Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
702 posty 34 komentarze

PISZĘ PRAWDĘ

Aleszuma - Po prostu zwykły człowiek

WOJCIECH ŹRÓDLAK KUSTOSZ "HISTORYCZNY" CZ, I

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

WOJCIECH ŹRÓDLAK HISTORYK POPRAWNY POLITYCZNIE. NEGUJE ZBRODNIE NIEMIECKIE W POLSCE I ŻYDOWSKIE W GETTACH

 

 

//www.youtube.com/watch?v=uCYxA6og6BE&feature=player_embedded

//www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=od0E9pbj0kE

//janekm2.blogspot.com/2013/08/kroniki-slaskie-19.html o książce i o mnie

//www.youtube.com/watch?v=qGT7DWkIi_0

WOJCIECH ŹRÓDLAK KUSTOSZ „HISTORYCZNY” CZ.I

Kronika Miasta Łodzi – kwartalnik

Redaktor naczelny
Gustaw Romanowski
Łódź, ul. Piotrkowska 113 (prawa oficyna)
tel. +48 042 638-44-39

kronika@uml.lodz.pl

Wydawca
Urząd Miasta Łodzi

Szanowny Panie Redaktorze,

 

Na łamach redagowanej przez Pana „Kroniki Miasta Łodzi” w numerze 3 (63) / 2013 ukazał się esej (recenzja - według nazwy autora p. Wojciecha Źródlaka), przedstawiającego się jako historyka, kustosza Muzeum Tradycji Niepodległościowych, zatytułowany Mord Polskich dzieci w łódzkim getcie Plagiat w patriotycznym oleju. Rzeczywiście tytuł jak podaje W. Źródlak jest zdumiewający, tyle, że splagiatowany z przerobionym tekstem, czyli sfałszowany. Przez Wojciecha Żródlaka.

 

Obligatoryjny literacki tytuł oryginału brzmi: Aleksander Szumański „Mord polskich dzieci w łódzkim getcie”.

 

W zasadzie nie odpowiadam na krytykę literacką utworu, zresztą „recenzja”  takiego charakteru  nie ma (nona bene wypełniam również zawód krytyka literackiego), tym bardziej,- w tej sytuacji - „recenzja” „Mordu polskich dzieci w łódzkim getcie” autorstwa p. W. Źródlaka nie istnieje. Istnieje natomiast paszkwil mojej twórczości, szkic, czy esej, dotyczący Mordu polskich dzieci w łódzkim getcie Plagiat w patriotycznym oleju. Umyślnie nie podaję cudzysłowu tego tytułu zgodnie z zapisem W. Źródlaka.

 

Ów paszkwil usiłuje zaprezentować mnie w sposób obraźliwy i obelżywy i przedstawić moją osobę i twórczość w sposób ośmieszający i pejoratywny.

 

Gorzej, czy zatem „historyk” W. Źródlak usiłuje w swoim szkicu pomieszczonym w  łódzkim kwartalniku reprezentującym Kronikę Miasta Łodzi negować bestialstwo niemieckich najeźdźców w pamiętnym 1 września 1939 roku?

 

Mieszkałem w  dniu wybuchu II wojny światowej we Lwowie przy ul. Jagiellońskiej 4. Wiadomo, iż pierwszy nalot niemieckich bombowców na Warszawę trwał bez przerwy 11 godzin. Ile osób cywilnych wówczas zginęło?

 

Czy wśród zabitych były niemowlęta i dzieci?

 

Czy 1 września 1939 r. spadły niemieckie bomby również na Lwów.?

 

Czy pierwsza bomba kilkutonowa uderzyła w pobliski hotel „Bristol” we Lwowie i szczęśliwie nie wybuchła, uczyniła jednak zniszczenie budynku i rozległ się tak potężny huk iż straciłem przytomność, a moi rodzice doznali szoku nerwowego?

 

Czy w tym samym dniu 1 września 1939 roku spadły niemieckie bomby na ul. Sykstuską we Lwowie?

 

Czy ludzie w Polsce ginęli masowo od świadomych ataków lotnictwa niemieckiego również w otwartym terenie?

Czy wśród ofiar znajdowały się niemowlęta, dzieci, dorośli, starcy, kobiety?

Czy Niemcy nie rozstrzeliwali tzw. „zakładników” Polaków w całej Polsce?

Czy Niemcy nie więzili, nie torturowali i nie rozstrzeliwali Polaków?

Czy bohaterskie miasto Łódź w czasie okupacji niemieckiej nie doznało strat ludzkich i cierpień?

Czy łodzianie wiedzieli, iż w sercu łódzkiego getta znajduje się obóz koncentracyjny dla polskich ( nie żydowskich dzieci ), skoro Niemcy okryli to całkowitą tajemnicą?

Dlaczego przez lata 1971 – 2012 nie odbywały się przed pomnikiem Pękniętego Serca w Łodzi coroczne nabożeństwa, a jedynie spotkania organizowane przez Szkołę Podstawową nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi?

Dlaczego Pomnik Pękniętego Serca pozbawiony jest Krzyża Męki Chrystusa Pana Naszego?

Czy Pan Redaktor lub Pan Kustosz Muzeum Czynu Niepodległościowego W. Żródlak złożyli w tej sprawie swoje oświadczenia?

Szanowny Pan Redaktor pozwoli więc na kilka uwag własnych, formalnych i merytorycznych związanych z podanym powyżej sfałszowanym nieistniejącym tytułem, który ponadto nie stanowi recenzji mojej książki posiadającej obligatoryjny literacki tytuł „Mord polskich dzieci w łódzkim getcie” i w tekście pada moje nazwisko jako „autora”.

 

W tytule swojego eseju autor W. Źródlak miał obowiązek podać „Mord polskich dzieci w łódzkim getcie” jako iż tak brzmi tytuł mojej książki. Dopisywanie do autoryzowanego tytułu czegokolwiek bez znaków pisarskich i w ten sposób sugerujący iż stanowi on jeden człon -  tytuł autorski - narusza moje prawa autorskie.

