.

    SS Handschar

    Oprócz terenów Polski i ZSRR najbardziej uprzykrzała życie Niemcom partyzantka na terenach podbitego Królestwa Jugosławii. Nie była ona zresztą skierowana tylko przeciwko okupantom. Wojna otworzyła na Bałkanach kolejny etap krwawej rozgrywki o ziemię i władzę pomiędzy tamtejszymi narodami i ruchami politycznymi. Ante Pavelić i jego ustasze, władcy kolaborującego z Niemcami Niezależnego Państwa Chorwackiego, pacyfikowali serbskie wioski, a także próbowali okiełznać poczynania czetników i komunistów Tity. Serbscy nacjonaliści monarchiści, czetnicy, mordowali wioski chorwackie i bośniackie, jednocześnie zwalczając komunistyczną partyzantkę Josipa Broza-Tity. Bojownicy Tity, głównie Serbowie i Chorwaci, atakowali ustaszy i czetników, a także często dopuszczali się mordów na bośniackiej ludności cywilnej. Mordom napędzającym spiralę przemocy nie było końca.

    https://d-pt.ppstatic.pl/kadry/k/r/1/7f/4c/5a8691958f626_o.jpg?1519300916

    Żołnierze SS Handschar czytają antysemicką broszurę

    Anarchia na tych terenach przyprawiała Niemców o ból głowy. Ustasze zupełnie nie radzili sobie z sytuacją. Z rozwiązaniem przyszedł Himmler. Gdzieś wyczytał, iż według włoskich badaczy Bośniacy nie są Słowianami, ale potomkami Aryjczyków, którzy przed wiekami najechali ten region. Z tym argumentem na czele wystąpił do Hitlera o pozwolenia na rekrutację żołnierzy tej nacji do Waffen-SS. Führer zatwierdził pomysł w lutym 1943 r. Z rekrutacją bośniackich ochotników nie było problemów. Ich nacja najmocniej obrywała od wszystkich stron bałkańskiej wojny, więc wielu młodych mężczyzn chętnie garnęło się w szeregi wojska mającego chronić ich sterroryzowane rodzinne wioski. Ostatecznie stan osobowy jednostki osiągnął, według różnych szacunków historyków, od 21 do 25 tys. żołnierzy, czyniąc ją największą muzułmańską jednostką Waffen-SS. Jej pełna nazwa brzmiała 13. Dywizja Górska SS „Handschar”. Przydomek ten pochodził od nazwy wielkiego zakrzywionego miecza, który nosili u pasa ottomańscy żołnierze. Zresztą jego rysunek znajdował się także na kołnierzykach mundurów. Oprócz niego kolejnym znakiem szczególnym oddziału był fez. Po sformowaniu dywizja wyruszyła na szkolenie do Francji, do Villefranche-de-Rouergue. Nie obeszło się bez problemów. I to dużych. Sprowokowani przez agentów Tity, którzy przeniknęli w szeregi oddziału, Bośniacy zbuntowali się i zabili swoich niemieckich przełożonych (szerzej pisaliśmy o tym zdarzeniu w numerze z czerwca 2015 r.). Rozruchy stłumiono, winnych rozstrzelano, a najbardziej niepewny element wysłano do obozów koncentracyjnych. Ostatecznie dywizji nie rozwiązano. Bośniacy dokończyli szkolenie w Neuhammer, czyli dzisiejszym Świętoszowie, i w lutym 1944 r. wrócili do ojczyzny.

