Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
695 postów 34 komentarze

PISZĘ PRAWDĘ

Aleszuma - Po prostu zwykły człowiek

STALINOWCY W LITERATURZE POLSKIEJ CZ,I

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ATAK ŻYDOWSKICH "LITERATÓW" NA POLSKĘ I POLAKÓW

 

 

STALINOWCY W LITERATURZE POLSKIEJ CZ.I

Już w pierwszych latach powojennych rozpoczęły się skrajne ataki na wiele cennych tradycji polskiej literatury.
Szczególnie haniebną rolę w tej sprawie odegrała marksistowska "Kuźnica", specjalizująca się - jak pisała Maria Dąbrowska - w "plugawych napaściach na bardziej niezależnych pisarzy".

Przeważającą część redakcji "Kultury" stanowili różni wściekli „czerwoni encyklopedyści" żydowskiego pochodzenia, m.in. Adam Ważyk (Wagman), Jan Kott, Mieczysław Jastrun (Mojsze Agatsztajn), Kazimierz Brandys.

Szczególnie wielkie szkody dla literatury przyniosła działalność poety politruka, kapitana WP Adama Ważyka, zapamiętałego w niszczeniu polskich wartości patriotycznych.

Początki działań Ważyka przypadły na czasy lwowskiej targowicy literackiej lat 1939-1941.

Już wtedy zamienił on dawne skłonności do awangardowych eksperymentów literackich na skrajny prosowiecki serwilizm.
Szedł on u niego w parze z pełnymi jadu strofami, szkalującymi rozbite przez dwóch agresorów państwo polskie.

Już 5 listopada 1939 roku Ważyk "popisał się" godnym najgorszych targowiczan wierszem "Do inteligenta polskiego".

Wiersz ten zaczynał się od gwałtownego, oszczerczego ataku na polską armię i jej dowódców:

„(…) To stało się tak nagle, rozbite pociągi,
zdarte druty, na torach wydrążone leje.
Zamiast wodzów - półgłówki, zamiast armii - włóczęgi,
widma nocą ciągnące, by skryć się, gdy zadnieje. (...)”.

W kolejnych wierszach Ważyk wysławiał Związek Sowiecki jako jedyną, upragnioną ojczyznę ("Biografia", "Radość radziecka").

Dawny awangardowy poeta bez żenady tworzył najskrajniejsze produkcyjniaki ("Komsomołki przyjeżdżające do Lwowa", "Do robotnicy").

Największe szkody przyniosły jednak działania Ważyka w pierwszym dziesięcioleciu powojennym.
Jako sekretarz generalny ZLP, redaktor naczelny "Twórczości" (1950-1954), a okresowo nawet członek KC, stał się głównym partyjnym autorytetem w sferze kultury.

Pisarz Andrzej Braun wspominał w "Hańbie domowej" Jacka Trznadla: "To, co powiedział Ważyk, miało znaczenie i Bierut czy Berman natychmiast nadawali praktyczny kształt koncepcjom Ważyka".

Jako oficjalny „teoretyk literatury" (tak go nazywał historyk literatury Tadeusz Drewnowski) Ważyk „wsławił się" m.in. bezprzykładną napaścią na tak drogą wszystkim czującym po polsku poezję polskiego wieszcza Cypriana Kamila  Norwida, pisząc, że "bliższe obcowanie z Norwidem działa uwsteczniająco na wyobraźnię".

Posunął się do nazwania poezji Norwida "napuszoną nędzą myśli" (A. Ważyk,” W stronę humanizmu”, Warszawa 1949).

Do „wyczynów" Ważyka należał j atak na poezję Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w oficjalnym referacie podczas zjazdu ZLP w czerwcu 1950 roku.

Zachęcił" w nim Gałczyńskiego, aby wreszcie "ukręcił łeb temu rozwydrzonemu kanarkowi, który zagnieździł się w jego wierszach".