 

Czytelnik „Kwartalnika kroniki Miasta Łodzi” nr 3(63) /2013) zostaje celowo wprowadzony w błąd rzekomym moim tytułem Mord polskich dzieci w łódzkim getcie Plagiat w patriotycznym oleju.

 

Bez cudzysłowu tytułu, co stanowi obowiązek autora omawianego eseju. Już w tych pierwszych informacjach dotyczących rzekomego tytułu mojej publikacji, wynika w sposób oczywisty cel i inspiracja owego eseju. W zasadzie można mówić o jadzie i nienawiści do Polski, Polaków i polonizmu płynących spod pióra p. W. Źródlaka.

 

„To jakaś nieznana do tej pory zbrodnia” pisze W. Źródlak.  

Czy zatem podważany jest w eseju W. Źródlaka „napad hitlerowskich Niemiec 1 września 1939 roku na Polskę, po którym ginęli w napadniętym kraju – Polsce – ludzie pod salwami plutonów egzekucyjnych, m.in. dzieci…ginęły w więzieniach (…), pod salwami plutonów egzekucyjnych, w wyniku pseudo lekarskich doświadczeń, szubienicach…”? - cytat W. Źródlak

 

W swoim eseju W. Źródlak cytuje redagowany przeze mnie w mojej książce ”powszechny brak wiedzy” o OBOZIE DLA POLSKICH DZIECI W ŁÓDZKIM GETCIE

POLEN JUGENDVERWAHRLAGER DER SICHERHEITSPOLIZEI IN LITZMANNSTADT.

 

Pomnik Martyrologii Dzieci, tzw. Pęknięte Serce w Łodzi – odsłonięty 9 maja 1971 roku upamiętnia tragiczne losy dzieci polskich w okresie II wojny światowej, a szczególnie dzieci-więźniów pobliskiegoobozu dla polskich dzieci i młodzieży przy ul. Przemysłowej w Łodzi.. Pomnik znajduje się wParku im. Szarych Szeregówu zbiegu ulic Brackiej i Staszica, a posadowiony został przed ukazaniem się książki Józefa Witkowskiego „Hitlerowski obóz koncentracyjny dal małoletnich w Łodzi” (1975 r.).

 

Pomnik nie stanowi monografii, ani historiografii dziejów obozu łódzkiego w sercu getta łódzkiego, o czym usiłuje przekonywać W. Źródlak, pisząc iż sam autor o tym pisze na str. 202 – 204. Na owych stronach piszę o istnieniu Pomnika Pękniętego Serca, a nie o istnieniu monografii, czy historiografii dramatu łódzkich dzieci w POLEN JUGENDVERWAHRLAGER DER SICHERHEITSPOLIZEI IN LITZMANNSTADT.

 

Po raz pierwszy od chwili posadowienia pomnika w 1971 roku dopiero 3 czerwca 2013 roku metropolita łódzki abp. Jędrzejowski złożył chrześcijański hołd pod tym pomnikiem. Patrz//aleksanderszumanski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=915&Itemid=2

 

Wszelkie dowody pamięci, w tym pomniki, stanowią jedynie dowód upamiętnienia minionych ważnych dla narodu wydarzeń., w tym historycznych. Nie mogą natomiast zastępować monografii, czy historiografii wydarzeń minionych. To tak, gdyby pomnik wieszcza narodowego Adama Mickiewicza np. na pl. Mariackim we Lwowie był równocześnie jego historiografią, czy monografią.

Historiografia(zgr.Historia + grapho – pisać) – działpiśmiennictwaobejmujący gatunkihistoryczne. Historiografia to inaczej określenie całokształtu pracy historyka razem z jej rezultatem, czyli produkcją dziejopisarską, a nie pomniki, czy inne upamiętnienia.

Na historiografię składają się wszystkie rodzaje piśmiennictwa historycznego, będące wynikiem pracy historyka. Niemniej jednak praca historyka zależna jest od wielu czynników, takich jak uwarunkowania społeczne, filozofia, jego warsztat, stopień rozwoju nauki, uwarunkowania podejmowanych tematów, przyświecający cel, wyobrażenia mechanizmów przemian, baza źródłowa, stopień organizacji badań.

Historiografia obejmuje różne stopnie rozwoju myślenia historycznego. Są one prezentowane w dziełach historiograficznych (takich, gdzie została przedstawiona zobiektywizowana myślhistoryczna).

W tym miejscu należy postawić pytanie W. Źródlakowi przedstawiającego się za historyka, kustosza Muzeum Tradycji Niepodległościowych, czy pomnik, w tym przypadku Pomnik Pękniętego Serca w Łodzi jest historiografią, czy monografią tamtych dramatycznych wydarzeń w POLEN JUGENDVERWAHRLAGER DER SICHERHEITSPOLIZEI IN LITZMANNSTADT.

 

Skoro historyk, kustosz Muzeum Tradycji Niepodległościowych nie rozróżnia upamiętnień narodowych w jej różnych przeważnie artystycznych formach od dokumentacji historiograficznej, czy monograficznej nie powinien piastować funkcji kustosza Muzeum Tradycji Niepodległościowych.

 

Czy z Pomnika Pękniętego Serca  na terenie POLEN JUGENDVERWAHRLAGER DER SICHERHEITSPOLIZEI IN LITZMANNSTADT wynika istnienie bloku dla dzieci bezwiednie oddających mocz, w którym całą zimę były otwarte okna i dzieci skazane na pobyt w tym bloku, jednocześnie skazane były na śmierć?

 

Czy z Pomnika Pękniętego Serca w Łodzi wynika, że dzieci „za karę” przez oprawców były wrzucane do śniegu i polewane zimną wodą?

 

Czy z pomnika Pękniętego Serca w Łodzi wynika, że dzieci były katowane przez oprawców niemieckich i policję żydowską, co wielokrotnie doprowadzało do ich męczeńskiej śmierci?

 

Czy z Pomnika Pękniętego Serca w Łodzi wynika śmierć głodowa w obozie dzieci w wieku od 2-ch lat?