    https://d-pt.ppstatic.pl/kadry/k/r/1/fb/f2/5a86919998c59_o.jpg?1519300916

    Modlitwa SS Handschar

    Muzułmanie nie zawiedli nadwątlonego zaufania Niemców. Wróciwszy na Bałkany, odpowiadali za walkę z Titowską partyzantką w górskich rejonach Tuzli i Zvornika (dziś wschodnia BiH). W przeciągu kilku miesięcy przeprowadzili kilka szeroko zakrojonych operacji przeciw komunistom, zadając im ciężkie straty. Było to możliwe dzięki innowacyjnej przeciwpartyzanckiej taktyce wypracowanej przez dowódcę dywizji płk. Karla-Gustava Sauberzweiga. Najpierw do akcji wkraczały konwencjonalne siły SS „Handschar”, które zaciskały pętlę obławy na rejonie, w którym znajdowali się bojownicy. Gdy walki pierwszej fazy uspokajały się, w teren ruszały tzw. Jagdkommandos (komenda myśliwych), czyli lekko uzbrojone oddziały w sile kompanii (około stu osób). Ich zadaniem było tropienie grup partyzantów, które wymknęły się z obławy. Esesmani, pozbawieni obciążenia w postaci ciężkiego sprzętu mogli szybko i swobodnie przemieszczać się w terenie, niczym titowcy, przy czym byli od nich dużo lepiej uzbrojeni i wyszkoleni. Ta taktyka przynosiła efekty. W samej tylko operacji „Osterei” („Pisanka”) lotne oddziały zabiły niemal 400 partyzantów, a wzięły do niewoli ponad 200. Poza wprowadzeniem w życie nowej militarnej taktyki walk przeciwpartyzanckich Sauberzweig był także innowacyjnym administratorem. Zabiegał o pozyskanie sympatii miejscowej ludności - uważał to za podstawę zwycięstwa. Żołnierz owianego grozą SS stworzył wytyczne dla żołnierzy, w których zabraniał im w jakikolwiek sposób nękać ludność cywilną. „Żadnych zabójstw, kradzieży, burzenia domów, wycinania sadów” - pisał. „Nie zadawajcie sobie pytania: »ilu przeciwników zabiłem«, tylko: »z iloma ludźmi się zaprzyjaźniłem«”. Było to podejście, które do kanonu walki z guerillą weszło dopiero po wojnie. Aż strach pomyśleć, co osiągnęliby naziści, gdyby podobną strategię stosowali na całych terytoriach okupowanych. Warto podkreślić, gwoli sprawiedliwości, że 13. Dywizja nie była święta. Przypisuje się jej odpowiedzialność za pacyfikację serbskich wiosek: Bosutu, Sremskiej Račy i Jameny, w których zginęło kilkaset osób. Jednak w porównaniu do innych aktorów ówczesnej bałkańskiej wojny, nie mówiąc o całej formacji SS, można ją uznać za raczej łagodną. Efektywność SS „Handschar” w walce z partyzantką Tity była tak wielka, że Himmler zaproponował utworzenie kolejnej bośniackiej dywizji SS „Kama”. Ta jednak, na skutek fali dezercji i niesubordynacji, została rozwiązana, zanim w ogóle wkroczyła na pole walki.

    SS Skanderbeg

    Niemcy okupowali Albanię od jesieni 1943 r. Zajęli ją po kapitulacji Włochów, którzy dotychczas kontrolowali ten mały górzysty kraj. Wiosną 1944 r. nacjonalista Bedri Pejani, marzący o Wielkiej Albanii, zwrócił się osobiście do Himmlera z propozycją utworzenia oddziałów wojskowych złożonych z jego ziomków, które „strzegłyby granic Kosowa”. Już w kwietniu Reichsführer-SS zaakceptował ten pomysł. Tak utworzono 21. Dywizję Górską SS nazwaną „Skanderbeg” na cześć średniowiecznego albańskiego bohatera. W jej szeregach znalazło się jedynie około 6 tys. Albańczyków, głównie kosowskich. Kadrę oficerską stanowili, jak prawie zawsze w przypadku SS, Niemcy.

    https://d-pt.ppstatic.pl/kadry/k/r/1/8f/53/5a8691943c902_o.jpg?1519300916
    Żołnierz SS Skanderbeg
    SS „Skanderbeg”, w zamyśle włodarzy „czarnej gwardii”, miał skupić się na walce z komunistycznymi partyzantami Envera Hodży. Zamiast tego jednostka zajmowała się głównie pacyfikacją serbskich wiosek w Kosowie. Po kampanii terroru wysiedlili z regionu około 10 tys. słowiańskich rodzin. Oprócz licznych zbrodni przeciw Serbom dywizja wsławiła się także pogromem żydów w Prisztinie. Esesmani zrabowali ich sklepy i domy, a następnie wszystkich, około 200 osób, zagonili na stację kolejową, skąd pociąg zabrał ich do obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen. Dywizję SS „Skanderbeg” rozwiązano we wrześniu 1944 r. na skutek licznych dezercji (oddział liczył mniej niż tysiąc żołnierzy) i licznych konfliktów żołnierzy z niemieckimi oficerami.