Za najpilniejsze zadanie Ważyk uznał "oczyszczenie poezji ze smaczków i pięknostek burżuazyjnej poetyki z czasów imperializmu".

Gałczyński skomentował atak Ważyka wypowiedzią w kuluarach: "Cóż, kanarkowi łeb można ukręcić, ale wtedy wszyscy zobaczą klatkę. Co zrobić z klatką, koledzy?".
Ten pełen gorzkiej ironii komentarz nie pomógł Gałczyńskiemu, który w rezultacie ataku Ważyka z oficjalnej trybuny nagle poczuł skrajną izolację we wszystkich redakcjach i wydawnictwach, całkowitą blokadę publikacji.

Nie przeszkodziło to Gałczyńskiemu po latach napisania wiersza „Umarł Stalin”:

Umarł Stalin

 

„Do pół zwieszona flaga

flagę wiatr przedwiosenny targa

To nie wiatr, to szloch na wszystkich kontynentach i archipelagach.

Umarł Stalin.

Jakby nagły grad zboża pogiął

Jakby w biały dzień noc w okno.

Dzisiaj słońce jest żałobną chorągwią.

Umarł Stalin

Płaczą ludzie na ulicach. Ciężko.

Taki ciężar zwalił się na ręce.

Płaczą ludzie zwyczajni jak ziarno piasku.

A ci go kochali najgoręcej.

Krzyczy Wołga. Szlocha Sekwana.

Woła Dunaj. Jęczą rzeki chińskie.

Broczy Wisła jak otwarta rana.

Lamentują potoki gruzińskie.

Krzyczy Aragwa: Stalin! Chmury całego globu

wiatr zeszył w jedną chorągiew żałobną.

O, poeci, rozpowiadajcie

w każdej wiosce, w każdej krainie

ból nasz wielki po wielkim Stalinie.

Umarł Przyjaciel.

Cień padł na ziemię od tej śmierci,

od oceanu do oceanu,

od Gibraltaru do Uralu.

Ale niech wróg nie liczy na cień i nieszczęście,

ale niech wróg nie myśli, że przez ten cień przejdzie.

Nie pożywi się wróg na naszym bólu i żalu”.

 

 

Największy autorytet oficjalnej literatury poza terroryzowaniem innych pisarzy nie zapominał o tworzeniu własnych wierszy. Wyprodukował m.in. chyba najbardziej groteskowy utwór wśród poetyckiej produkcji polskiego stalinizmu - wiersz demaskujący "imperialistyczną" Coca-Colę.

W "Piosence o Coca-Cola" stwierdzał z przejęciem:

„(...) Po Coca-Cola błogo, różowo
za parę centów amerykańskich
śniliście naszą śmierć atomową
Po Coca-Cola błogo, różowo!
My, co pijemy wodę nadziei,
wiemy, gdzie sięga dziś nasza wola:
wyszliście z Chin, wyjdziecie z Korei,
my wam przerwiemy sen Coca-Cola,
my, co pijemy wodę nadziei(…)”.

W wierszu „Morderstwo" Ważyk demaskował „wroga", który zabił traktorzystę "za jedno słowo: „spółdzielnia"; w utworze "Lud wejdzie do śródmieścia":

„(…) Patrz, jak stoi uparta
na rusztowaniach partia,
rozpala się klasowa
bitwa - nasza budowa.
Niech wiedzą ludzie, komu
rodzi się dom po domu,
czy magnatom stalowym,
wariatom atomowym,
czy sobie i ludowi
Warszawa się sposobi. (...)”.

Naturalnie nie zabrakło w twórczości Ważyka i wielkiego panegiryku na cześć generalissimusa Stalina – „Rzeka":

„Mądrość Stalina
rzeka szeroka,
w ciężkich turbinach
przetacza wody,
płynąc wysiewa
pszenicę w tundrach,
zalesia stepy,
stawia ogrody”.

W 1954 r. Ważyk zrealizował jedno ze swych najbardziej grafomańskich przedsięwzięć - napisał scenariusz do filmu "Niedaleko od Warszawy" o amerykańskim szpiegu sabotażyście.