 

To prawda, iż piszę o tym Pomniku Pękniętego Serca, nie wspominam jednak, że jego posadowienie świadczy o istnieniu monografii, czy też historiografii tego obozu.

 

Najobszerniejsze materiały związane z obozem dla polskich dzieci w getcie łódzkim przechowywane są w Archiwum Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce w Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi, Katowicach i Wrocławiu, jak również w Archiwach Państwowych w Bydgoszczy, Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Przemyślu, Rzeszowie i Wrocławiu. Kompletna nieujawniona dotąd dokumentacja znajduje się w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego.

 

Wszelkie ślady po obozie łódzkim zostały zatarte. Nie istnieje monografia, czy też historiografia. A przecież obóz Polen – Jugendverwahrlager stanowił część getta łódzkiego stanowiąc z nim integralną całość.

 

Żydowskie dzieci, które poniosły śmierć w łódzkim getcie zginęły w Shoah, Zagładzie, zwanymi Holocaustem. Jeżeli termin Holocaust jest zarezerwowany wyłącznie dla ofiar pochodzenia żydowskiego, jak nazwać ludobójstwo polskich dzieci, które zginęły w samym sercu łódzkiego getta?

 

Pytanie to kieruję do Żydowskiego Instytutu Historycznego, poszerzając je o przyczyny nieujawniania z archiwów ŻIH istnienie łódzkiego obozu Polen-Jugendverwahlager dla polskich dzieci na terenie łódzkiego getta, które poniosły śmierć w Holocauście.

 

W czasie mordów dokonywanych przez Niemców na Żydach w tym zbrodni popełnionych w łódzkim getcie, w czasie trwania II wojny światowej, katolicka organizacja Front Odrodzenia Polski (FOP) wydała specjalna ulotkę pt. „Protest”. Jej autorką była wybitna pisarka polska, powieściopisarka, uczestniczka ruchu oporu organizacji Żegota Zofia Kossak – Szczucka. Apelowała ona do serc i sumień wszystkich Polaków wierzących w Boga – również i do tych którzy dotąd zajmowali niechętne stanowisko wobec Żydów o czynną postawę wobec zbrodni: „kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy, kto nie potępia, ten przyzwala”. Protest FOP uzyskał znaczny rezonans społeczny.

 

Podstawowym tworzywem mojej wiedzy jest materiał pozyskany od byłych więźniów. Uzupełnia go pozyskana dokumentacja poniemiecka, zwłaszcza w części dotyczącej genezy i tworzenia obozu oraz jego filii w Dzierżązni. Należy jednak podkreślić, iż zachowana dokumentacja nie jest pełna, w wypadku luk trzeba było uzupełniać brakujące ogniwa logicznym porządkowaniem faktów.

 

Najważniejsza część dokumentacji została zniszczona, lub w ogóle nie powstała, Niemcy bowiem starannie unikali tego rodzaju świadectw, zwłaszcza dokonanych zbrodni na dzieciach, tym bardziej, że dokumentacja dotycząca niemieckich obozów koncentracyjnych była przez Niemców fałszowana.

 

Nie wykazywano w ogóle, lub zaniżano liczbę zgonów. Analiza zachowanej dokumentacji obozu dla polskich dzieci w łódzkim getcie pozwoliła na ustalenie, że i tu fałszowano urzędową, oficjalną dokumentację; zaniżano liczbę zgonów, podawano fikcyjne przyczyny zgonów, zwłaszcza w wypadkach indywidualnych mordów. W dotychczasowych publikacjach podawano nieścisłe i nie sprawdzone informacje, mylono obóz w Łodzi z jego filią w Dzierżązni, niewłaściwie opisywano zachowane fotografie.

 

Ciekawe, iż W. Żródlak zajął się z „ antypolską pasją” moją książką „Mord polskich dzieci w łódzkim getcie”, stwierdzając, iż „tytuł jest zdumiewający…to jest nieznana do tej pory zbrodnia” , a w szczególności żydowskiego Ordnungdienst na terenie POLEN JUGENDVERWAHRLAGER DER SICHERHEITSPOLIZEI IN LITZMANNSTADT ( patrz Józef Witkowski „Hitlerowski obóz koncentracyjny dla małoletnich w Łodzi – str. 209, 210 ksero Piotra Michalczewskiego i Józefa Rosołowskiego w moim posiadaniu), pomawiając mnie, iż to ja z siebie czynię odkrywcę historii mordów polskich dzieci w łódzkim getcie, a nie zajął się fałszywkami „historycznymi” Wiesława Jażdżyńskiego zawartymi w kłamstwie historycznym „Reportaż z pustego pola” z 1965 roku.

 

Istnieją bowiem  „publikacje o moim obozie” Józefa Jażdżyńskiego z 1965 roku w których członków załogi obozowej, współodpowiedzialnych za zbrodnie ludobójstwa dokonane na polskich dzieciach w łódzkim getcie usiłuje się wykreować niemal na bohaterów, nazywając ich „personelem”. 

 

Oto cytat - Wiesław Jażdżyński „Reportaż z pustego pola”:

 

„…personel, mimo oczywistych trudności, odegrał wielką, a w niektórych przypadkach decydującą rolę w walce o utrzymanie dzieci przy życiu. Nie znalazłem ani jednego wspomnienia byłych więźniów, w którym by ta ofiarność, odwaga i wielkie serce nie zostały z szacunkiem i wdzięcznością odnotowane”.

 

To haniebne, iż autor owej publikacji w 1965 roku potrafił tak prezentować niemieckich ludobójców, którzy dokonali mordu na polskich dzieciach w łódzkim getcie. W ten oto sposób wypełnił „lukę naukową” dotyczącą tych zbrodni .

 

To haniebne, iż historyk, kustosz Muzeum Czynu Niepodległościowego z taką nienawiścią pisze o mojej publikacji, nie wspominając o wcześniejszej „historiografii” Józefa Jażdżyńskiego czyniącego z oprawców niemieckich bohaterskich kompozytorów śpiewających z dziećmi piosenki.