    Ochotniczy Legion Hinduski
    W 1941 r. w Niemczech pojawił się zasłużony indyjski działacz nacjonalistyczny Subhas Chandra Bose. W odróżnieniu od Mahatmy Gandhiego - zwolennika drogi pokojowej - uważał, że Indie mogą wyzwolić się z kolonialnego jarzma tylko poprzez walkę zbrojną z Brytyjczykami. W 1942 r. udało mu się przekonać nazistowskich dostojników, by do walki ze wspólnym wrogiem, u boku III Rzeszy, utworzyć Legion Wolne Indie. W tym celu wybrano z obozów jenieckich w Afryce i Europie ochotników pochodzących z subkontynentu indyjskiego. Zebrało się ich jedynie niewiele ponad 2 tys., z czego dwie trzecie stanowili muzułmanie, resztę wyznawcy hinduizmu i sikhowie. Służyli głównie we Francji, na umocnieniach Wału Atlantyckiego.

    https://d-pt.ppstatic.pl/kadry/k/r/1/8f/53/5a869194e2148_o.jpg?1519300916

    Żołnierz Ochotniczego Legionu Hinduskiego na umocnieniach Wału Atlantyckiego
    W sierpniu 1944 r. jednostka została wcielona do Waffen-SS jako Ochotniczy Legion Hinduski. Liczyła wtedy ledwo ponad 2 tys. żołnierzy wyposażonych w 81 pojazdów i 700 koni. Po bitwie pod Falaise jednostka ta uciekała w popłochu, nie podejmując walki z wojskami przeciwnika. Ich odwrót przez Francję znaczyły barbarzyńskie zbrodnie. „Pamiętam kilka przypadków gwałtu, których dopuszczali się Hindusi” - wspominał na antenie BBC mieszkaniec miasteczka Ruffec, przez które przechodził Legion. „Zgwałcili kobietę i jej dwie córki. Zastrzelili także dwuletnią dziewczynkę”. Informacje o nieudolności Hindusów doszły do uszu samego Hitlera. Na jednej z konferencji w marcu 1945 r. Führer szydził z Himmlera i jego egzotycznych legionistów. „To jakiś żart. Oni nie potrafią zabić nawet wszy! Wolą, by one ich żarły. Zastrzelenie Anglika przekracza ich możliwości” - mówił. „Z pewnością są niedoścignieni w kręceniu młynkami modlitewnymi, ale nie w krwawej walce”. Naziści obiecywali sobie dużo po współpracy z egzotycznymi nacjami. Jak widać, większość z nich zawiodła ich oczekiwania. Mało tego, niektórzy zdradzili ich bez mrugnięcia okiem. „Jeśli ktoś ma nadmiar broni, to może sobie pozwolić na takie zabawy [z zagranicznymi jednostkami - red.] dla celów propagandowych” - stwierdził Hitler w rozmowie z Himmlerem. „Jednak jeśli broni jest za mało, to takie zagrania są całkowicie nieuzasadnione. Niemcy skapitulowały w półtora miesiąca po tej rozmowie. Na zmianę kursu było za późno.

    https://naszahistoria.pl/barbarzynskie-legiony-iii-rzeszy-specjalisci-od-pacyfikacji/ar/12938702
  • Kałmucy „Ottona Dolla”
    https://www.pch24.pl/images/min_mid_big/big/14219.jpg?r=1567759230