Jednym z najgorliwszych poetów dworskich na usługach Bieruta był znany twórca starszego pokolenia Mieczysław Jastrun ((Mojsze Agatsztajn).

Pomimo wielostronnej pomocy udzielonej mu ze strony polskich znajomych w czasie wojny, gdy ukrywał się na „aryjskich papierach" wyrobionych przez „Żegotę”, co niewątpliwie uratowało mu życie, po wojnie wyróżnił się szczególnie skrajnymi, oszczerczymi atakami na rzekomy polski antysemityzm.

W opublikowanym 17 czerwca 1945 r. w krakowskim „Odrodzeniu" tekście „Potęga ciemnoty" twierdził, że za wymordowanie ponad trzech milionów Żydów ponosi odpowiedzialność na równi z hitlerowskim okupantem całe bez mała polskie społeczeństwo. Tę historyczną kalumnię i bzdurę Agatsztajna powiela dzisiaj dosłownie z „matematyczną dokładnością – 3 miliony” dr Alina Cała w wywiadzie udzielonym Piotrowi Zychowiczowi w „Rzeczpospolitej” 29 maja 2009 r.

http://www.rp.pl/artykul/310528.html „Polacy jako naród nie zdali egzaminu”



W czasie gdy do ujarzmienia Polski w interesie Sowietów przystępowały całe falangi ubeków i politruków żydowskiego pochodzenia na czele z Bermanem, Różańskim, Borejszą, Romkowskim, Brystygierową czy Fejginem, Jastrun piętnował polskie „zbrodnicze", „reakcyjne" organizacje, które jakoby wciąż „kontynuują krwawą robotę hitlerowską", dybiąc na ocalałą z zagłady "grupkę inteligencji pochodzenia żydowskiego".

Jan Tomasz Gross w "Strachu" (s. 129, 172) nader chętnie powołuje się na wspomniany tekst Jastruna, stanowiący skrajny atak na społeczeństwo polskie za jego rzekomo wyjątkowo silny „antysemityzm".

Gross tytułuje Jastruna (na s. 172) „wielkim poetą polskim", całkowicie przemilczając jego rzeczywiście wielką rolę jako jednego ze stalinowców  polskiej literatury.

Należy przypomnieć, że Jastrun, zgodnie z wymogami ówczesnej stalinowskiej „poetyki", z furią piętnował polskich partyzantów walczących o niepodległość Polski, przeciw Sowietom i polskiej targowicy.

W wierszu "Ballada o Puszczy Świętokrzyskiej" spotwarzał żołnierzy AK, rzekomo degenerujących się w bandy.

Podobną wymowę miała również "Ballada zimowa" Jastruna, piętnująca żołnierzy antykomunistycznego podziemia i wspieranie ich przez Kościół rzymsko – katolicki.

W wierszu „Własność" gromił „wrogów klasowych" - kułaków.

 

Z energią włączył się też w propagandę antykościelną reżimu, pisząc wiersz "W bazylice świętego Piotra", w wyrafinowany sposób atakujący Watykan za rzekomy sojusz z Hitlerem.

Jastrun wysławiał różnych komunistycznych idolów, osobny wiersz poświęcając pamięci jednego z przywódców PPR-u w dobie wojny, polskiego Żyda Pawła Findera (Pinkusa Findera), członka nielegalnej do 1939 r. Komunistycznej Partii Polski, dążącej do połączenia Polski ze Związkiem Sowieckim.

 

6 kwietnia 1934 roku Pinkus Finder został aresztowany wraz z żoną Gertrudą i oskarżony, wraz z pozostałymi aresztowanymi w tej sprawie o to, że: "w celu zmiany przemocą ustroju państwa polskiego na ustrój sowiecki weszli w porozumienie między sobą i innymi należącymi do KPP”. http://pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_Finder



W wierszu „Wspomnienie z Poronina" Jastrun opiewał z patosem Lenina:

„Myśl jego w kłębach śnieżycy i w dymie
Nadlatywała, aby siąść na naszym brzegu. (...)