 

Wiesław Jażdżyński w swojej „historycznej publikacji” „Reportaż z pustego pola” napisał o Niemce, jednej z najokrutniejszych dozorczyń w obozie dla polskich dzieci: „…kucharka, Polka – Eugenia Pol (chodzi tu o zbrodniarkę ,Niemkę, Genowefę Pohl skazaną na 25 lat więzienia), przemyciła do obozu gitarę. Dziewczęta śpiewały razem z nią, urządzały zabawy w podchody, berka kucanego, i w tej ciszy, kiedy nie słychać było pokrzykiwań nadzorców, powstała, naiwna może, lecz pełna wymowy piosenka więźniarek”.

 

Ślady owych „zabaw” wiele więźniarek ma dotąd wypisane na własnej skórze. Miały okazję przedstawić je sądowi w procesie przeciwko zbrodniarce, nadzorczyni w obozie dla polskich dzieci w łódzkim getcie Eugenii Pol vel Genowefie Pohl. Nie wszystkie mogły jednak dać świadectwo prawdzie, po niektórych dziewczętach pozostały jedynie akty zgonów.

 

Należy postawić pytanie, jak mogło dojść do takiej publikacji jak „Reportaż z pustego pola”?

 

Owa publikacja nie tylko rehabilituje zbrodniarzy, ale równocześnie czyni z nich bohaterów, a także zamyka wszelkie dyskusje wobec stwierdzenia autora: „…oto pierwsze i chyba jedyne z opublikowanych świadectw istnienia polskiego obozu dla polskich dzieci w łódzkim getcie ( Polen – Jugendverwahrlager )”.

 

Tu autor wymienił artykuł Marii Niemyskiej - Hessenowej, opublikowany w 1946 roku w czasopiśmie „Służba społeczna” i stwierdził: „…obóz z ul. Przemysłowej istniał więc głównie w pamięci tych, którzy ocaleli. Nie pozostał po nim żaden materialny ślad”.

 

A oto opisana przez więźnia obozu POLEN JUGENDVERWAHRLAGER DER SICHERHEITSPOLIZEI IN LITZMANNSTADT, działalność policji żydowskiej (dokument w moim posiadaniu):

 

 

UCIECZKI. JÜDISCHER ORDNUNGSDIENST (ŻYDOWSKA POLCJA) W POLEN – JUGENDVERWAHRLAGER.

 

Potworne warunki obozowe, nieustanna walka o utrzymanie się przy życiu rodziły marzenia o wydostaniu się z obozu. Nie było zapewne więźnia, który choć raz nie myślał o ucieczce z tego koszmaru jakim był obóz dla polskich dzieci w sercu łódzkiego getta. Wielu więźniom wydawało się, że wystarczy wydostać się poza teren obozu, żeby być wolnym. Nic bardziej złudnego. Małoletni więźniowie nie zdawali sobie sprawy, że obóz jest podwójnym więzieniem, że wtopiony jest w getto, które jest dobrze strzeżone.

 

Nawet mieszkańcy Łodzi nie wiedzieli o istnieniu  Polen – Jugendverwahrlager, podobnie jak dzisiaj w 2013 roku nikt nie wie o istnieniu obozu w sercu łódzkiego getta i mordzie polskich dzieci w łódzkim getcie.

 

O ile więzień planujący ucieczkę dokonał rozpoznania terenu obozu i wybrał sprzyjające warunki do ucieczki, o tyle po wydostaniu się z obozu na teren getta był już zupełnie bezradny. Znalazł się bowiem na nieznanym terenie getta, gdzie natychmiast został rozpoznany. W getcie porządku pilnowała policja żydowska, która w gorliwości nie ustępowała policji hitlerowskiej.

 

Na pomoc więzionych Żydów nie można było liczyć, ponieważ groziło to surowymi karami, a ponadto wielu z nich myślało o tym samym. Bez pomocy z getta ucieczka skazana była na niepowodzenie, gdyż więzień nie znał rozmieszczenia posterunków policyjnych, żydowskich i niemieckich pilnujących getta.

 

Niemal wszystkich ucieczek dokonywało się pod osłoną nocy. Jeżeli uciekinier jeszcze tej samej nocy wydostał się z getta, mógł przy sprzyjających okolicznościach liczyć na powodzenie i pomoc mieszkańców miasta. Jeżeli jednak tej samej nocy nie udało mu się wydostać z getta, był zgubiony.

 

Natychmiast po ujawnieniu ucieczki ogłaszano alarm i wszczynano poszukiwania. Do poszukiwań włączano policję żydowską oraz policję z terenu Łodzi i okolicy. Przeszukiwano opuszczone budynki ale przede wszystkim teren cmentarza żydowskiego, gdzie najczęściej kryli się uciekinierzy. Nieodzowna dla Niemców policja żydowska po pierwszych ucieczkach zwracała szczególną uwagę na obóz pilnując go w sposób nadzwyczajny.

 

Czyniła to zwłaszcza policja żydowska złożona z kobiet. Nie stwierdzono ani jednego wypadku udzielenia pomocy przez tę policję uciekającym, wprost przeciwnie zanim jeszcze ujawniono ucieczkę już wszczęto alarm w obozie – policja żydowska zgłaszała Niemcom ujęcie zbiega, doprowadzała go z powrotem do obozu z zastosowaniem wszelkich środków przemocy jakimi dysponowała (biciem pałkami po głowie nieszczęśnika, kopniakami w genitalia etc.) inkasując od Niemców w nagrodę bochenek chleba. Z licznych relacji wiadomo, o bestialskiej bezwzględności policjantów żydowskich wobec kobiet i dzieci ( relacja nr 19 z dziennika Michała Grynberga).

 

Znany mi osobiście Michał Grynberg, pierwotnie Majer Grynberg (jid. מיכאל גרינבערג); urodzony 15 października 1909 roku w Sławatyczach, bywał w naszym domu we Lwowie, zmarł 20 kwietnia 2000 roku w Warszawie) – polski historyk żydowskiego pochodzenia, wieloletni pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Historycznego, specjalizował się w historii polskich Żydów w XX wieku.