    Latem 1983 r. w Eliście, stolicy Kałmuckiej Autonomicznej Republiki Sowieckiej, rozpoczął się proces Jermaka Łukjanowa, obywatela belgijskiego pochodzenia kałmuckiego, oskarżonego o zdradę sowieckiej ojczyzny. Wiele lat wcześniej, w 1940 r., podczas fińsko-sowieckiej Wojny Zimowej, Jermak Łukjanow - wówczas porucznik Armii Czerwonej - dostał się do niewoli fińskiej. Po zakończeniu działań wojennych odmówił powrotu do kraju. Po krótkim pobycie w Finlandii udał się do Francji. W 1943 r. Łukjanow zaciągnął się do utworzonego przez Niemców Kałmuckiego Korpusu Kawalerii (KKK). Pełnił w nim dość eksponowane funkcje. Dowodził kolejno 3., 4. oraz 1.dywizjonami tej formacji. Po wojnie Łukjanow uzyskał obywatelstwo Belgii i wiele lat spędził w tym kraju. Upływający czas uśpił jego czujność. W 1968 r. Łukjanow wyjątkowo lekkomyślnie wybrał się do Moskwy na wycieczkę turystyczną. Okazało się, że władza sowiecka nie zapomniała jego przewin. Natychmiast aresztowano go. Następnych 15 lat spędził w szpitalach psychiatrycznych pod nadzorem KGB (osławionych „psychuszkach”), by wreszcie stanąć przed sądem. Uznano go winnym zdrady ojczyzny i skazano na karę śmierci. W połowie maja 1984 r. Łukjanow zginął z ręki kata. Proces i egzekucja Łukjanowa wywołały oburzenie na Zachodzie. Protest w tej sprawie podpisało 260 deputowanych belgijskich, ponadto zabierali głos również m.in. posłowie Parlamentu Europejskiego oraz obrońcy praw człowieka. Informacje o dysydentach przetrzymywanych w sowieckich „psychuszkach”, czy też o procesach politycznych i wyrokach śmierci wywoływały naturalny odruch współczucia. Jednak w przypadku byłego kałmuckiego kawalerzysty wypada zapytać: czy gniewne słowa zachodnich polityków i aktywistów były kierowane pod właściwym adresem...?

    Wojujący buddyści i czerwoni carowie

    Kałmucy to naród mongolski z grupy Ojratów, wywodzący się z Mongolii i chińskiej Dżungarii, obecnie zamieszkujący tereny nad Morzem Kaspijskim, na południowo-wschodnich kresach Europy. Już w dawnych stuleciach Kałmucy dali się poznać jako waleczna nacja. W końcu XVI wieku przyjęli buddyzm tybetański, nie zmieniając swych wojowniczych nawyków (co mocno kłóci się z pokutującą wciąż tu i ówdzie opinią o buddyzmie jako „religii pacyfistów”). W następnym stuleciu Kałmucy, naciskani mocno przez inne narody mongolskie oraz przez Chińczyków, ruszyli na zachód. Dotarli w końcu na stepy nad dolną Wołgą, pustosząc po drodze południową Syberię, okolice Ufy i Saratowa oraz ułusy Wielkiej Ordy Nogajskiej. Następnie toczyli długie i zajadłe boje z Kabardyjczykami, Nogajami i Tatarami krymskimi. Z czasem zostali ujarzmieni przez carów Rosji; odtąd dostarczali im oddziałów doskonałej kawalerii. W służbie rosyjskiej zasłużyli się m.in. w trakcie wojen napoleońskich; bili się też dzielnie podczas wojny domowej, u boku białych generałów Antona Denikina i Piotra Wrangla. Po zwycięstwie bolszewików Kałmucy podzielili tragiczny los pozostałych narodów byłego imperium rosyjskiego. Wprawdzie nowa władza oficjalnie zaoferowała im autonomię, jednak w praktyce bolszewicy wprowadzili w Kałmucji (jak i w pozostałych częściach Rosji) bezlitosny terror i prześladowania. Tysiące ludzi padło ofiarą egzekucji, aresztowań i deportacji. Miłujących swobodę koczowników zmuszano do prowadzenia życia osiadłego w wyznaczonych rejonach pustynnych. Ich buddyjskie klasztory były systematycznie niszczone. Język kałmucki wyrugowano ze szkół i urzędów. Cierpień tego narodu dopełniła straszliwa klęska głodu w latach 30., będąca wynikiem prowadzonej przez władze sowieckie tyleż brutalnej, co bezmyślnej polityki kolektywizacji rolnictwa.