 

Podobnie o Leninie napisała Wisława Szymborska (de domo Rottermund)”:

 

„…Lenin nowego człowieczeństwa Adam…”

Po śmierci Stalina Jastrun opublikował tekst rzewnie opłakujący pamięć zmarłego generalissimusa, pisząc m.in.:

 

"Umarł człowiek, ale każda nasza myśl o nim związana jest z życiem. Imię jego poniosą rozwinięte sztandary klasy robotniczej, Partii, dalej, w przyszłość".

Należy dodać, że jego syn Tomasz Jastrun należy dziś do najskrajniejszych tropicieli rzekomego „polskiego antysemityzmu" i przeciwników tradycyjnego polskiego patriotyzmu.

 

„Wsławił się" również wielu atakami na polskość i tradycje narodowe, grubiańskim zniesławianiem największych twórców narodowych, m.in. haniebnym brutalnym atakiem na Zbigniewa Herberta wkrótce po jego śmierci.
Nazwano go z powodu tych jego niegodnych wyczynów „chorym z nienawiści".

Godny uwagi jest fakt, że T. Jastrun, syn jednego z twórców najbardziej obciążonych "hańbą domową" doby stalinizmu, ze szczególną wściekłością reagował na każde przypominanie łajdactw różnych pseudoautorytetów czasów stalinowskich.

Jednym z czołowych stalinistów polskiej literatury był polski Żyd pisarz Kazimierz Brandys,należący do najbardziej agresywnych redaktorów marksistowskiej "Kuźnicy" wściekle atakującej przeciwników władzy.

Między innymi „wsławił się" skrajnie oszczerczym atakiem na PSL mikołajczykowskie, które nazwał ”groźnym przewodem dla faszyzmu w Polsce".

W latach 1948-1951 wydał 4-tomowy cykl „Między wojnami", który miał obnażyć „nicość" przedwojennej Polski i przeciwstawić jej obraz „szczęśliwych" powojennych przemian.

Już pierwsza powieść cyklu pokazywała w sposób zdeformowany obraz groźby „antysemityzmu" w Polsce przed 1939 rokiem. Kolejny tom pt. "Antygona" miał dać klasowy osąd „nikczemnych" burżujów, buszujących w Polsce międzywojennej.

Najbardziej antypolską wymowę miał 4. tom "Człowiek nie umiera" zaczynający się od „odpowiednio" wycyzelowanego jadowitego ataku na akowskie dowództwo Powstania Warszawskiego:

 

"(…) 5 października hrabia Bór - Komorowski, wystraszony skutkami zbrodni, spłoszony jak szczur dymem płonącego miasta i widokiem podstępnie przelanej krwi, której był hojnym szafarzem, rozwścieczony wreszcie niemiłą sytuacją, obnażającą zbyt jaskrawo zdradę „londyńskiego dowództwa” - które pod hasłem powstania przeciwko okupantom usiłowało pchnąć młodzież warszawską przeciwko wyzwoleńczym armiom, radzieckiej i polskiej - wystraszony, spłoszony i rozwścieczony tym wszystkim, pojechał hrabia Bór do Ożarowa.

 

Tam w kwaterze dowódcy SS von dem Bacha, po przyjacielskiej gawędzie, w której obydwaj generałowie odnaleźli wspólnych przodków po kądzieli - podpisano akt kapitulacji (…)”.

Książka Brandysa spełniała wszystkie wymogi najbardziej agresywnego socrealizmu, piętnowała dywersję „wrogów ludu" i różnych łańcuchowych „psów imperializmu".

Ludowe władze zadbały o odpowiednie spopularyzowanie tak żarliwego pisarza.
Jak po latach wspominał sam Brandys w „Miesiącach", w jednej ze spółdzielni każdy, kto chciał kupić wiadro, musiał obowiązkowo kupić któryś z tomów wiekopomnego cyklu "Między wojnami".