 

W okresie zimowym, kiedy teren pokryty był śniegiem, ucieczka z góry skazana była na niepowodzenie. Idąc śladami, z łatwością znajdowano uciekiniera. Do poszukiwań używane były specjalnie wytresowane psy policyjne. Pomimo tego, ucieczki ciągle się powtarzały. Nie odstraszało pokazowe chłostanie na ogólnych apelach, osadzanie w karcerze i bloku karnym, nie odstraszały też zwłoki zastrzelonych.

 

Po pierwszej próbie ucieczki wzniesiono wieżyczki strażnicze i zainstalowano reflektory, załogę wyposażono w broń maszynową. Zakazano poruszania się po obozie nocą, a zwłaszcza w pobliżu parkanu. Wychodzić mogli jedynie dyżurni, ale tylko wyznaczonymi trasami nieustannie wywołując hasło: „ich gehen antreten”! Nie wywołanie hasła groziło zastrzeleniem, wachmani strzelali bez uprzedzenia.

 

Pierwszą próbę ucieczki podjął Stanisław Szewczyk z Krakowa. Było to 20 kwietnia 1943 roku. Korzystając z okoliczności, że esesmani byli pijani (urodziny Hitlera), wydostał się przez parkan do getta. Tam jednak został ujęty, znaleziono bowiem ramy okienne, które posłużyły mu do wydostania się z terenu obozu.

 

Oto co na ten temat napisał Stanisław Szewczyk: „Od razu podjąłem decyzję odzyskania wolności, ale nie było to takie łatwe, ponieważ nasz obóz znajdował się w centrum getta, był więc pilnowany przez policję, również żydowską. Pamiętam, był to dzień 20 kwietnia 1943 roku. Nie pamiętam, któremu z kolegów zaproponowałem ucieczkę, ale kolega nie mógł się zdecydować. Przedostałem się, po uprzednim przygotowaniu ram okiennych i elementów z budowy baraków do niższego ogrodzenia oddzielającego obóz dziewczęcy od chłopięcego. Po wejściu na mur wciągnąłem jedną ramę okienną na mur i dostałem się po niej na główne ogrodzenie wysokości około 5 metrów. Tam zaczepiłem się na drutach kolczastych, między którymi nie mogłem się przedostać. Podarłem resztę swoich łachmanów, aż wreszcie udało mi się pokonać przeszkodę. Znalazłem się poza parkanem, a zarazem w getcie.

 

Nie znając w ogóle terenu uzmysłowiłem sobie, że najłatwiej będzie przedostać się przez ulicę, która prowadziła od strony obozu, a jednocześnie była to granica getta, po której – jak się później okazało – krążyły posterunki policji niemieckiej i żydowskiej. Ulica była jasno oświetlona. W tej sytuacji postanowiłem przeczekać do rana w jednym z opuszczonych budynków. Zamierzałem ewentualnie skontaktować się z kimś, żeby mi pomógł wydostać się z getta. Leżąc na strychu opuszczonego budynku usłyszałem głosy Niemców, jednocześnie wpadło na strych kilku policjantów żydowskich. Zostałem przez nich pobity i zmasakrowany, doprowadzony z powrotem do obozu.

 

Policjanci ci wprowadzili mnie na wartownię, gdzie czekali już wachmani Duchnowski, Wenzel i inni, których nazwisk nie pamiętam. Nie wiem ile razy traciłem przytomność podczas bicia i odzyskiwałem na chwilę polewany wodą, aby w dalszym ciągu być katowany. Potem – jak opowiadali mi koledzy – zostałem wyrzucony przed wartownię i tam leżałem do odzyskania przytomności. Następnie alejką wysypaną żwirem, która prowadziła obok bramy głównej do karceru, kazano mi iść na kolanach. Po przejściu 130 metrów padłem zemdlony na beton w karcerze, gdzie była woda. Jeść nie otrzymałem, jak przypuszczam chyba trzy dni. Potem zabrano mnie na opatrunek, bo kolana miałem zranione do kości. Na punkcie opatrunkowym kierowniczką była niejaka Bayerowa. Ta na mój widok powiedziała:

 

„Wymordować te gady, a nie jeszcze udzielać pomocy”.

 

Zabrali mnie na zbiórkę całego obozu, gdzie pokazywano mnie wszystkim, potem dostałem znowu baty. W jakiś czas po wyjściu z karceru przeniesiono mnie do bloku karnego, który właśnie utworzono. I tak zakończyła się moja ucieczka”.

 

Była to pierwsza próba ucieczki, potem było ich jeszcze wiele. Wielu uciekinierów przypłaciło to życiem; zostali zastrzeleni podczas próby ucieczki, inni nie wytrzymali trudów karceru lub bloku karnego, jeszcze inni zmarli na skutek przeżyć obozowych. Kilku żyjących jest kalekami. Paweł Anszukow odmroził nogi i ma ubytki palców i pięt.

 

Prawdopodobnie pierwszym więźniem, któremu ucieczka się powiodła był Adam Dzięgielewski. Wiosną 1944 roku zachorował na zapalenie opon mózgowych i był leczony w szpitalu dla Polaków. Kiedy stan zdrowia poprawił się i mógł już chodzić, został wykradziony przez organizację Polski Podziemnej, oczywiście z pomocą personelu szpitala i przewieziony nielegalnie przez granicę do Warszawy.

 

 Co pan na to panie panie Żródlak?

 

Co pan na to panie Źródlak, że mnie niemieccy mordercy wymordowali całą rodzinę na czele z moim ś. p. Ojcem docentem medycyny na Uniwersytecie Jana Kazimierza, asystentem prof. Adama Sołowija światowej sławy ginekologa – położnika, który również został zamordowany przez Niemców na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie.

 

Co pan na to panie Żródlak, że ja jako 9-letni chłopiec zostałem przez Niemców skazany na karę śmierci? Pokazać panu dokumenty?