    Sojusznicy Rzeszy

    Nic dziwnego, że gdy na początku 1942 r. do Kałmucji dotarły oddziały Wehrmachtu miejscowa ludność powitała je jako wyzwolicieli. Trzeba przyznać, że w następnych miesiącach lokalne władze niemieckie prowadziły wobec Kałmuków umiejętną i dalekowzroczną politykę (zupełnie odmienną od poczynań Niemców w innych okupowanych rejonach ZSRS). Rozwiązano kołchozy, rozparcelowano ich majątek między ludność, przywrócono urzędy, szkoły i prasę kałmucką, zezwolono na utworzenie policji i jednostek wojskowych. Z tych ostatnich największe znaczenie zyskały formacje kawaleryjskie powołane przez Sonderführera Ottona (Otmara) Wierbę, występującego pod pseudonimem „Dr Otto Doll”. Oddział „Dolla” funkcjonował jako Kałmucki Korpus Kawalerii „Dr Doll” (KKK) bądź Legion Kałmucki. Nie imponował liczebnością, w połowie 1943 r. liczył zaledwie 2 200 żołnierzy. Kiedy w obliczu ofensywy kontratakującej Armii Czerwonej Niemcy ewakuowali się z Kałmucji, Korpus podążył za nimi. Jego szeregi, zasilane przez uchodźców kałmuckich, znacznie wzrosły. Na początku 1945 r., mimo strat poniesionych w walkach, osiągnął stan 5 tysięcy żołnierzy, wliczając w to niemiecką kadrę oficerską oraz ochotników innych narodowości (m.in. Tatarów).

    Zbrodniarze

    KKK działał u boku Wehrmachtu zrazu na okupowanych terenach ZSRS, a następnie na ziemiach polskich. Niestety, w Polsce Niemcy użyli go do operacji antypartyzanckich (m.in. „Sturmwind I” i „Sturmwind II”) oraz do pacyfikacji wsi, m.in. na Lubelszczyźnie, Kielecczyźnie i w Łódzkiem. Kałmucy zasłynęli niebywałym okrucieństwem wobec ludności cywilnej, mordując setki osób, dokonując licznych gwałtów i grabieży. Wydana niedawno przez lubelski oddział IPN praca Ryszarda Sodela „Kałmucki Korpus Kawalerii” zawiera dziesiątki świadectw Polaków ocalałych z tych rzezi. Mamy tu opisy zbiorowych egzekucji i pojedynczych mordów, rabunków i dewastacji. Czytamy o przypadkach tortur i okaleczeń, o wykłutych oczach, o połamanych rękach i nogach, o brutalnych gwałtach...



    Jak się wydaje, nie wszystko da się wytłumaczyć niemieckimi rozkazami. Przeciwnie, w relacjach polskich świadków pojawiają się informacje, że przynajmniej w niektórych wypadkach to właśnie Niemcom zdarzało się hamować okrucieństwo żołnierzy KKK.

    Deportowani

    W maju 1945 r. Kałmucy skapitulowali na terenie Austrii przed oddziałami brytyjskimi. Następnie alianci zachodni, zgodnie z porozumieniami jałtańskimi, postanowili „zwrócić” Stalinowi byłych obywateli sowieckich przebywających na Zachodzie. Decyzja aliantów, nie rozpatrująca indywidualnych win paromilionowej rzeszy jeńców i uciekinierów ze wschodu, była zbrodnicza w skutkach (co ciekawe, deportacji uniknęli np. ukraińscy esesmani z Dywizji „Galizien”, albo niektórzy oficerowie KKK, jak szef sztabu Korpusu Dordżi Arbakow, czy wspomniany na wstępie Jermak Łukjanow). Los odesłanych w czeluście Imperium Zła był straszny – wielu stracono, setki tysięcy poddano rozmaitym represjom. Również żołnierze KKK stawali przed sowieckimi sądami, byli skazywani na śmierć lub na długoletnie pobyty w łagrze. Ponadto decyzją Stalina deportowano na Syberię cały naród kałmucki (!). Konwoje z zesłańcami kierowano do Kraju Ałtajskiego, Kraju Krasnojarskiego, obwodów nowosybirskiego i omskiego. Dopiero w 1957 r. Kałmucy otrzymali zgodę na powrót w rodzinne strony.

    Zabijcie nas...!