Po latach mocno wyszydził tę sprzedaż wiązaną Herbert.

W słuchowisku radiowym "Lalek" dał obraz wielobranżowego sklepu, w którym smoła jest przemieszana z Brandysem, zgrzebłami, łańcuchami i butami.

W kolejnej książce, "Obywatele", Brandys dosłownie poszedł na całość w tropieniu i demaskowaniu różnych „wrogów ludu".

Najczarniej narysował postaci deprawujących młodzież reakcyjnymi poglądami księdza katechety Leśniarza i jeszcze niebezpieczniejszego od niego wroga klasowego, nauczyciela Działyńca.

Jako wzór działania dla czytelników postawieni zostali w powieści Brandysa czujni zetempowcy, którzy gorliwie szli po tropach antyludowej zdrady.

Nie zabrakło i odpowiednio nakreślonego "szczęśliwego" końca całej epopei.
Był nim w książce Brandysa proces "pięciu bankrutów politycznych, pięciu zajadłych wrogów Polski Ludowej".

Wena "ideowa" Brandysa przejawiła się również w jego żałosnych łkaniach po śmierci Stalina:

 "(…) Wieść o śmierci Stalina poraziła serca nasze najokrutniejszym bólem". I wzywał wszystkich tak jak on rozpaczających, aby pamiętali, że jedyne, co pozostaje do zrobienia, "gdy odchodzą ludzie najbliżsi i najbardziej kochani, (...) to przysięga złożona w duszy: przysięga wierności dla ich myśli i pragnień".

W lewicowych mediach jako rzekomy autorytet często występował również polski Żyd Jan Kott, bez wątpienia jeden ze sprawców najgorszych spustoszeń w sferze kultury w czasach stalinowskich.

Prawdę o jego ówczesnej niszczycielskiej działalności próbowano odsyłać w niepamięć, tym mocniej za to eksponując walory jego późniejszej twórczości (zwłaszcza esejów "Szekspir współczesny").

Adam Michnik poświęcił Kottowi tekst w Magazynie "Gazety Wyborczej" (luty 1995), już na wstępie anonsując:

 

"Jak rozumieć zakręty twórczości Jana Kotta? Kim jest w polskiej kulturze ten fechmistrz słowa , Don Juan i globtroter,  ateista, Żyd i komunista, liberał i gorszyciel, emigrant i prowokator? Pisarstwo Kotta i jego biografia są rodzajem łamigłówki".

Jednak dla wielu osób biografia Kotta nie była żadną łamigłówką; widziano w nim ucieleśnienie nieuczciwości i cynicznego karierowiczostwa.

 

Do takiej oceny przychylali się m.in. A. Hertz oraz Jerzy Giedroyć, który w liście do Witolda Gombrowicza (18 V 1963 r.) pisał, że Jan Kott jest jednym z tych, którzy "stali się szmatami i bezwolnymi narzędziami nieinteligentnego systemu".

Leopold Tyrmand pisał o "lokajskim upokorzeniu się Jana Kotta przed nieodwracalną brutalnością historii".

Kott, tak bezkrytycznie fetowany w "Gazecie Wyborczej", w przeszłości niejednokrotnie chętnie sięgał do idei zmitologizowanego postępu, by usprawiedliwiać wszelkie stalinowskie zbrodnie.

Gustaw Herling-Grudziński opisał swą rozmowę z Kottem:

 

"Zgadało się o Katyniu, nie obrał oficjalnej linii postępowania.Wydął tylko wargi i syknął z uśmiechem:

 

„Cóż znaczy kilka tysięcy oficerów wobec historii w marszu'" (G. Herling-Grudziński, „Dziennik pisany nocą”, Warszawa 1990).

W swym żądaniu radykalnego przekształcenia literatury i humanistyki jako jednego z imperatywów wychowawczych nowego ustroju Kott był bardzo bezwzględny.
Odrzucał do lamusa Zygmunta Krasińskiego i Stanisława Wyspiańskiego, Stefana Żeromskiego, Henryka Sienkiewicza i Josepha Conrada.