A dokumenty istnieją w polskim archiwum państwowym!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

Gdy niemieccy zbrodniarze mordowali moją rodzinę, gdy mordowali Polaków - kobiety, dzieci, starców, to Pan jeszcze nie srał w majtki, a ja jestem  świadkiem historii w moim 83 roku życia!

 

Dla pana mają znaczenie daty niemieckich mordów, tuż po 1 września 1939 roku, bo zdaniem pana ich nie było, to jakaś „nieznana zbrodnia”!!!

 

Czy pan wie, iż w Polsce nie istnieje żadna rodzina, która by nie utraciła w czasie okupacji niemieckiej i sowieckiej jakiegoś członka rodziny?

 

Gdyby pan o tym wiedział, to nie wypisałby takich bzdur o „jakiejś nieznanej zbrodni”.

 

A tak pisze „kustosz, historyk” Muzeum Tradycji Niepodległościowych!!! To hańba!!!

 

Panie Źródlak, określone światowe koła „historyczne” twierdzą, że wszyscy Polacy to antysemici. Potwierdził tę opinię nawet tow. „Filozof” ( Józef Życiński) w audycji „Kropka nad i” Moniki Olejnik. Na uprzednio przygotowane aroganckie i bezczelne pytanie „dziennikarki” Olejnik „jak pan sądzi, czy Polacy są antysemitami ? „Filozof” odpowiedział – tak, wszyscy Polacy to antysemici.

Panie Źródlak, pan, osoba sprzyjająca tym określonym kołom popełnia jednak błąd. Ponieważ pan jako obywatel polski piastujący w dodatku stanowisko kustosza, historyka Muzeum Czynu Niepodległościowego według opinii wspomnianych kół i b. metropolity lubelskiego jest antysemitą.

Mnie to pomówienie nie dotyczy, ponieważ zostałem jako określona osoba w wieku lat 9-ciu skazany przez Niemców na śmierć. Jak wspomniałem już, owe dokumenty dotyczące mojej osoby są dostępne w polskich archiwach państwowych.

Panie Źródlak ze świadkami historii należy się liczyć. Niedługo dowie się pan o nowych, po mordzie dzieci w łódzkim getcie, wydarzeniach, które bez powodzenia będzie usiłował pan ze swoimi mocodowcami podważyć, co się Panu również nie uda. Zapewniam pana.

 

Panie Źródlak, źle Pan trafił akuratnie do mnie !

 

Przekaż to Pan swoim mocodawcom i inspiratorom pomysłu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

Dokumentacja, źródła, cytaty:

 

//www.youtube.com/watch?v=uCYxA6og6BE&feature=player_embedded

//www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=od0E9pbj0kE

 //aleksanderszumanski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=915&Itemid=2HOŁD ABP JĘDZREJEWSKIEGO

 

 

https://www.google.pl/search?hl=pl&source=hp&biw=&bih=&q=szkola+w+lodzi+pomnik+peknietego+serca&oq=szkola+w+lodzi+pomnik+peknietego+serca&gs_l=firefox-hp.12...3258.20936.0.23566.38.19.0.19.0.0.165.2434.0j19.19.0....0...1ac.1pomnik w tym szkoła nr 81 w łodzi ul. Emilii Plater 28/32

 

//wiadomosci.onet.pl/lodz/obchody-70-rocznicy-utworzenia-przez-niemcow-obozu-dla-dzieci/s9j3d

 

//www.solidarni2010-krakow.pl/

 

//forumdlazycia.wordpress.com/2013/06/05/mord-polskich-dzieci-w-lodzkim-getcie-aleksander-szumanski-ksiazka/

//wpolityce.pl/wydarzenia/55003-samotny-hold-arcybiskupa-jedraszewskiego-oddany-dzieciom-zamordowanym-w-lodzkim-obozie-koncentracyjnym

//aleksanderszumanski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=699&Itemid=2
//blogopinia24.pl/polityka/810-ryszard-bocian-zaozyciel-kpn-wpisa
//blogopinia24.pl/polityka/811-mord-polskich-dzieci-w-odzkim-getcie-ksika

//www.krakowniezalezny.pl/niemiecki-mord-polskich-dzieci/

//solidarni2010.pl/14083-dzien-dziecka-nieinfantylnie-w-lodzi--relacja-z-wydarzenia.html?PHPSESSID=04bfc3fcc2589ecfea730cbd3864c7a7

//mikro-makro.neon24.pl/post/95046,aleksander-szumanski-na-slasku- „Getto łódzkie”,

-„ Martyrologia dzieci polskich w systemie hitlerowskim”,

 - „Hitlerowska eksterminacja dzieci polskich”,

 

- „W obozie łódzkim na Przemysłowej”,

 

- „Dzieci Polskie w systemie hitlerowskim”,

 

- „Więźniowie obozu łódzkiego”,

 

 

- Józef Witkowski – Piotr Michalczewski „Martyrologia Dzieci Polskich w systemie hitlerowskim 1939 – 1945 r ”.

 

 

Polski Związek Byłych Więźniów Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych O/Kraków J.R. oraz K. K. byli więźniowie obozu łódzkiego. JR to Józef Rosołowski przewodniczący Związku,

 

K.K. to Karol Kowalski, były więzień obozu dla polskich dzieci w sercu łódzkiego getta, członek powyżej podanego związku.

 

(Dokumentacja w moim posiadaniu)

 

//www.youtube.com/watch?v=uCYxA6og6BE&feature=player_embedded

//www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=od0E9pbj0kE

//janekm2.blogspot.com/2013/08/kroniki-slaskie-19.html o książce i o mnie

//www.youtube.com/watch?v=qGT7DWkIi_0

 

 

Monografię dramatu 20 tysięcy dzieci polskich zamęczonych na

śmierć w obozie POLEN JUGENDVERWAHRLAGER DER SICHERHEITSPOLIZEI IN LITZMANNSTADT w łódzkim getcie napisał lwowian Aleksander Szumański i nikt z Łodzi nie tknął tego tematu za wyjątkiem hochsztaplera historycznego Wojciecha Żródlaka. kustosza Muzeum Niepodległościowego w Łodzi, obrońcę zbrodniarzy niemieckich i żydowskich.