    Wspomnienie o kałmuckich kawalerzystach może być okazją do refleksji dla wszystkich, którzy ze ściśniętym sercem czytali „Kontrę” Józefa Mackiewicza. Autor poświęcił to potężnej mocy dzieło przede wszystkim żołnierzom XV Kozackiego Korpusu Kawalerii SS, którzy – jak Kałmucy – walczyli u boku Niemców, a po wojnie zostali deportowani przez aliantów na wschód, wprost w ręce NKWD. Zapada w pamięć przedstawiony tam obraz deportacji; postać małej, przerażonej dziewczynki z kozackiego taboru, która wcisnęła w dłoń brytyjskiego żołnierza karteczkę ze zdaniem nagryzmolonym nieporadną angielszczyzną: „Zabijcie nas, ale nie oddawajcie bolszewikom!” (jak pisze Mackiewicz: „Żołnierz przeczytał z trudem, schował kartkę do kieszeni na piersiach i mówią, że raptem zapłakał”). Warto jednak przypomnieć, że niezależnie od oceny samych Kozaków z XV Korpusu (ich postawa jest obiektem sporów historyków), w ich szeregach znalazł się pod koniec wojny jeden z pułków KKK. Choćby ten fakt przypomina, że wśród deportowanych przez aliantów – obok rzeszy niewinnych ofiar – byli również zbrodniarze. Prawda o dziejach ludów imperium sowieckiego jest gorzka. Wszakże, jak stwierdził kiedyś sam autor „Kontry” – jedynie prawda jest ciekawa.

    Andrzej Solak

    Bibliografia:

    J. Gdański, Zapomniani żołnierze Hitlera, Warszawa 2005.

    Kałmucki Korpus Kawalerii. Zbrodnie popełnione na ziemiach polskich w 1944 r. w dokumentach SB, oprac. R. Sodel, Lublin 2011.

    M. Khodarkovsky, Na granicach Rosji. Budowanie imperium na stepie 1500-1800, tłum. B. Malarecka, Warszawa 2009.

    W.H. Krause, Kozacy i Wehrmacht, tłum. J. Falkowski, Kraków 2006.

    J. Mackiewicz, Kontra, Londyn 1993.

    Read more: http://www.pch24.pl/kalmucy-ottona-dolla,14219,i.html#ixzz5yjXiAzP4
  • Banderowcy to przyjaciele PiS-u
    Sanhedryn pisowski mimo że banderowcy plują na groby Polaków bestialsko pomordowanych przez UPA i OUN, dalej sponsoruje wydając miliardy dla banderowskiej Ukrainy. Wiedząc ze nigdy nie odzyskają tych pieniędzy. Bo banderowsko-pejsata Ukraina to bankrut. Ale starsi bracia pejsaci z Izraela nakazują wspomagać, tak jak pejsatych w Polsce, tak banderowską Ukrainę.
  • Plagiat?
    Pan daje teksty Tezeusza czy on pańskie?
  • To wszystko była dzicz
    Zazwyczaj kacapska, ukraińska i ruska, o Niemcach nie słyszałem takich rzeczy, oni z reguły mordowali, ale był rozkaz o "traktowaniu obcoplemiennych na wschodzie", więc nie stawiam tu kropki. Pozdrawiam 5 na plus a wspomnianym sk...m hańba na wieki i ich potomkom!
  • Autor
    Odbieram ten artykuł jako sianie nienawiści do innych nacji. Takie relacje powinny być przestrogą przed wojną. Na wojnie ludzie zmieniają się w bestie i to niezależnie od nacji. Niestety ale gwałty , grabieże i mordy cywilów są elementem każdej wojny. Nie ma armii na świecie, która by uczestniczyła w jakiejś wojnie i nie ciążyły by na niej takie grzechy. Dlatego zamiast epatować się tragedią ofiar, piszcie przestrogi co czeka cywilów w razie wojny. Może wtedy trochę ostygnie w nich nienawiść, a zatryumfuje przesłanie Chrystusa.
  • @Niewidzialne Imperium 19:49:52
    To Tezeusz kradnie teksty Szumańskiemu.
  • @marek500 22:03:47
    A odbieraj sobie jak chcesz. Twoja sprawa.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30