Wydana przez Kotta wspólnie z Ważykiem antologia wierszy polskich od Reja po Staffa („Wiersze, które lubimy” wyd. Antologia, Warszawa 1951) stała się wzorcowym przykładem niewrażliwości stalinowskiej krytyki literackiej na autentyczne piękno i wielkość poezji.

Już w przedmowie Kott i Ważyk zdyskredytowali dorobek „reakcyjnych" polskich poetów na czele z Krasińskim, stwierdzając m.in.:

 

"Krasiński pisał wiersze nieporadne, egzaltowane, wytrawione z ziemskiej materii. Tych kilku wierszy Krasińskiego, które możemy polubić, szukaliśmy ze świeczką w ręku".

Będąc jednym z filarów marksistowskiej "Kuźnicy", pierwszego wielkiego forum sowietyzacji kultury polskiej, Kott wystąpił m.in. z gwałtownym atakiem na wymowę "Lorda Jima" Conrada, widząc w głoszonych w nim ideałach heroizmu i honoru wzór "niebezpiecznej" ideologii, wyznawanej później przez żołnierzy Armii Krajowej.

Witold Wirpsza wspomniał w rozmowie z Trznadlem: "Pamiętam obłąkany atak Kotta na Conrada, jego tezą było (...), że Conrad był ulubioną lekturą młodzieży akowskiej, młodzież akowska była faszyzująca, ergo - Conrad był profaszystowski".

Wirpsza wspomniał również swą rozmowę z Kottem po latach: "Ja się go wręcz zapytałem: po coś ty te wszystkie głupstwa pisał? To on mi odpowiedział bardzo prosto, w co nie wierzę: „bo się bałem”.

Ja sobie tak myślę: „atakować Conrada dlatego, że się bał? Czego?" (J. Trznadel, Hańba domowa).

"Bojaźliwy" Kott przez lata atakował wielu różnych „wrogów" socjalizmu, od Kościoła katolickiego, zbrojnego podziemia i gen. Andersa, po różnych „reakcyjnych" twórców.

Szczególnie gwałtownie piętnował Kott "Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego o bohaterach Powstania Warszawskiego.

Stwierdził: "To jest groźna książka. Tak wychowano pokolenie kondotierów".

Owe wypowiedzi osób ze środowiska żydokomuny i poglądy stalinowskich literatów pochodzenia żydowskiego, dzisiaj wspierają „naukowcy” ze źródeł Polskiej Akademii Nauk, jak Elżbieta Janicka, która twierdzi, iż , że „Rudego" i „Zośkę" łączyła… homoseksualna miłość. Nie było bohaterów Powstania Warszawskiego, byli homoseksualiści, łącznie z autorem „Kamieni na szaniec” Aleksandrem Kamińskim.

„Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego to jedna z najbardziej mitotwórczych książek w polskiej historii" – twierdzi Elżbieta Janicka z Instytutu Slawistyki Polskiej Akademii Nauk, autorka książki "Festung Warschau". Proponuje, byśmy krytycznym okiem spojrzeli na to, jakie postawy promuje książka, jak przedstawiana jest w niej śmierć, a jak relacje poszczególnych bohaterów: "Alka", "Rudego" i "Zośki".

Gdybyśmy w ten sposób na siłę doszukiwali się podtekstów, szybko doszlibyśmy do wniosku, że Ania z Zielonego Wzgórza była lesbijką – odpowiada przewodnicząca Stowarzyszenia Polonistów.