 

                                            OPRACOWAŁ ALEKSANDER SZUMAŃSKI 25 - 26 01.2014 r..

 

 

.

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • Epidemia tyfusu w obozie i szpital w getcie
    "Kronika getta łódzkiego, 1941 - 1944". wyd. Łódź 2010, o epidemii tyfusu w obozie przy ul. Przemysłowej:


    Faktem jest, ze na podstawie zachowanych dokumentów nie sposób ustalić, poza oficjalnymi danymi, rzeczywistej ilości dzieci, które zmarły podczas epidemii. Kwestia ta, w opracowaniu autora monografii o obozie (Józef Witkowski, Hitlerowski obóz koncentracyjny dla małoletnich w Łodzi. Wrocław 1975) i w kontekście zapisów "Kroniki" z 1943 i 1944 wymaga ponownego, dokładnego wyjaśnienia.


    Zwraca uwagę fakt - wg "Kroniki" - że przez szpital w getcie podczas epidemii tyfusu przeszła 1/5 dzieci obozu przy ul. Przemysłowej (przeciętny stan to 1000 więźniów) i żadne z nich tam nie zmarło...


    Z przytaczanej w przypisach literatury wynika, że w rozdziale o warunkach sanitarnych w obozie J. Witkowski korzystał jedynie z wyd. 1 "Kroniki" obejmujących lata 1941-1942, podczas, gdy epidemia miała miejsce na przełomie 1943/1944. Nie wiadomo czemu, bo dwa pozostałe lata były dostępne w oryginałach w archiwum, bodajże wtedy jeszcze Żydowskiego Instytutu Historycznego (bo obecnie większość akt łódzkiego getta znajduje się w Arch. Państwowym w Łodzi). Faktem jednak jest również, że oryginał jest po niemiecku....

    Uzupełnijmy więc tę istotną lukę w pracy Witkowskiego i Szumańskiego:


    KRONIKA GETTA ŁÓDZKIEGO. T. 1-5, Wyd. 2 popr., Łódź 2010.
    Kwerenda do tematu „Epidemia tyfusu w obozie przy ul. Przemysłowej”


    Sprawozdanie dzienne z wtorku, 21 grudnia 1943 r.; Kronika Codzienna nr 350.

    Nowa przerażająca wiadomość.
    Szpital przy Matrosenstrasse jest w niebezpieczeństwie. W tzw. obozie kripo na Marysinie (obóz dla dzieci bez opieki ) wybuchła epidemia tyfusu plamistego i niemiecki urząd zamierza teraz, umieścić te chore dzieci w szpitalu zakaźnym przy Matrosenstrasse, przy czym szpital ten dalej pozostanie w getcie. W szpitalu tym pojawiła się komisja niemieckich lekarzy i urzędników niemieckich władz. Nakazała ona Prezesowi, który zjawił się w towarzystwie dr Milera , pokazać sobie, cały obiekt i niezwłocznie zwolnić najpierw 100 miejsc dla tych polskich, aryjskich pacjentów. Żydowscy lekarze powinni więc zwalczyć tyfus plamisty u dzieci przesiedlonych z polskiego obozu. Siłą rzeczy całe getto jest w widocznym zdenerwowaniu. Z wielkim trudem udało się lekarzom ograniczyć przynajmniej tyfus plamisty do minimum, a teraz stoi przed nami, by tak rzec, widmo masowego importu tej straszliwej choroby. Do tego dochodzi, że według wszelkiego prawdopodobieństwa duża część żydowskich chorych natychmiast będzie musiała zostać zwolniona ze szpitala.

    Sprawozdanie dzienne z środy, 22 grudnia 1943 r.; Kronika Codzienna nr 351.

    Szpital przy Matrosenstrasse.
    Już dzisiaj wypisano pacjentów ze szpitala przy Matrosenstrasse, by zwolnić miejsca dla chorych na tyfus polskich dzieci. Nie wszystkich pacjentów zwolniono, lecz przede wszystkim tych w beznadziejnym stanie i takich, którzy mogą od biedy być pielęgnowani w domu. W obu przypadkach oznacza to katastrofę. Ciężko chorzy na gruźlicę przetransportowani zostali odkrytymi rolwagami razem z innymi pacjentami do domów. Kuso odziani, często tylko w koszulę i płaszcz, musieli przejść w zimnie uciążliwy transport przez wyboiste ulice getta. Najczęściej dotarli do zimnych jak lód mieszkań, gdzie nie ma nawet prymitywnej kuchenki czy pieca. Pacjenci, którzy w pewnym stopniu już się wykurowali i mogli mieć nadzieje na zupełne wyzdrowienie, mają teraz tak mała szansę. Pojedynczy pacjenci nie mogli w ogóle zostać oddani pod domową opiekę, gdyż w międzyczasie ich dom został rozebrany i powędrował jako drewno opałowe na plac węglowy. Dla takich ludzi musiano zmobilizować sekretariat Wołkówny, w związku z czym i ta placówka obciążona została nagle nowymi problemami. Urząd Mieszkaniowy musiał oddać do dyspozycji tych pacjentów pomieszczenia, w których ciężko chorzy musieli zostać położeni prowizorycznie na podłodze na materacach z wełny drzewnej. O ile ewakuowani ze szpitala chorzy mieli krewnych, którzy choć trochę mogli się o nich troszczyć, jakoś szło jeszcze z zakwaterowaniem w tych beznadziejnych mieszkaniach. Samotni chorzy jednak niestety zbliżają się do pewnej śmierci, o ile w ostatniej minucie nie zostanie zorganizowana pomoc. Jak zawsze w takich wypadkach Prezes zaangażował całą swoja energię, by nieść szybką pomoc. Słyszy się, że zamierza on zaadaptować dawny dom wypoczynkowy przy Gnesenerstrasse na cele szpitalne, w związku z czym upada projekt, przekazania tego domu do dyspozycji samotnych robotników . Ponieważ chorzy ci zostali zwolnieni ze szpitala tylko z kartą wypisu, krewni mają teraz pełne ręce roboty, by załatwić konieczne formalności w Wydziale Kartek lub w Urzędzie Meldunkowym. Zazwyczaj ci krewni sami są chorzy i słabi, i bardzo cierpią przez ten nagły bieg wypadków.
    Pierwsze polskie dzieci prawdopodobnie jeszcze jutro zostaną przekazane do szpitala.

    Sprawozdanie dzienne z czwartku, 23 grudnia 1943 r. ; Kronika Codzienna nr 352.

    WIADOMOŚCI DNIA
    Pierwsi pacjenci, około 100 osób, zostali przewiezieni już z obozu polskiego do szpitala przy Matrosengasse. Żydowska Służba Porządkowa odpowiada za izolację szpitala. Lekarze i personel pomocniczy przechodzi kwarantannę.

    Sprawozdanie dzienne z piątku, 24 grudnia 1943 r.; Kronika Codzienna nr 353.

    Szpital przy Matrosenstrasse.
    Do szpitala przy Matrosenstrasse przekazano już 150 polskich dzieci, z których nie wszystkie zachorowały na tyfus plamisty. Niemiecki urząd wysłał do tego szpitala zakaźnego wszystkie dzieci w stanie gorączkowym.
    W getcie są obecnie 4 przypadki tyfusu.

    Sprawozdanie dzienne z wtorku, 28 grudnia 1943 r.; Kronika Codzienna nr 357.

    SŁUŻBA ZDROWIA
    W szpitalu przy Matrosenstrasse znajduje się teraz już 200 [czyli 1/5 stanu obozu !!] młodocianych pacjentów z polskiego obozu na Marysinie.
    Przypadki tyfusu plamistego w getcie zwiększyły się o jeden, mamy więc pięć żydowskich przypadków tyfusu plamistego.
    Wśród polskich pacjentów znajdują się oczywiście wszyscy gorączkujący pacjenci z obozu Kripo, również chorzy na zapalenie opłucnej i gruźlicę.

    Sprawozdanie dzienne z czwartku 6 stycznia 1944 r.; Kronika Codzienna nr 6.

    OPIEKA ZDROWOTNA
    Przebieg zachorowań na tyfus u polskich dzieci w szpitalu zakaźnym na Matrosenstrasse jest łagodny. Stan pacjentów poprawił się stosunkowo szybko. Nie zanotowano przypadków śmiertelnych .

    Sprawozdanie dzienne z czwartku 20 stycznia 1944 r.; Kronika Codzienna nr 20.

    OPIEKA ZDROWOTNA
    Do szpitala na Dworskiej przybywają ciągle jeszcze dzieci z obozu dla Polaków. Tyfus plamisty ma łagodny przebieg, w dużej mierze dzięki zaangażowaniu żydowskich lekarzy i personelu pomocniczego.

    Sprawozdanie dzienne z soboty 29 stycznia 1944 r.; Kronika Codzienna nr 29.

    APROWIZACJA
    Dzień wczorajszy przyniósł 7.720 kg brukwi i 1.350 kg marchwi, a poza tym towary kolonialne w ramach kontyngentu.
    Dzisiaj przyszło 5.450 kg kartofli, 3.900 kg brukwi, 6.160 kg kalarepy i 23.440 kg rzodkwi. Pierwsze trzy pozycje powędrowały do kuchni, podczas gdy rzodkiew służy pokryciu przyznanych racji. Z mięsa dostarczono tylko 1.458 kg. Należy się spodziewać, że teraz będzie zgromadzona dostateczna ilość mięsa dla wydania niewielkich racji.

    Podane na liście zaopatrzenia niewielkie ilości towarów kolonialnych są przeznaczone dla dzieci z obozu dla Polaków w szpitalu epidemiologicznym.

    Sprawozdanie dzienne z niedzieli 31 stycznia 1944 r.; Kronika Codzienna nr 31.

    WIADOMOŚCI DNIA
    Liczba ludności jest dzisiaj po raz pierwszy podana dokładnie w raporcie policji (zobacz wyżej) i wynosi 79.870 (plus 77 polskich dzieci w szpitalu epidemiologicznym).

    Sprawozdanie dzienne z czwartku 2 marca 1944 r.; Kronika Codzienna nr 62.

    OPIEKA ZDROWOTNA
    Stan liczbowy chorych w szpitalu zakaźnym przy Matrosengasse 74 wynosił w dniu 29 lutego 1944 r. 270 osób. Jako nowe przypadki w dniu 14 i 15 lutego 1944 r. dostarczono z tak zwanego „obozu polskiego” 5 pacjentów z tyfusem plamistym.

    Od 15 do 28 lutego 1944 włącznie do szpitala przywieziono 15 żydowskich chorych, a mianowicie 2 przypadki tyfusu plamistego, 4 przypadki tyfusu brzusznego, pozostałe to przypadki gruźlicy płuc.

    Od 1 marca 1944 r. w szpitalu nie ma już ani jednego dziecka z obozu polskiego. Wszystkie dzieci opuściły szpital wyleczone i nie odnotowano ani jednego przypadku śmiertelnego.

    Sprawozdanie dzienne z niedzieli 5 marca 1944 r.; Kronika Codzienna nr 65.

    OPIEKA ZDROWOTNA
    Pisaliśmy już wcześniej, że z obozu polskiego nie dostarczono już do getta żadnych pacjentów. Pocieszający jest fakt, że całkowicie udało się tam opanować sytuację. Jest to między innymi zasługą pełniącego tam dyżury specjalisty chorób dziecięcych, dr Vogla z Pragi . Jesienią 1941 r. dr Emil Vogel był ordynatorem obozu cygańskiego, gdzie zaraził się tyfusem plamistym. Pracował tam razem z dr Aronem Nikielburgiem (Warszawa), który właśnie wtedy zmarł na tyfus plamisty. Żona dr Vogla, pozostająca z nim w stałym kontakcie, jest zatrudniona w getcie w charakterze rentgenologa.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930