Polska Akademia Nauk współcześnie „walczy” z polskim „antysemityzmem” zwalniając z pracy prof. Krzysztofa Jasickiego, który ośmielił się w udzielonym wywiadzie „Fokus Historia” stwierdzić, że nie należy prowadzić dyskusji z osobami podkreślającymi publicznie „polski antysemityzm”. Oficjalnie PAN stwierdziła:

„Wypowiedzi prof. Krzysztofa Jasiewicza dla pisma "Focus Historia" "obrażają pamięć ofiar Zagłady, umniejszają winę oprawców i przenoszą ją na zamordowanych" - uznała Rada Naukowa Instytutu Studiów Politycznych PAN. W piątek Rada podjęła w tej sprawie uchwałę. http://wyborcza.pl/1,75478,13816698,Instytut_Studiow_Politycznych_PAN_potepil_antysemickie.html#ixzz2pdkl6Kj6

 

Według PAN Zagłada była wynikiem zbrodniczego działania „nazistów”. O zbrodniarzach Niemcach, czy Radach Żydowskich (Judenratach) powołanych przez Niemców w niemieckich gettach na terenie Polski, dla ułatwienia im zbrodni Holocaustu, PAN nie wspomina.

Stalinowskie łkania Artura Międzyrzeckiego

Znany autorytet intelektualny, pisarz i poeta Artur Międzyrzecki, od 1991 r. przez wiele lat prezes polskiego Pen - Clubu, „wsławił się" w 1953 r. żałobnym poematem "Marzec 1953", opłakującym śmierć generalissimusa wszech czasów Josifa Wisarionowicza Stalina.

Międzyrzecki łkał z ogromną siłą:

„(…) Przyszło, za gardło ścisnęło,
Mijały doby;
Słuchaliśmy, nie rozumiejąc,
O śmierci, męce choroby.
Słuchaliśmy do rozpaczy
Bolejący niemi
Stalin. Duma dni naszych.
Największy z ludzi na ziemi.
Wrócił nam wolność. Był dla nas
Najlepszym z przyjaciół.
Nauczył nas męstwa i trwania.
Nawet w bólu i płaczu. (...)
Płakaliśmy w Warszawie,
Na Śląsku, na dumnym Helu,
I przysięgaliśmy sprawie,
I przysięgaliśmy dziełu. (...)
Wybudujemy nad Wisłą
Piękną, szczęśliwą ziemię.
Wrogów zmieciemy. Przyszłość
Nazwiemy Jego imieniem. (...)”.

Międzyrzecki był „zaangażowany" również w liczne inne poetyckie popularyzacje stalinowskich kłamstw komunistycznych. Był m.in. autorem wiersza „Dzieci Juliusza i Ethel", wybielającego jako rzekome niewinne ofiary sowieckich szpiegów atomowych Juliusza i Ethel Rosenbergów.

Szkalując władze amerykańskie, które wydały wyrok na sowieckich szpiclów, Międzyrzecki apelował:

 

"Uczcie się nienawidzić knebla, co usta zatyka".

Bohdan Urbankowski tak komentował w książce "Czerwona msza albo uśmiech Stalina" wymowę wiersza Międzyrzeckiego: "Zostało wymuszone potępienie

„imperializmu”, wymuszona została nienawiść”

Twórca doby stalinizmu, pisarz polski, żydowskiego pochodzenia, Józef Henryk Cukier (pseudonim Józef Hen), były oficer polityczny, przebił wszystkich ekstazą radości z powodu powrotu  rzekomego „warszawiaka", rosyjskiego marszałka Konstantego Rokossowskiego do Polski.

Napisał wówczas w marksistowskiej "Kuźnicy" prawdziwy „hejnał” ku czci Rokossowskiego ze słowami:

 

"Wrócił orzeł. Orzeł, któremu skrzydła przypięła Rewolucja. (...) Wrócił Konstanty Rokossowski. Nasz Rokossowski".

 

Józef Cukier był członkiem komitetu wyborczego Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich w 2005.

 

Dokumenty, źródła, cytaty:

 

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20060906&id=my11.txt

 

http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_1021.html

http://aleksanderszumanski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=824&Itemid=2

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/obecne-wladze-zwiazku-literatow-polskich-w-aktach-ipn/lm0vw

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031